Szkoda Śmiertelności - Sesja Archiwalna

78 postów · 115 888 wyświetleń · 2012 · strona 1 z 4

Forum Grimuaru działa obecnie w trybie tylko do odczytu, ale wszystkie dawne dyskusje wciąż są dla Was dostępne.

  1. GhosterGlobal Moderator
    Wprowadzenie:

    Wszędzie te cholerna wiara, wszędzie głoszą te swoje cholerne prawdy. Cholerne frakcje w cholernym świecie cholernej filozofii. Niechże w końcu ktoś zniszczy je wszystkie i doprowadzi do harmonii w chaosie, porządku w nieładzie.
    – Okoliczny trep nieskutecznie próbujący stworzyć własny nurt filozofii.

    Miasto Drzwi nie ma granic. I wcale nie mówię tutaj o portalach, które prowadzą do każdego zakątka Wieloświata. Nie, absolutnie nie. To centrum… i wcale nie boje się użyć tego słowa… CENTRUM Wieloświata posiada nieograniczoną przestrzeń, która jest w stanie zaspokoić oczekiwania każdego śmiałka. Nieważne czy szukasz prawdy, mentora, akceptacji? Te rzeczy znajdą Cię same. Weźmy na przykład Ciebie, śmiałku. Szukasz przygody? Ot i Twoja przygoda…

    * * * * *

    Ogłoszenie
    Paskudne trepy, ofermy, okoliczni bandyci i hultaje. Zbieracza żerujący na zwłokach umarłych jak sępy na pustyni. Śmiałkowie, pierwszaki, sferowcy, frakcjoniści, szurnięci, upadli, grabarze, anarchiści, ladacznice… i tak dalej, i tak dalej…

    Jeżeli potraficie utrzymać broń i macie chociaż niewielkie pokłady rozumu, to cóż. Nadacie się. Płacimy każdemu, kto przejdzie nasze wyzwanie. Czym płacimy, zapytacie? Czym tylko chcecie. Chcesz złota? Jest Twoje. Pragniesz pięknych diablic? Będą Twoje. Marzysz o pałacu w Dzielnicy Pani? Da się załatwić! Brzmi jak bzdura? Brzmi. Nie mamy jednak zamiaru niczego udowadniać. Albo przyjmiecie nasze warunki, albo do końca życia będziecie zlizywać smrodliwe odpady zwłok z ulic Sigil, czy cokolwiek tam parszywego robicie.

    Ale do rzeczy, do rzeczy. Jakimkolwiek ścierwem byście nie byli, macie jakieś pragnienia.
    A skoro to czytacie to żywicie również nadzieje, biedacy. Cóż, macie tu swoją nadzieję! Wypełnicie nieskomplikowane zadanie, a zrealizujemy Wasze pragnienia. Brzmi uczciwie, prawda?
    Mój wysłannik widzi Wasze tępe mordy w gospodzie „Nóż na gardle”, tej północy.

    podpisano
    nie twój zakichany interes.

    * * * * *

    Dzielnica Ulu była tego dnia wyjątkowo pusta. Paskudne okoliczne uliczki opustoszały i wydawało się, że ludność Miasta Drzwi gdzieś wyparowała. Początkowo budziło to Twój niepokój. Czyżby zbieracze sprzątnęli wszystkie zwłoki? Czy wszystkie ladacznice mają już swoich klientów? A może Pani miała zły dzień? Ale do diaska, żeby tak po prostu nikogo, nikogo, nikogo tu nie było?

    Twoje rozmyślania co chwile przerywały rozmaite szmery. Mając nadzieję na ujrzenie jakiegokolwiek trepa, ba! nawet jakiegoś byle obleśnego biesa rozglądałeś/aś się pośród ulic. Niestety prócz szeptu wiatru, hasających szczurów i naturalnych odgłosów Sigil nie spotkałeś/aś nikogo.

    Było to już jednak nieistotne. Zblizałeś/aś się właśnie do Gospody „Nóż na gardle”. Tam, właśnie tam spotkasz tych, którzy obiecali zrealizować Twoje pragnienia, którzy obiecali dostarczyć Ci rozrywki. Ale przecie to Sigil. Tutaj nikt nie nagradza za wykonane zlecenia. Prawdopodobnie największą nagrodą jaka Cię czeka będzie powolna zdradziecka śmierć z rąk zleceniodawców. To w końcu Miasto trepów, idiotów i popaprańców. No, ale cóż, bez ryzyka i tak zginiemy z nudów.

    * * * * *

    Przechadzkę po Ulu przerwał Ci odgłos skrzypiących drzwi, które właśnie otworzył przed Tobą cholernie wysoki bariaur. Zanim jednak zdołał wypowiedzieć pierwsze słowa, szybko zerknąłeś/aś na otoczenie. Stałeś/aś właśnie przed średniej wielkości budynkiem, na oko jakieś dziewięć lemurów szerokości i parędziesiąt stóp wysokości. Bez okien, z jedną parą starych, acz mocarnych drewnianych drzwi i zardzewiałym szyldem „Nóż na gardle - idealne miejsce na…”

    - Wejdź. Ciężki głos bariaura przerwał Twoją obserwację.

    Nim się zorientowałeś/aś, byłeś/aś już na miejscu. Co się stało? Jak się tu dostałeś/aś? Kim są Ci ludzie, skąd się wzięli? To pewno myśli wszystkich zebranych w Gospodzie. Chociaż z zewnątrz wyglądała na przeciętną spelunę, to wewnątrz dopiero była to miniaturowa wersja Otchłani. Bród, smród, dym i populacja dziwadeł z całego Wieloświata. To właśnie miałeś/aś przed sobą. Oczywiście całość wzbogacała dekoracja typowa dla tego typu miejsc. Lada z rozbitymi kielichami, wywrócone stoły, podłoga na którą wyraźnie zwrócił ktoś obiad, porozbijane ściany umalowane krwią i o dziwo, zasmarkany sufit. Miejsce na wskroś romantyczne.

    Kiedy ochłonąłeś/aś w końcu po pierwszym wrażeniu dostrzegłeś/aś, że wszyscy zebrani w Gospodzie zaczęli schodzić się do centrum. Rzuciłeś/aś okiem na otaczających Cię trepów. „Czyżby cały Ul zebrał się w tym niewielkim pomieszczeniu?”. Tak to właśnie wyglądało. Największe trepy, bandyci i hultaje. Odziani w czarne tuniki pseudonekromanci, śmierdzące biesy, ladacznice w postrzępionych sukniach, zakurzeni grabarze i zbieracze. Cała siła życiowa Ulu w jednej parszywej karczmie! Nic tylko podpalić, zburzyć, rozpieprzyć ten cały budynek, a Wieloświat stanie się lepszy.

    Z rytmu przemyśleń wybiła Cię nagła cisza, która zapanowała w pomieszczeniu. Przez budynek przedarł się piękny i ostry jak brzytwa kobiecy głos.
    - Witam Was wszystkich. Skąd dochodził? Sądząc po zdezorientowanych trepach, było to coś w rodzaju echa, jakiejś odgórnej siły. Pewne było, że głos ten nie ma ciała, no chyba, że ktoś tu jest brzuchomówcą…
    - Na próżno szukacie formy cielesnej, bo na nic Wam się zda. Przekaże Wam wytyczne, a reszta należy do Was. Zebraliście się tutaj bo każdy z Was czegoś żąda.
    - Pokaż buźkę mała! – przekrzyczał z tłumu jakiś trep po czym szybko jego głos ucięło coś w rodzaju „zakrztuszenia”. Dusił się czy co? Myślałeś/aś.
    - Wszelkie próby zakłócenia porządku zostaną natychmiastowo stłumione. Słuchajcie uważnie, bo nie chcę tracić czasu na Wasze nędzne mordy. Z tłumu wyłoniły się parsknięcia i odgłosy oburzenia, ale kobiecy głos nadal kontynuował.
    - Sigil jest ośrodkiem wielu frakcji Wieloświata. Wielu myśli, założeń, twierdzeń, teorii, prawd. Głos na chwilę zamilkł i pozwolił poukładać myśli wszystkich zebranych. Nie sądzę, aby którykolwiek z Was to zrozumiał, dlatego przejdę do sedna. Frakcje i faktole walczą ze sobą o wpływy w Sigil. Każdy wyznawca to brzdęk, każdy brzdęk to luksus. Prawda, wiara, filozofia nie mają znaczenia. W pomieszczeniu znów było słychać głosy oburzenia, po czym kilkudziesięciu trepów wyszło z Gospody. Po chwili głos zaczął znów kontynuować.
    - Miasto Drzwi nie może pozwolić sobie na kolejnych pseudobogów. Sztuczne sferopoglądy i bzdury. Dotąd ignorowaliśmy powstawanie zrzeszeń, wiedząc że i tak upadną. Niestety w Sigil pojawił się nurt, który skutkować może powstaniem nowej frakcji. My, nie możemy na to pozwolić. To jest Waszym zadaniem. Nie pytajcie kim jestem, nie pytajcie jak, co i dlaczego. Po prostu dokonajcie eksterminacji. Wszystkie informacje dotyczące miejsca pobytu Waszych zleceń otrzymacie od moich podwładnych. Nagrodę otrzymacie jeżeli przyniesiecie do progów tej gospody głowę przywódcy trepów nazywających się „Rzeczywistymi”. Głos się uciął. Początkowo wydawało się, że zaraz wznowi przemówienie, ale po pewnym czasie pojawiła się gromada diabelstw, zapewne wspomnianych podwładnych.

    Na oko tuzin diabelstw rozproszył się po budynku, rozdając dziwaczne księgi. Do Ciebie i grupy podobnych Tobie dziwadeł przyczłapał bardzo wysoki, zadbany i na swój sposób elegancki półczłowiek, półbies. Po czym otworzył księgę i zaczął czytać:

    - Przybywając tutaj zaakceptowaliście moje zlecenie. Niech będzie to jasne i oczywiste. Dziennik ten zawiera spis miejsc, w których widziano przedstawicieli fałszywej wiary. Waszym zadaniem jest odnalezienie ich przywódcy i dostarczenie w progi Gospody „Nóż na gardle” głowy drania. Nagrodę otrzyma drużyna, która zrobi to jako pierwsza. Pamiętajcie, że nie interesuje mnie kto zabije tego hultaja, ale kto dostarczy jego czerep. Diabelstwo na chwilę przestało czytać i spojrzało na grupę. Mężczyzna widział przed sobą piątkę popaprańców, jakieś zgarbione dziwadło, imitację devy, zdziwaczałe diabelstwo, jedną z tanar’ri i jakiegoś człekokształtnego trepa. Domyśliłeś/aś się, że spogląda na Ciebie. Chwilę później opuścił ponownie wzrok na dziennik i zaczął kontynuować czytanie.
    - Każda z drużyn w tej Gospodzie pragnie zwyciężyć. Rozejrzyjcie się, od dziś cały Ul jest Waszym wrogiem. Od dziś cały Ul walczy o to samo. I rzeczywiście, spoglądając na prawo i lewo dostrzegałeś/aś na sobie wzrok licznych oprychów poskładanych w niewielkie grupki jakby to by jakiś turniej. No, ale cóż.

    Diabelstwo zaprowadziło Ciebie i Twoich towarzyszy podróży do jednego z okrągłych stolików po czym rozkazało byś usiadł/a. Położył na stole dziennik i pozostawił Was samych sobie. Na koniec znikając w cieniu Gospody rzekł jeszcze:
    - Naama, Tui, Lentor, Mojo, Trevano. To Wasza pierwsza i ostatnia okazja by się zapoznać. Gdy to uczynicie, otwórzcie dziennik. Powodzenia…

    Ostatnio zmieniony pt lis 29, 2013 12:54 am przez Ghoster, łącznie zmieniany 1 raz.

  2. GhosterGlobal Moderator
    - Bartold -

    Trevano rozgląda się badawczo po swej "drużynie", na ułamek sekundy zatrzymując się wzrokiem na kobiecie. Czeka jeszcze chwilę, po czym mówi, kłaniając się lekko ze skrzydłami złożonymi wzdłuż pleców:
    - Zatem, witam. Jestem Trevano II, z zawodu mediator.
  3. GhosterGlobal Moderator
    - Niby -

    Mojo zasłania usta dłonią, obgryza paznokcie. Przeskakuje wzrokiem z jednej twarzy na drugą, szponiastym palcem drapie się w uchu, wygrzebuje ze środka coś obrzydliwego. W gruncie rzeczy ma ich wszystkich w miejscu czarnym jak kieszeń Murzyna. Wszystkich, oprócz tej tanar'ri... która na niego nawet nie patrzy.
    Mojo głupi! Mojo nigdy nie miał powodzenia u kobiet!
    Mojo jest "skończony kretyn", "nieudacznik", "potwór"! Mateczka miała rację!
    Niech ją zżera gniew Pani!
    Nie zwracając uwagi na małomówne towarzystwo, Mojo sięga do pasa. Po chwili kładzie na stole drewnianą klatkę z cienkich patyczków. Czarne, włochate "coś" w środku porusza narkotycznie odnóżami.
    - Ssss... Po co my tu właściwie przyszliśmy, pajączku - mówi Mojo, schylając głowę. Wsuwa palec między kratki i dotyka główkę Teodora. - Ssss...
    I milknie, szczerząc żółte zęby do swojego jedynego przyjaciela.
  4. GhosterGlobal Moderator
    - Tauri -

    Tui przypatruje się chwile stworzeniu w klatce, po czym mówi -
    - nazywam się Tui

    Po czym bierze księgę do ręki i ogląda okładkę, nie otwierając jej.
  5. GhosterGlobal Moderator
    - Bartold -

    Nie odrywając wzroku od towarzyszy czyni krok w cień, wyciąga z sakwy prostokątny przedmiot... tak, chyba dziennik; zaraz pióro i kałamarz; szybko notuje parę zdań, wciąż patrząc na kompanów. Chowa wszystko do torby, wyjmuje zaś z niej fajkę. Rozpala ją - całkiem sprawnie - zaciąga się lekko i opiera o blat, wciąż obserwując [Mojo ze swoim pająkiem, hm, wydaje się być zagubiony w tym miejscu... i jak pożądliwie spogląda na tą Tanar'ri, gdy myśli że nikt nie patrzy...; Tui - dlaczego jego ręka jest przywiązana do paska? Hm... Ogląda książkę ale jej nie czyta - nie potrafi czy jedynie ją ocenia?; Lentor i Naama - hm...]. Zaciąga się jeszcze raz, przymyka na chwilę oczy, wydmuchuje dym.
  6. GhosterGlobal Moderator
    - Lewy -

    Opiera łokcie na stole, następnie rozstawione palce styka opuszkami.

    Po chwili z do połowy przymrużonymi oczami spogląda w górę i szepce

    Lentor....po prostu Lentor...I niech cisza przemówi...

    Po chwili wyciąga notes, węgielek i zaczyna rysować twarze towarzyszy, podpisując je imionami oraz kilkoma dodatkowymi notatkami

    "Mojo... szaleniec i ćpun"
    "Trevano. Mediator...ze swoją przyzwoitością daleko nie zajdzie"
    "Tui. Rzeczowy"

    Po czym chowa dziennik do sakwy. Następnie rozgląda się po istotach zgromadzonych w karczmie.
  7. GhosterGlobal Moderator
    - Tauri -

    Po oglądnięciu książki z obydwu stron i przeczytaniu napisów, znaków jeżeli takie się na okładce znajdują, Tui przekazuje ją Trevano mówiąc :
    widziałem jak coś notujesz, więc jesteś piśmienny, sądze że również chciałbyś ją obejrzeć.
  8. GhosterGlobal Moderator
    - Bartold -

    Zamyśla się na chwilę, rzuca przelotne spojrzenie na Lentora, mruży oczy [Ach, ta dramaturgia w głosie... wygląda jakby po ciężkim urazie psychicznym był... możliwe też że się jedynie kryje, iż to maska jeno...], po czym odbiera dziennik od Tui'ego. Pierw bada okładki, po czym otwiera go na pierwszej stronie - i zaczyna czytać...
  9. GhosterGlobal Moderator
    - Niby -

    Mojo zabiera klatkę z pająkiem, czując spojrzenie bydlaka z blizną na ryju. Wstaje i przypina pojemnik do pasa. Spogląda po ścianie, bierze krzesło i idzie z nim do kąta. Reszta jest tak zajęta sobą, że nawet nie zwracają na niego uwagi.
    Po chwili wraca z czymś w dłoni, wielkości guzika, i wpycha to do swojej drewnianej klatki.
    Rośnij, malutki, rośnij!
    Siada z powrotem, zgarbiony. Wlepia wzrok w faceta, który mu się przyglądał, białasa o nosie w kształcie litery "S".
    Mojo mógłby przysiąc, że facetowi bardzo nie spodobało się jego spojrzenie.
    Mojo już za nim nie przepada.
    A tanar'ri taka piękna, milcząca...
  10. GhosterGlobal Moderator
    - Manta -

    Kobieta Tanar'ri...
    Uważnie obserwując sytuację, spoglądając ukradkiem na swoich potencjalnych towarzyszy zauważa, że facet z pająkiem się jej przygląda. Odrywa wzrok od swojego prawego obcasa, w który wpatrywala się z uporem maniaka.
    Wzdycha i leniwym do granic możliwości glosem szepcze w jego stronę ciche:
    Szpicuj się...
    Przekleństwo brzmi paradoksalnie w ustach kobiety o dość melancholijnym, spokojnym i "uporządkowanym" glosie.
    Po chwili jednak z ledwie dostrzegalnym uśmiechem na ustach powraca do skrupulatnego oglądania swoich butów.
  11. GhosterGlobal Moderator
    - Darnath -

    Trevano otworzył dziennik na jego pierwszej stronie. Jak na możliwości Ula pismo było zbyt staranne, zadbane, a kartki wyjątkowo schludne. Sama księga była natomiast wykonana z porządnej skóry, zabezpieczona po bokach metalowymi oprawami. Całość natomiast liczyła na oko nie więcej jak sto stronic.

    Pierwsza strona zawierała dokładnie te same informacje, które przeczytało dla Was diabelstwo, słowo w słowo. Następne natomiast zawierały spisy dzielnic, imion oraz informacje o zleceniu. Na oko było to kilkanaście stronic księgi. Dalej natomiast dominowały czyste kartki. Wyglądało na to, że zleceniodawcy zostawili Wam przestrzeń na obszerne notatki.

    Strona druga rozpoczynała zlecenie. Po dokładnym przyjrzeniu się treść ta brzmiała następująco:

    Zlecenie – znajdź i zabij przywódcę „Rzeczywistych”

    Nie mamy dokładnych informacji na temat miejsca pobytu wskazanej jednostki, wiemy jednak kto z nim współpracuje. Wydobądźcie informację z jego przyjaciół, partnerów czy bliskich. Miejsca, w których przebywają zanotowaliśmy poniżej.

    Ul południowy, pobliże gospody „pod gorejącym człekiem”, Kasmira.
    Jedna z ladacznic, która z pewnością utrzymywała kontakt z poszukiwanym. Kręci się przeważnie w gospodzie lub jej okolicy. Poznacie ją po biało-mlecznych włosach.

    Uliczka ćpunów i nieudaczników, budynki mieszkalne, Ruu.
    Githzerai, z pewnością go rozpoznacie. W tej zakichanej i zapomnianej przez świat uliczce Ulu jest jedynym ze swojego gatunku. Może stawić poważny opór.

    Ul północny, okolice kostnicy, kostnica, Zord.
    Szaleniec, który za dnia otwarcie wygłasza swoje filozofie, trzymając się blisko dabusów. W ten sposób żaden trep się do niego nie zbliża, jakby ze strachu przed oczami Pani.

    Tutaj kończy się druga strona dziennika. Skupienie przerywa szum w gospodzie. Wygląda na to, że trepom zaczęła przeszkadzać bezczynność. Rozglądając się po gospodzie szybko spostrzegacie niezadowolenie na twarzach śmiałków. Biesom i okolicznym opryszkom widocznie nie podoba się, że muszą współpracować. Wygląda na to, że zaraz zrobi się tu bardzo gorąco.

    Zaczyna iskrzyć, popaprańcy wdają się w dyskusję, filozoficzne papki i wiązki wulgaryzmów. Trepy przepychają się wzajemnie próbując dostać się do ksiąg. Głos dawno zamilkł, a i diabelstwa, podwładni tajemniczej nieznajomej gdzieś wyparowali. Drzwi do gospody pozostały niezmiennie otwarte.
  12. GhosterGlobal Moderator
    - Bartold -

    ...Kończy czytać. Zamyka dziennik, odkłada na blat stolika, wskazuje nań ręką patrząc w twarz Naamie. (Hm... Nie tak bezpośrednia jak większość biesów, z pozoru wyzywająca a jednak... nieśmiała? Skryta? Hm.) Następnie rozgląda się po pozostałych oraz po całej gospodzie (Coś tu nie gra... Zbyt nerwowo... Cholera.).
    - Proponuję stąd spadać jak najszybciej - mówi, kierując spojrzenie ku drzwiom. - I porozmawiać gdzie indziej.
  13. GhosterGlobal Moderator
    - Tauri -

    Patrząc w kierunku, to Trevano to drzwi, kiwa głową potwierdzając swoją aprobatę pomysłu szybkiego wyjścia z karczmy, po czym zabiera dziennik ze stołu i szybkim krokiem kieruje się ku wyjściu z gospody.
  14. GhosterGlobal Moderator
    - Bartold -

    Ogląda się raz jeszcze na resztę towarzyszy. Następnie, układając sobie w głowie informacje wyczytane w dzienniku, rusza za Tuim w stronę drzwi. Po drodze uważnie obserwuje podnoszącą się w karczmie wrzawę, nie tracąc jednak pogody ducha. (Kurtyzana, groźny Githzerai i kaznodzieja-cwaniak... No cóż.) Pociąga ciut mocniej fajkę.
  15. GhosterGlobal Moderator
    - Niby -

    Mojo spogląda w tę i we w tę, drapie się po głowie.
    Banda nieudaczników i kretynów - mruczy pod nosem. - Z takim podejściem można przeoczyć wiele rzeczy, sss...
    Wstaje i patrzy po twarzach zebranych.
    Trepy. Jak w jakimś cyrku, csss - mruczy, ni to do siebie, ni to do towarzyszy. - Mojo nie podoba się ta szopka. I ta łatwowierność. Mojo węszy tu podstęp... Czyj to głos przemawiał... Trzeba zapytać, co ich tu wszystkich sprowadziło, może oni coś nam powiedzą, sss...
    Obgryzając środkowy szpon dłoni, Mojo spogląda w kierunku jakiejś brzydkiej kreatury.
  16. GhosterGlobal Moderator
    - Manta -

    Przeskakuje wzrokiem po towarzyszach, jakby pytająco spogląda na Moja i Lentora.
    Zdaje sobie sprawę z tego, że została w towarzystwie dwóch szaleńców.
    Nerwowo spogląda na sylwetki oddalających się mężczyzn, przez chwilę zatrzymuje wzrok na tyłku Trevano.
    "Jeśli oni idą, to ja też" myśli i już po chwili szybkim zrywem wstaje z krzesła i próbuje przecisnąć się przez tłum rozwrzeszczanych, skudlonych wypierdków tego świata.
  17. GhosterGlobal Moderator
    - Lewy -

    Siedzi jeszcze przez chwilę w tej samej pozycji. Po chwili gdy Naama zamyka za sobą drzwi a Mojo zajęty jest czymś innym, wstaje po czym z szyderczym uśmiechem szepce "pfff...frajerzy...niewielkim nakładem można się ładnie wzbogacić". Po czym sam kieruje się w stronę drzwi. przechodząc rozgląda się po mieszkańcach..."czy naprawdę nie ma już w mieście takiej rasy której honor nie pozwoliłby wziąć tego zadania..?

    Wychodzi na zewnątrz i rozgląda się za swoją nowo poznaną grupą "taaa...wystarczy iść za nimi i nie narażać się na kłopoty...
  18. GhosterGlobal Moderator
    - Bartold -

    Po opuszczeniu przybytku opiera się o ścianę; gdy jego wzrok przystosowuje się do ciemności rozgląda się - wszak Ul nocą nie należy do zbyt bezpiecznych miejsc, a on i tak widzi w mroku ledwie na dwadzieścia metrów - i zaciąga lekko fajkę. Następnie wyciąga swój dziennik, szybko notuje swoje refleksje na temat Lentora i Naamy, po czym dodaje kilka informacji na temat zadania. Chowa dziennik, rozgląda się raz jeszcze; przejmuje od Tui'ego dziennik i czyta na głos szczegóły misji.
  19. GhosterGlobal Moderator
    - Manta -

    Wychodzi z gospody trzaskając za sobą porządnie drzwiami.
    Czuje, jak jej pluca chwilowo odżywiąją się świeższym niż w tawernie powietrzem, pozbawionym smrodu Baatezu, opętańczego wzroku drobnych, sigilisjkich zlodziejaszków... Trwa to tylko ulamek sekundy, po czym dociera do niej jeszcze większy odór - odór ulicznej rozpusty, widok poczciwych ludzi, których los zeslal akurat w ten paskudny kraniec wieloświata.
    Przygląda się towarzyszom po czym z uwagą przysluchuje się slowom Trevano, analizując każde slowo, próbując zapamiętać jak najwięcej szczególów dotyczących zadania...
  20. GhosterGlobal Moderator
    - Darnath -

    Grupa oddaliła się od gospody wychodząc frontowymi drzwiami. Chociaż nie musieliście już gapić się na brudne obdartusy i bandę skretyniałych popaprańców, to wciąż pozostało wrażenie, że czegoś lub kogoś z Wami nie ma. I tak było. Mojo został.

    Wnętrze gospody powoli przemieniało się w arenę walk. Wzajemne przepychanki zamieniły się w zbrojne przygotowanie do wojny. Obozy, bo tak właściwie można nazwać usilnie dobrane do siebie grupy, rozstawiły wokół siebie stoły, wywracając je na pion i tworząc tym samym coś na rodzaj taniej palisady. Średniej wielkości przestrzeń pomieszczenia nie zapewniała zbyt dobrych warunków do otwartej bitwy i chociaż sztuczne drewniane ogrodzenia pozwalały na uniknięcie pierwszych cięć to i tak były raczej nędzną imitacją tarczy.

    Mojo wciąż siedział przy stoliku, całkiem pozostawiony samemu sobie. W dodatku przyglądając się jednemu z biesich pomiotów, zwrócił na siebie uwagę paru podobnym paskudztwom.
    Bies notując spojrzenie, rozwarł wargi formując uśmiech od ucha do ucha. Z jego paszczy wyciekały odłamki nieskończonego dania, a oddech dało się wyczuć na dobrych parenaście stóp. Niższa forma abiszaja, bo na to wyglądało to zlepione samo w sobie mięso z paskudnym ryjem i ohydnym ciałem, wydało z siebie jeszcze lekki uśmieszek, po czym gestykulując po sobie podobnych znajomych, kiwnęło czerepem i ruszyło w stronę Mojo.

    Reszta grupy spokojnie przedostała się na zewnątrz. Do Waszych warg dotarło chłodne powietrze, niewiele lepsze od tego w gospodzie. Zebraliście się wokół Trevano, który kontynuował czytanie dziennika. Trzecia strona zawierała kolejne nazwy i miejsca. Omijając kolejne imiona „Tlaloc, Shini, Dura…” i miejsca „plac szmaciarzy, aleja gburów, kąty uciętych głów, stare przedmieścia ladacznic…” dotarliście w końcu do skrawka informacji o zleceniu. Była to strona piętnasta, może szesnasta. Pewne było, że kończyła zapiski w dzienniku.

    Powstanie nowej frakcji wiąże się z wielkimi konsekwencjami dla całego miasta, dla sfer i mieszkańców Wieloświata. Nie muszę mówić, że faktole zaaprobowanych przez Pani frakcji, nie pozwolą na powstanie żadnego odchyłu od ustanowionych wierzeń. Waszym zadaniem, zadaniem największych oferm Sigil, najbrudniejszych trepów i najgłupszych hultai jest powstrzymanie zagrożenia u źródła. Zostaliście wybrani, bo nie macie nic do stracenia i nikt za Was nie odpowiada. Nikt nie będzie za Wami płakał, ani nikogo Wasza egzystencja nie obchodzi. Jesteście pasożytem zbędnym Miastu Drzwi, więc jeżeli zginiecie w czasie wędrówki i tak przysłużycie się Sigil.

    podpisano
    do końca szczery

    Na tych zapiskach urywały się informacje zapisane w dzienniku. Następne strony były puste, ale to nie było już Waszym zmartwieniem. Odgłosy warknięć, parsknięć, tłukących się butelek i przewracanych stołów przerwał donośny i pełen ekscytacji głos:
    - SIEEPAAAA!
    Niemal równolegle zza zatrzaśniętych przez tanari’ri drzwi gospody wyfrunął jeden z oprychów, lecąc wprost pod nogi Lentora. Po przyjrzeniu się leżał idealnie na brzuchu, wykrwawiając się na butach diabelstwa. Nieciekawy i niepokojący był jednak inny widok. Nie dość, że miał połamane nogi, to ktoś wsadził mu jego własną rękę w… przekręcając zdrowo do tyłu. Na jego plecach dało się również zauważyć dwa wbite sztylety, spory kawałek szkła i dwa jeszcze świeże zęby…

← Miasto Drzwi