Połamany

Dawno temu wśród nocy cieni
Spotkałem w zaułkach Sigil Tego
Którego już dawno opłakiwały Sfery
Kto wrócić by nie mógł
Lecz czy wrócił z całym swoim specyficznym pięknem?

Kiedy tamtej nocy oczy swe dzikie utkwił w mej duszy
A głos zadudnił w alejce jakby spod ziemi
Gdy padło z ust jego nowe pytanie
W moim sercu pękł żal przygód odległych

Jakże to możliwe?
By wtedy i tam ten głos i te oczy
W tamtej brudnej dzielnicy
Ktoś taki jak On siedział pośród moczu na ziemi
Odziany w łachmany
Z wyciągniętą ręką
Bredząc
Śliniąc się
Żebrząc
Odmawiając smutno litanię do brzdęku?

„Czy mógłbyś odmienić… moją nędzę?”

Sen
Tak bardzo realny
I daleki

Niuanse pytania zdawały się wtajemniczonemu jak zew do powrotu
Ale to był tylko ślad dawnych westchnień
Okrutny kres wszelkiej wojaczki
Prawdziwy koniec porzuconych zabawek
Apokalipsa i zamach na rozsądek tej tajemniczej sylwetki

Dziś już nie wiem
Czy tamten osobnik to był zwykły złamany obdrapaniec?
Czy może dawny przyjaciel proszący o łaskę?

A może ja sam od tylu to już lat
Jestem dręczony swym połamanym obłędem
I roję sobie tylko ten czas, gdy ponownie spotkałem się z…
Bezimiennym?

– Anonimowy wiersz na ścianie w domu wariatów