<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ghoster, Autor w serwisie Grimuar Sferowca</title>
	<atom:link href="https://grimuar.pl/author/ghoster/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://grimuar.pl/author/ghoster/</link>
	<description>Planescape: Torment, Planescape, Blizzard in Baator</description>
	<lastBuildDate>Sat, 24 Oct 2020 14:28:31 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.8.3</generator>

<image>
	<url>https://grimuar.pl/wp-content/uploads/2025/09/cropped-grimz-2-32x32.png</url>
	<title>Ghoster, Autor w serwisie Grimuar Sferowca</title>
	<link>https://grimuar.pl/author/ghoster/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Pillars of Eternity – Co dalej z projektem?</title>
		<link>https://grimuar.pl/pillarsofeternity/eternity-co-dalej-update-28</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ghoster]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 30 Oct 2012 18:27:32 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Pillars of Eternity]]></category>
		<category><![CDATA[pillars of eternity]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://dev.grimuar.pl/?p=2223</guid>

					<description><![CDATA[<p>W 48. aktualizacji Pillars of Eternity Josh Sawyer opowie o postępach i przebiegu prac nad produkcją projektu. Josh Sawyer: Jesteśmy teraz sfinansowani, a praca rozpoczęła...</p>
<p>Artykuł <a href="https://grimuar.pl/pillarsofeternity/eternity-co-dalej-update-28">Pillars of Eternity – Co dalej z projektem?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://grimuar.pl">Grimuar Sferowca</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>W 48. aktualizacji Pillars of Eternity Josh Sawyer opowie o postępach i przebiegu prac nad produkcją projektu.</p>
<hr>
<p><strong>Josh Sawyer:</strong> Jesteśmy teraz sfinansowani, a praca rozpoczęła się na dobre; a to wszystko dzięki wam. Wciąż jesteśmy w fazie przedprodukcji, niemniej na spotkaniu naszego zespołu w środę rano omówiliśmy dokładnie temat logistyki. Zanim jednak zaczniemy skryptować zadania i pisać dialogi, potrzeba nam mieć pełny wzgląd na to, co dokładnie mamy zamiar zrobić.</p>
<p>Nasze założenia są w pewnym sensie identyczne jak te dziesięć lat temu, ale mamy wiele problemów, które wymagają rozwiąznia i wszystkie potrzebują chwili uwagi zanim produkcja wyjdzie na światło dzienne.</p>
<p>Do najważniejszych rzeczy na których się skupialiśmy należały:<br />
&#8211; Rozmiar i budowa świata: ta gra będzie ogromna; będzie ona zawierać dwa wielkie miasta, obszary do eksplorowania oraz olbrzymie, piętnastopoziomowe lochy. By rzec, iż świat jest zaplanowany tak jak należy trzeba jeszcze wciąż wielu testów tego, czy ta struktura sprawdzała się w przeszłości czy nie; oryginalny Baldur&#8217;s Gate posiadał pewną liczbę dzikich przestrzeni, na których praktycznie nic konkretnego się nie działo. Baldur&#8217;s Gate II był natomiast o wiele treściwszy, dlatego zabrakło w nim obszarów do eksplorowania. My chcielibyśmy, by mimo wielu wolnych, dzikich miejsc, wciąż było na nich wiele interesujących rzeczy do zrobienia.<br />
&#8211; Integracja z otoczeniem: animowane obiekty, interakcja z otoczeniem, efekty wizualne środowiska, woda, dynamiczne oświetlenie; wszystkie te elementy może zawierać nawet perspektywa dwuwymiarowa. Naszym celem jest zbalansowanie jakości graficznej oraz wydajności (biorąc pod uwagę zużycie pamięci na dysku), oraz ilości czasu jaką artyści muszą spędzić nad ich obszarami. Preferujemy szybkie rozwiązania, które są względnie łatwe dla autora, niemniej chcemy także, by nasi artyści zrobili co tylko w ich mocy.<br />
&#8211; Tradycja i historia: to, co do tej pory stworzyliśmy jest wynikiem kilku spontanicznych rozmów oraz wielkiego wysiłku. W zeszłym tygodniu mieliśmy (razem z George&#8217;em, któremu dziękujemy) spotkanie tyczące się przyspieszenia pracy nad światem oraz jego historią; przedyskutowaliśmy kilka tematów odnośnie tego, w jaki sposób każdy z nas chciałby rozwinąć określone postaci, i z którymi rzeczami mieliśmy największe kłopoty podczas tworzenia. Skupiliśmy się przede wszystkim na głównym konflikcie opowieści, a także na różnych frakcjach, które zostały dodane.</p>
<p>Jak śpiewka mówi, dopiero zaczęliśmy, niemniej nasz zespół jest podekscytowany i zdeterminowany do stworzenia gry, która opiera się na waszych li naszych oczekiwaniach. Ufamy, iż nam się uda, i wszyscy chcemy wam odpłacić najlepszym RPG&#8217;iem, jaki jesteśmy w stanie stworzyć.</p>
<p>W kolejnym tygodniu omówimy nieco temat projektu mechaniki oraz tego, jak zamierzamy rozwiązać system klas, rozwoju postaci oraz rolę ekwipunku. Pracujemy także nad wypełnieniem obietnic złożonych przy okazji Kickstartera, więcej informacji na ten temat podamy w ciągu kilku tygodni. Kończąc: jeśli przegapiłeś naszą zeszłotygodniową sesję D&amp;D, zamieściliśmy ją także&nbsp;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=heLiH1LjMlU" target="_blank" rel="nofollow noopener noreferrer">na serwisie Youtube</a>!</p>
<p style="text-align: left;">Josh Sawyer</p>
<p>Artykuł <a href="https://grimuar.pl/pillarsofeternity/eternity-co-dalej-update-28">Pillars of Eternity – Co dalej z projektem?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://grimuar.pl">Grimuar Sferowca</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Rejestr grabarski</title>
		<link>https://grimuar.pl/fanfiction/rejestr-grabarski</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ghoster]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 11 Aug 2012 13:33:09 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Fanfiction]]></category>
		<category><![CDATA[fanfiction]]></category>
		<category><![CDATA[planescape]]></category>
		<category><![CDATA[planescape: torment]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://dev.grimuar.pl/?p=2679</guid>

					<description><![CDATA[<p>&#8211; Wszelkie ciała przychodzące do Kostnicy mają trafić do sali przyjęć na drugim piętrze. Jeśli nie są zakontraktowane, mają przebyć proces balsamacji oraz zwłoki muszą...</p>
<p>Artykuł <a href="https://grimuar.pl/fanfiction/rejestr-grabarski">Rejestr grabarski</a> pochodzi z serwisu <a href="https://grimuar.pl">Grimuar Sferowca</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>&#8211; Wszelkie ciała przychodzące do Kostnicy mają trafić do sali przyjęć na drugim piętrze. Jeśli nie są zakontraktowane, mają przebyć proces balsamacji oraz zwłoki muszą być spisane przez skrybę aktualnie pełniącego służbę.<br />
&#8211; Sprawdzić kontrakt zwłok. Jeśli zostały zakontraktowane na ożywienie, nie podejmować działań przygotowawczych, należy zawiadomić nekromantę i przenieść ciało do sal przygotowań.<br />
&#8211; Sprawdzić dokładnie ciało i upewnić się, iż zostało całkowicie ogołocone z dobytku. Jeśli nie, należy podjąć działania przeszukiwawcze. Nie zlecać zadań pracownikom kontraktowym, nie posiadają oni odpowiednich zdolności. Każde znalezisko oddać do gabinetu przedmiotów.<br />
&#8211; Żaden z Grabarzy nie jest odpowiedzialny za przeszukiwanie oddanych zwłok przez osoby trzecie oraz zbieraczy.<br />
&#8211; Dobytek ma być przechowywany w sali przyjęć do czasu zgłoszenia się Wtajemniczonego.</p>
<p>12.001 &#8212; 17 dzień 20 roku rządów Faktola Skalla. &#8212; Wieczór. &#8212; Do Kostnicy przybyły całkowicie ogołocone zwłoki diabelstwa. &#8212; Przyczyna zgonu: Zaszlachtowanie (broń tępa?). &#8212; Wyraźne ślady przeprowadzenia sekcji na zwłokach, podkrążone oczy, stężenie pośmiertne uniemożliwia wyciągnięcie żelaznego sztyletu z rąk ofiary. &#8212; Zbieracz: Gnij. &#8212; Wypłacono 4 miedziaki.</p>
<p>12.002 &#8212; 17 dzień 20 roku rządów Faktola Skalla. &#8212; Noc. &#8212; Do sali przywieziono truchło Bariaura. &#8212; Przyczyna zgonu: Najprawdopodobniej zatrucie, bliższe oględziny ujawniają rtęć wypływającą z ust nieboszczyka. &#8212; Wyraźne ślady sekcji, powiadomiono odpowiedniego skrybę na temat trującej rtęci w ciele nieboszczyka i ogłoszono stan kwarantanny na terenie drugiego piętra. &#8212; Zbieracz: Jun. &#8212; Wypłacono 2 miedziaki.</p>
<p>12.003 &#8212; 18 dzień 20 roku rządów Faktola Skalla. &#8211; Świt. &#8212; Przywieziono spopielone zwłoki, najprawdopodobniej człowieka. &#8212; Przyczyna zgonu: Nieznana, najprawdopodobniej spalenie (stan zwłok uniemożliwia identyfikację). &#8212; Nie ocalało nic. &#8212; Zbieracz: Jun. &#8212; Wypłacono 1 miedziaka.</p>
<p>12.004 &#8212; 18 dzień 20 roku rządów Faktola Skalla. &#8212; Świt. &#8212; Do sali przybyły ogołocone zwłoki kobiety z średnim wieku. &#8212; Przyczyna zgonu: Pokiereszowanie, rany szarpane (Abishai?). &#8212; Wyraźne ślady przeprowadzenia sekcji na zwłokach, dogłębne rany oraz poczerwieniona szyja, w zwłokach znaleziono karteczkę z napisem &#8222;Dla Natalii&#8221; (imię ofiary?). &#8212; Zbieracz: Domiel. &#8212; Wypłacono 3 miedziaki.</p>
<p>Wtajemniczony 3-go kręgu, Grafat Górnoposok. &#8212; Zawiadomiłem Wtajemniczonego 5-go kręgu, nekromantę/balsamistę Zykfryda o nieustających od wczorajszej nocy chorób powstających na wskutek ciała nr. 12.002, które było wypełnione rtęcią. Grabarz Zykfryd wszczął postępowanie na temat ów ciała przeszukując Ul. Postanowił znaleźć zbieracza Juna. Od wczorajszej nocy zginęło 2 balsamistów. Wtajemniczony 2-go kręgu Ząbiszczur oraz Wtajemniczony 3-go kręgu Saman. Ich akta zostały uzupełnione o zgon.</p>
<p>12.005 &#8212; 18 dzień 20 roku rządów Faktola Skalla. &#8212; Późne popołudnie. &#8212; Przywieziono zwłoki ludzkiego dziecka w wieku od 5 do 7 lat. &#8212; Przyczyna zgonu: Zgnieciona klatka piersiowa (młot?). &#8212; Wiek i stan ciała uniemożliwia dokładniejszą identyfikację zwłok. &#8212; Zbieracz: Gnij. &#8212; Wypłacono 1 miedziaka.</p>
<p>12.006 &#8212; 18 dzień 20 roku rządów Faktola Skalla. &#8212; Wieczór. &#8212; Do Kostnicy trafiły zwłoki bogatego czarodzieja. &#8212; Przyczyna zgonu: Zatrucie rtęcią (powiązanie sytuacji do zwłok nr. 12.002?). &#8212; Wyraźne ślady przeprowadzenia sekcji zwłok, na ciele znajdywały się bogato zdobione szaty. Wtajemniczony 2-go kręgu Cyprian postanowił porównać ciało z nr. 12.002. &#8212; Zbieracz: Jun. &#8212; Wypłacono: 4 miedziaki.</p>
<p>12.007 &#8212; 19 dzień 20 roku rządów Faktola Skalla. &#8212; Południe. &#8212; Do sali przywieziono zielonego Abishai. &#8212; Przyczyna zgonu: Bójka z Tokolą wedle zeznań zbieracza, sekcja zwłok potwierdza walkę z wielkim przeciwnikiem. &#8212; Zwłoki są puste. &#8212; Zbieracz: Anastazy. &#8212; Wypłacono: 2 miedziaki.</p>
<p>12.008 &#8212; 20 dzień 20 roku rządów Faktola Skalla. &#8212; Wcześne rano. &#8212; Do Kostnicy przywieziono zwłoki zbieracza. &#8212; Przyczyna zgonu: Uduszenie (zmiażdżenie narządów wewnętrznych?) złamanie serdecznego palca lewej ręki. &#8212; Ofiara to Jun, zbieracz który przyniósł do Kostnicy zwłoki nr. 12.002 oraz zwloki nr. 12.006, zatrute rtęcią. Powiadomiono o sytuacji Grabarza Zykfryda, który wszczął postępowanie na temat zabójstw rtęcią. &#8212; Zbieracz: Anastazy. &#8212; Wypłacono 1 miedziaka.</p>
<p>Wtajemniczony 3-go kręgu, Grafat Górnoposok. &#8212; Sprawa zabójstwa rtęcią przybiera nieprzyjemny obrót. Grabasz Zykfryd został powiadomiony o ofierze nr. 12.008, która może być powiązana ze zwłokami nr. 12.002 oraz zwłokami nr. 12.006. Wtajemniczony 5-go kręgu jednak nie zamierza rezygnować ze sprawy. Wtajemniczony 4-go kręgu Eulogiusz Pacyfista wysłał do drukarni Penna w Dzielnicy Niższej podanie do Harmonium o ochronę sprawy Grabarza Zykfryda. Od ostatniego wpisu zmarł przez chorobę Wtajemniczony 2-go kręgu Kwarcyn, skatalogowano jego zwłoki.</p>
<p>12.009 &#8212; 20 dzień 20 roku rządów Faktola Skalla. &#8212; Wczesny wieczór. &#8212; Do sali trafił mężczyzna w średnim wieku. &#8212; Przyczyna zgonu: Zagłodzenie (wyraźne znaki życia na ulicy). &#8212; Brak znaków szczególnych. &#8212; Zbieracz: Gnij. &#8212; Wypłacono 3 miedziaki.</p>
<p>12.010 &#8212; 20 dzień 20 roku rządów Faktola Skalla. &#8212; Wczesny Przeciwszczyt. &#8212; Do Kostnicy przybyło truchło zabliźnionego mężczyzny. &#8212; Przyczyna zgonu: Rany kłute (drewniany kij?). &#8212; Ciało zostało zakontraktowane w 15 dniu 19 roku rządów Faktola Skalla. Truchło odesłano do Wtajemniczonej 5-go kręgu Samanty nekromantki/balsamistki by podjąć działania przygotowawcze. &#8212; Zbieracz: Gnij. &#8212; Wypłacono 4 miedziaki.</p>
<p>Wtajemniczony 3-go kręgu, Grafat Górnoposok. &#8212; Wtajemniczony 5-go kręgu Grabarz Zykfryd zdał sprawozdanie ze śledzctwa dotyczącego zabójstw rtęcią. Znalazł on miejsce morderstwa Bariaura, zwłok nr. 12.002, jest nim mały składzik na prawo od wyjścia z karczmy &#8222;Proch do Prochu&#8221;. Zawiadomiono wszystkich grabarzy na tamtych terenach o ewakuacji, konieczności ochrony i postawiono tam czterech pracowników kontraktowych mających na celu zawiadomić ludność o zagrożeniu płynącym z odwiedzaniu tamtych terenów. Zwłoki ktore posłużyły do zawiadomienia to: nr. 10.046, 10.097, 10.701 oraz 11.549. Ponadto sprawą zajęło się Harmonium, przybyło 21 dnia 20 roku rządów Faktola Skalla o Świcie odpowiadając na wiadomość do drukarni w Niższej Dzielnicy, postanowili poprzeć w działaniach Grabarza Zykfryda.</p>
<p>12.011 &#8212; 21 dzień 20 roku rządów Faktola Skalla. &#8212; Południe. &#8212; Do sali przywieziono martwą, pogryzioną kobietę. &#8212; Przyczyna zgonu: Zagryzienie na śmierć (pies?). &#8212; Kobieta nie posiadała zębów a dziąsła zostały okaleczone i zszyte dawno temu (tortury?). &#8212; Zbieracz: Histeryk. &#8212; Wypłacono 2 miedziaki.</p>
<p>Wtajemniczony 2-go kręgu, Wieszcz. &#8212; Z zapasów w Magazynie zniknęło parę pudełek bandaży, kilka noży i szczelne baryłki z rtęcią. Zawiadomiłem o tym brata Grafata. Prócz tego zwłoki nr. 12.010, widziałem je gdzieś wcześniej. Po bliższym przejrzeniu notatek zauważyłem, że są one bliźniaczo podobne do zwłok nr. 11.959. Zgłosiłem starszemu skrybie Dhallowi wybrakowane kartki w poprzednich rejestrach. Kartek zginęło łącznie 43.</p>
<p>12.012 &#8212; 21 dzień 20 roku rządów Faktola Skalla. &#8212; Południe. &#8212; Na stół trafiły resztki pociętego mężczyzny. &#8212; Przyczyna zgonu: Drastyczne zamordowanie ostrzami (cień?&#8230;). &#8212; Dłuższa sekcja zwłok wykazała śladowe ilości rtęci w ustach ofiary oraz zakrwawioną kartkę z napisem &#8222;Od Natalii, Penn&#8221;. &#8212; Zbieracz: Anna. &#8212; Wypłacono 4 miedziaki.</p>
<p>Artykuł <a href="https://grimuar.pl/fanfiction/rejestr-grabarski">Rejestr grabarski</a> pochodzi z serwisu <a href="https://grimuar.pl">Grimuar Sferowca</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Opowieści Rdzy</title>
		<link>https://grimuar.pl/fanfiction/opowiesci-rdzy</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ghoster]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 11 Aug 2012 13:25:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Fanfiction]]></category>
		<category><![CDATA[fanfiction]]></category>
		<category><![CDATA[planescape]]></category>
		<category><![CDATA[planescape: torment]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://dev.grimuar.pl/?p=2671</guid>

					<description><![CDATA[<p>O, cześć, mały. Widziałem cię niedawno u Upadłego. Wyglądasz na kompletnie zielonego w Sigil, co? Może stary Rdza mógłby ci udzielić parę rad. Oczywiście, jeśli...</p>
<p>Artykuł <a href="https://grimuar.pl/fanfiction/opowiesci-rdzy">Opowieści Rdzy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://grimuar.pl">Grimuar Sferowca</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>O, cześć, mały. Widziałem cię niedawno u Upadłego. Wyglądasz na kompletnie zielonego w Sigil, co? Może stary Rdza mógłby ci udzielić parę rad. Oczywiście, jeśli postawisz mi bełta. Zgadasz się? Spoko, leć do Barkisa po coś mocnego, ja się tu ładnie ułożę i ci powiem parę rzeczy.</p>
<p>Jesteś już? Świetnie, dawaj to piwo i słuchajta mnie.<br />
Widziałem cię u Upadłego, a to dobry omen nie jest, dla pierwszaka. Że co? Nie wiesz, kto to Upadły? Toż to Dabus, co nie jest Dabusem, kumasz, młody? Lepiej tam nie chodź, bo przyjdzie na ciebie cień Pani. Co? Nie wiesz kto to Pani? Ha! Ludzie, słuchajcie, on nie wie&#8230; Ahh, mniejsza o to. Pamietaj, żeby kreślić półokrąg nad sercem, bo Pani Bólu tutaj włada i jak coś zrobisz nie po jej myśli, to cię znajdą w kawałkach i nikt cię nie rozpozna.<br />
Niecierpliwy jesteś, nie? Jestem Rdza, często tutaj bywam, można powiedzieć, że ten Ignus to mój kumpel, tak często go widzę. No, Ignus, ten ogniotrep co lata sobie nad wejściem. Tak, ten, to&#8230; Chcesz posłuchać jakiejś starej, dobrej opowieści Rdzy?<br />
Wspaniale, może to ci się pozwoli oswoić z Sigil, ha! Ale ze mnie poeta. Dobra, powiem ci coś o tym, jak pierwszy raz byłem w Sigil. Pamiętam to, niezły młodziak i chwalipięta ze mnie był, miałem takie fikuśne, białe włoski, co to się wszędzie wiły, musiałem to cholerstwo pod szatą chować, tak kiczowato wyglądałem. Ahh, no tak. No więc, wyobraź sobie, że idę laskiem, a tutaj pojawia się przede mną taki wielki, niebieski okrąg. Tak, to portal, tak samo się tutaj znalazłeś, nie? No więc pojawia się, a ja słyszałta już opowieści o tych bramach. No więc włażę do niego cały, nagle okazuje się, że jestem na ulicy jakiejś, portalu nie ma, patrzę w górę, a tam taka&#8230; No rozumisz, bo to miasto to taki okrąg, patrzysz w górę i widzisz miasto, przed siebie i widzisz miasto, rozumisz? No, to tak mnie zemdliło, że wyrzygałem śniadanie na chodnik, nie wiem co się dzieje i panikoawć zaczynam, jak bogów kocham! Nie wiem o co chodzi, cały jestem w śniadaniu, rozbolała mnie głowa, a tu przede mną wyskakuje taki Abiszai. Tak! Ten bies ze skrzydłami i podłóżnym pyskiem. No to wyobraź sobie, że wyskakuje przede mnie i gada mi tak niewyraźnie, że mam dać mu całe żarcie jakie mam. A ja nic nie miałem, kapujesz? Nic nie miałem, a Abiszai zaczyna mnie szturchać, to ja taki przerażony stoję jak wryty, jak pierwszy lepszy skurl i gapię się w te czerwone ślepia. No i ten mnie tak pieprznął w gębę, że odleciałem na dwa metry, przez cały dzień mnie to bolało. No to ten zaczyna ze mnie ździerać ciuchy i walić mną o chodnik, chyba wtedy coś mi się stało z kręgosłupem i barkiem.<br />
No, dobra, widzę, że to cię zbytnio nie interesuje, bo ty miałeś to samo, co nie? Ale czekajta, czekajta. Rdza zna mnóstwo opowiastek, dobra, pierwszaku? No, to powiem ci o mojej wyprawie do Zakopanej Wioski. Czy istnieje? No jasne! To nie legenda, chłopcze, byłem tam, nawet nie sam. Towarzyszyło mi trzech luda. Pierwszy to był taki barczysty trep bez lewego oka, za to z dwoma prawymi. Ha! Naprawdę, nosił ze sobą ciągle taki wielki toporek połamany. Była jeszcze taka panienka, Alu-Bies, czy jakoś tak. Świetna była, mówię ci, wszyscy się gapili ciągle na jej tyłek, a ona tylko startowała do każdego ze sztyletami i takimi płomykami w oczach. Trzech? A, racja, był jeszcze Czarny, gość był zgarbiony, miał włosy do kolan, cały był w tatuażach i ciągle obrażał, świeć nad jego dupą, Panią Bólu. W końcu skończył w jakimś labiryncie, bo mi kumpel opowiadał. No, w każdym razie, mieliśmy w Zakopanej Wiosce poszukać Faroda i odebrać od niego kasę dla&#8230; No, w każdym bądź razie, przyszliśmy tam i nawet zapomnieliśmy o tym po co tam byliśmy. Powiedział, że jak przyniesiemy mu taką kulę z brązu, to da nam krocie. Pokazał nam taką skrzynię pełną słonecznika. Słonecznika, no brzdęku, miedzi, nie kapisz? No, to powiedział, że nam to da, jak w Zatopionych Ziemiach czy jakoś tak, znajdziemy tę kulkę. Zaczął coś bredzić o duszach, przejściach, sferach, no nie ważne. W końcu doszliśmy, przebijając się przez tabuny kości, do takich&#8230; Labiryntów Myśli, jeśli dobrze pamiętam. Na powitanie ktoś zaczął do nas rzucać toporami. Serio! Biegaliśmy we wszystkie strony, aż nie skończyli, a temu trepowi, Czarnemu, nawet odrąbało rękę. Calutką, do barku! Zaczął nieźle krawić, ale polepszyło mu się jak to zawinął szmatami. No to wiesz, wszyscy wyciągamy co mamy, prócz Czarnego, i idziemy do drzwi, a tutaj szczur wielkości Tuskampy! No, żebyś to widział! Taaaki wielki, trzymał taki olbrzymi miecz jednosieczny i se stał taki zgarbiony. Gdyby stanął prosto, pewnie by dorastał do rozmiarów Balora! No to my hop na niego, duży wbija mu topór w czaszkę, panna sztylet w dupę a ja mu tnę rękę, aż miło! No, w międzyczasie biesica została podrapana przez tę mysz w tyłek, to potem wszyscy coraz bardziej się na nią gapili. Ekhm, no, w końcu dochodzimy do tych Zatopionych Jaskiń, a tu pędzi na nas stado Ghuli, które goni Trokopotaka! Dobrze, że szybko biegaliśmy, chociaż dużego udziabał jeden z tych martwych. No, miał takie odbite kły na karku. W każdym razie, idziemy takimi pustymi korytarzami, a tu nagle docieramy do jakiejś wielgachnej krypty, pośrodku jakiś znaczek a dalej wrota i jakiś sarkofag, no to idziemy, a tutaj jak nie strzeliło w dużego! Mówię ci, gigantyczny, zielony piorun pierdyknął w wielkoluda, aż się rozłożył na kawałki! Normalnie wziął i się rozprysnął po całym pomieszczeniu, no to weź, w ogóle stamtąd uciekamy, po drodzie coś zabiło Czarnego, więc zostałem tylko ja i panna, poszliśmy do jakiegoś baru, zacząłem ją klepać po tyłku, a tamta mi sztyletem po twarzy, poszła se i nie widziałem jej więcej. Widzisz tę bliznę na policzku? Tia, to po tej pannie. Potem jeszcze się wróciłem do tych katakumb pod Sigil, a tutaj stoi Czarny! No, ale już zombie, taki bezmyślny idzie w moim kierunku, to rzucam w niego toporem i już więcej tam nigdy nie polazłem.<br />
No, dobra młody, trochę późno się zrobiło, dzięki za bełta, będę tu jeszcze, może jutro, może za miesiąc. Jak ci się trafi na mnie to ci powiem coś więcej. Żegnaj.</p>
<p>O, widzę, że śpiewki starego Rdzy zainteresowały jakiego śmiałka? Ha! Wiedziałem, że tu przyjdziesz. Kto by nie przyszedł? Dobry bełt&#8230; No nie bądź taki niecierpliwy, tylko idź do Barkisa i poproś o dwa trunki, przecie nie będę ci kłapał trumną o suchym gardle, nie?<br />
No, to się nazywa piwo. Dobra, słuchaj młodziku, powiem ci o takich dwóch bliźniakach, Saa&#8217;Ntu. To było jakąś dekadę temu&#8230; Tak! A co żeś myślał, że ja tu nowy? No więc, szedłem jak zwykle do Kostnicy, żeby odnieść parę trucheł, co to znalazłem je na ulicy. Jestem już prawie przy bramie, prowadzącej do tego prosektorium, a tutaj wyskakuje przede mnie dwóch gości. Na początku myślałem, że się spiłem czy coś, że widzę podwójnie, ale nie. Mieli obaj czerwone stroje, ale jeden miał taką srebrną klamrę w kształcie ucha i ręki na ramieniu. Szybko poznałem, że to logo Czuciowców, a tych to ja nie lubię, oj nie. No więc goście mieli takie białe jak mleko włosy. Wszędzie jakieś koraliki czerwono-żółte się przez te ich kłaki przeplatały, a ci stoją przede mną, z taką morderczą miną, za chwilę jeden z nich wyciąga z kieszeni sztylet i mi pod gardło podkłada. No to ja, trochu przerażony, mówię; Czego chcecie? A ten mi odpowiada, że mnie wzywa Współgrobiec. Wtedy jeszcze nie wiedziałem kto to, ale gość mi zabrał wór ze zwłokami, zatachał do Prochów i wziął całą forsę dla siebie. No to mi założyli plecak na głowę i zaczęli gdzieś tachać, ale po dźwięku poznałem, gdzie byliśmy. Plac Szmaciarzy, ot co. No i rozumiesz, nagle stanęliśmy, słyszę jakieś rozmowy. Zdejmuje mi ktoś plecak ze łba i widzę wysokiego, siwego trepa z nożami w pasie, na nogach, rękach, po prostu wszędzie. No i mi gada, że potrzebuje pomocy kogoś, kogo nie zna Margot. Wiesz kto to? Nie? Co ty jeszcze robisz w Sigil, pierwszaku? Dobra, słuchaj. Margot to ten bies wielkości wieży maga, co to rozwala interesy wszystkim wokół. Nietrudno go było nie zauważyć, zajmował pół ulicy i widać go było wszędzie. No, więc ten cały Współgrobiec mi mówi, że Margot jest mu winien kupę forsy i nie chce jej oddać, a ja jestem byle debilem, któremu zakosili zwłoki dla Grabów i wykorzystają do odebrania brzdęku. Myślałem, że mnie nabiera albo szalony, czy coś. Ale nie! Przedstawił mi tych całych braci Saa&#8217;Ntu i powiedział, że będą mnie pilnować. No to znów plecak na mózgownicę i jestem na ulicy z tymi dwoma. Gadają coś do mnie o nim, a ja ich nawet nie słucham, nawet odechciało mi się szukać zwłok jak zwyczajny zbieracz, tylko po prostu stałem jak z kijem w tyłku i dopytywałem się, czy ten cały Współgrobiec to kłapał na serio, czy ktoś sobie ze mnie jaja robi. No, w każdym bądź razie, jeden z tych całych Saa&#8217;Ntu zaczyna iść w jakimś kierunku, drugi mnie popycha za tamtym. I w końcu zobaczyłem tego Margota. Chłopie, zesrałbyś się na miejscu, gdybyś zobaczył tego trepa. Dziesięć metrów wysokości, miecz trzy razy większy od ciebie i ryj wielkości drzwi do grodu Faroda! A jaki brzydki! W dodatku nie miał uszu, bębenki mu wystawały ze łba i obwiązywał tę kapuchę szmatami, żeby nie dźwięczało mu. I teraz zrozum, że miałem do niego podejść. Nie minąć czy stanąć w odległości kilometra, po prostu podejść i zagadać o miedziakach! Takie przerażenie mnie złapało, że&#8230; No, to mnie te dwa skurle popychają w jego stronę, a ja sobie myślę, to już koniec, cholera. Walić to, i tak zaraz umrę, no to idę do niego. Podchodzę, on się zatrzymuje i głową patrzy na mnie. Odwróciłem się jeszcze do tych Saa&#8217;Ntu, miałem ucieć, ale wiedziałem, że mnie dorwą. No to ja gadam, &#8222;Hej, Współgrobiec chce&#8230; Te pieniądze&#8230;&#8221;, cały czas się jąkam i kulę, taki wielki ten Margot. A on do mnie się odzywa. To teraz wyobraź sobie dźwięk takiego gigantycznego śmiałka, Baatezu, wysokości wielkich budynków. O tak, gość brzmiał jak walący się dom, a w gardle mu się palił ogień! No i mi mówi, że Współgrobiec może sobie ten brzdęk wsadzić, a chwilę potem wyjmuje z pochwy tę siekierę i się zamachuje! To ja, najszybciej jak mogę, zaczynam stamtąd uciekać w przeciwną stronę od tych Saa&#8217;Ntu, a gość rozdwaja na połówki jakiegoś przypadkowego gościa. Mózg, serce, wory na pół! Wszędzie walały się flaki po ulicy, a ludzie zaczęli uciekać. Ja też, ale wcześniej się w tego biedaka wgapiłem. No to wchodzę do jakiegoś budynku, zaczynam biec po schodach na górę, a tutaj dachu nie ma! Margot go rozrywa i wywala gdzieś w ogóle w górę, aż to trafia w tę część Sigil, co była nad nami! Znów zamachuje się tym mieczem, ja się kładę na dywanie, a tutaj już nie ma domu! Wszystko w ruinach. Ale chyba wtedy się już uspokoił, bo powiedział, że zabije Współgrobca, a potem na mnie napluł. Wręcz pływałem we flegmie, koleś! Pierwszaku, jak nie poznasz uczucia topienia się w ślinie takiego skurla, nie nazwę cię śmiałkiem, ha! Czyściłem się potem trzy dni, gdy wróciłem tam, okazało się, że Współgrobiec nie żyje, a cały Plac Szmaciarzy jest rozwalony. A Saa&#8217;Ntu gdzieś zniknęli wtedy, nie widziałem ich już.</p>
<p>No, to na tyle, dzieciaku. Może jutro albo pojutrze tu będę, a ty? No, świetnie, stary Rdza jeszcze ma mnóstwo opowiastek w rękawie, tylko w zamian za bełta, racja?</p>
<p>Artykuł <a href="https://grimuar.pl/fanfiction/opowiesci-rdzy">Opowieści Rdzy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://grimuar.pl">Grimuar Sferowca</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Mimir i modron</title>
		<link>https://grimuar.pl/fanfiction/mimir-i-modron</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ghoster]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 11 Aug 2012 12:40:16 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Fanfiction]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://dev.grimuar.pl/?p=2635</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jestem Melviet, tak, Melviet. Skąd to imię mam? Nawet nie wiem, głupio się z nim czuję, bo głupio brzmi, ale i tak nie znam nikogo, komu mógłbym tę nazwę powierzyć. Tak szczerze mówiąc, to nie znam nikogo. </p>
<p>Artykuł <a href="https://grimuar.pl/fanfiction/mimir-i-modron">Mimir i modron</a> pochodzi z serwisu <a href="https://grimuar.pl">Grimuar Sferowca</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h3 class="rtecenter">Prolog</h3>
<p>Jestem Melviet, tak, Melviet. Skąd to imię mam? Nawet nie wiem, głupio się z nim czuję, bo głupio brzmi, ale i tak nie znam nikogo, komu mógłbym tę nazwę powierzyć. Tak szczerze mówiąc, to nie znam nikogo. Od paru lat mieszkam w Sigil, tym skurlonym mieście drzwi, i jestem naprawdę nieszczęśliwy. Całe życie, czy raczej &#8222;Po Życie&#8221;, jestem samotny. Nie znam ani jednej osoby, mimo, iż widzę codziennie setki Człowieków, Baatezu czy innych sferotkniętych. Sam nawet nie wiem skąd znam wszystkie zwroty w mowie tego miasta. Może się wsłuchałem w ludzi? I *nie*, nie wiem wszystkiego. Mimir to za dużo powiedziane, może kiedyś byłem Mimirem, ale nie dziś. O nie? W sumie nawet sam nie wiem kim jestem. Może mógłbym się jakoś określić, gdyby nie fakt, iż całe życie mówię jedynie do siebie, czy do szczurów, które mi podczas snu włażą do oczodołów. Ale czy ja w ogóle śpię?&#8230;</p>
<p>Była ciemna i głośna noc. Na ulicach Dzielnicy Prawej, mimo wszędobylskich ciemności, ludzie wystawiali swoje towary na ulice, i, mimo, że liczba kupujących była parę razy mniejsza, zarabiali na swe utrzymanie, przeszkadzając mieszkańcom we śnie. Tak samo jak Melvietowi.<br />
&#8211; Uch? Matko, jak niewygodnie&#8230; Na moce! &#8211; Czaszka przewracała się z boku na bok, leżąc w opuszczonej dzwonnicy ratusza. &#8211; Jak to w ogóle możliwe, że ja mogę czuć coś fizycznego? Noż&#8230; Ała! Zabieraj ten ogon, ty mały, parszywy czaszkoszczurze! Ach&#8230; Nie mogę! &#8211; Melviet natychmiast ześlizgnął się z wieży, po czym spadł na dach. Przed nim znajdowała się pusta, wąska alejka, a metr dalej stał kolejny budynek, tym bardziej o wiele wyższy i ozdobiony metalowymi, pokrapianymi czerwoną farbą prętami i podporami.<br />
Mimir natychmiast wyżłobił małą dziurę w dachówce, stwarzając niewielką lawinę. Razem z nim na ziemię w dole spadło mnóstwo gruzu, a on sam został zakopany pod pyłem, kurzem i kawałkami cegieł oraz odpadającej farby.<br />
&#8211; Uch&#8230; Błagam, na sfery! Dlaczego ja?! Co żem uczynił za życia, żem teraz muszę tak się męczyć?! &#8211; Gdyby nie brak skóry ani jakichkolwiek narządów, najprawdopodobniej można by ujrzeć w oku Melvieta małą łzę, gdyż chwilę potem przestał mówić i zaczął jęczeć.<br />
Wtem z końca uliczki dało się usłyszeć małe szmery. Nasilały się coraz bardziej, aż stały się słyszalne jako mocny huk, który rozprzestrzenił się po całej długości alejki. Natychmiastowo z nikłego szumu przeistoczyły się w potężne wycie, które było coraz donośniejsze i donośniejsze. To tego dochodziło mnóstwo dziwnych, stłumionych, ledwo słyszalnych dźwięków, które tliły się wokół. A w tym samym miejscu, skąd dobiegały hałasy, pojawił się niebieskawo-biały okrąg. Najpierw otoczenie zniekształcało się w obrębie koła, potem wszystko z dwu-wymiaru weszło w trój-wymiar, aż stało się świetlistą, huczącą kulą, z której w chwilę przestały się unosić dziwne dźwięki.<br />
Wszystko ucichło. Mimir wygrzebał się spod gruzu i dachówek, a następnie zaczął patrzeć na światło.<br />
&#8211; Co na?!&#8230; &#8211; Wykrztusił, jednak zdał sobie szybko sprawę, iż patrzy na coś w stylu portalu.<br />
Dookoła rozprzestrzeniły się głosy trybików, maszynerii, dziwnych przyrządów. Wszystko z chwili na chwilę, z chaotycznych dźwięków uporządkowało się, aż w końcu wszelkie odgłosy osiągnęły idealną jedność, wtapiając się jeden w drugi. Portal zaczął się jarzyć błękitnym blaskiem, który wnet został przyćmiony dziwnym, kwadratowym kształtem. Najpierw pojawiły się chude, nieregularne patyki pod sześciokątem. Potem po jego bokach. Następnie wielkie, mosiężne skrzydła&#8230;<br />
I wszystko ucichło. Światło zgasło.<br />
Czaszka leżała oszołomiona tym co zobaczyła na zniszczonym chodniku. Jej niematerialne, a jednak istniejące, oczy były wgapione w mechaniczną istotę przed nim. To był wielki komputer z zieloną, głupawą twarzą wystającą z ekranu. Wielkie, bezbarwne oczy były wgapione gdzieś w niebo. Po bokach przyczepione były stalowe, żółtawe ręce o czteropalczastych dłoniach, wypełnione przekładniami i trybikami. Tak samo kończyny dolne, tak samo potężne. Wielkie skrzydła przyczepione po bokach, tuż za czymś, co można było nazwać barkami tej istoty.<br />
Melviet patrzył ze zdziwieniem na istotę, po czym szybko uniósł się ku górze i pofrunął ku przybyszowi.<br />
&#8211; Ty jesteś?&#8230; O jaaa? Nie mogę! Ty? Ty naprawdę jesteś Modronem? O kuuurde&#8230;<br />
Istota zaburczała cicho, po czym słychać było jak działają w niej przekładnie i dźwignie, aż w końcu Modron pokierował wzrok ku czaszce.<br />
&#8211; Pytanie: Ja Modron? Definicja: Obiekt *chce* uzyskać potwierdzenie: &#8222;Czy jest Modronem&#8221;. Odpowiedź: Ja Modron.<br />
&#8211; Ooo&#8230; Niemożliwe! W końcu ktoś&#8230; Normalny? Ju-huuu! Hah! No i co na to powiecie, sfery?! &#8211; Krzyczała czaszka wokół, podskakując w powietrzu dookoła istoty, patrząc w niebo.<br />
&#8211; Stwierdzenie: Modron normalny? Sprostowanie: Modron pochodzi z Mechanusa. Modron być jednostka normalna w sferze praworządnej: &#8222;Mechanus&#8221;. Modron nie znać położenia. Modron analizować&#8230; &#8211; Maszyna zaczęła skrzeczeć i rozglądać się wokół, co chwila przykładając do oka soczewkę, którą właśnie wyciągnęła z małej kieszonki zaczepionej do czegoś, co mogłoby być pasem.<br />
&#8211; Ty jesteś z Mechanusa, sześcian? &#8211; Z zaciekawieniem, a jednocześnie pogardą spytał się Mimir.<br />
&#8211; Pytanie: Modron z Mechanusa? Analiza: Modron być jednostka normalna w sferze praworządnej: &#8222;Mechanus&#8221;. Odpowiedź: Modron pochodzić ze sfery praworządnej: &#8222;Mechanus&#8221;.<br />
&#8211; Ach! No&#8230; &#8211; Czaszka nie potrafiła wyrazić z siebie radości płynącej z wnętrza. Obracała się tu i ówdzie, skakała, robiła salta i krzyczała, wrzeszczała ze szczęścia.<br />
Modron zaprzestał analizowania otoczenia, znów skierował swój wzrok ku Melvietowi. Coś wewnątrz zaczęło skrzypieć i buczeć głośno, wydając z siebie coraz to dziwniejsze odgłosy. W końcu wszystko zaczęło chodzić płynniej i ciszej, wówczas machina się odezwała.<br />
&#8211; Analiza: Obiekt wykonywać działanie: Nieznane. Dlaczego obiekt wykonywać działanie: Nieznane? Czym być działanie: Nieznane?<br />
&#8211; Co, trepie? &#8211; Ucichł szybko i spojrzał podejrzanie na Modrona.<br />
&#8211; Powtórzenie: Dlaczego obiekt wykonywać działanie: Nieznane? Czym być działanie: Nieznane?<br />
&#8211; Eee? Co? Ja&#8230; Skaczę? O to chodzi?<br />
&#8211; Analiza: Obiekt &#8222;skaczę&#8221;. Zmiana słowa na: &#8222;skacze&#8221;. Analiza: Obiekt &#8222;skacze&#8221;. Przetwarzanie danych. Analiza: Obiekt &#8222;skakał&#8221;. Dlaczego obiekt wykonywał działanie: &#8222;skakał&#8221;?<br />
&#8211; Z radości? Co żeś, głupi?<br />
&#8211; Analiza: &#8222;Z radości&#8221;. &#8222;Radość&#8221;. Dlaczego obiekt wykonywał działanie: &#8222;Radość&#8221;?<br />
&#8211; Szczęśliwy jestem! Cholera, ty się nie cieszysz? Całe życie gniję w tym Sigil, i&#8230;<br />
Modron czym prędzej przerwał mu zdanie. Znów zaczął głośno buczeć, a teraz dodatkowo słychać było przewracające się w środku sprężyny i zawiasy.<br />
&#8211; Analiza słowa: &#8222;Sigil&#8221;. Pytanie do Analizy: &#8222;Czym jest Sigil&#8221;?. Sigil &#8211; Miasto? Sigil &#8211; Brak sfery praworządnej: &#8222;Mechanus&#8221;. Analiza: Brak sfery praworządnej: &#8222;Mechanus&#8221; = Brak Modron = Brak &#8222;Sens Istnienia&#8221; = Niepotrzebność jednostki &#8222;Modron&#8221;. Dlaczego &#8222;Niepotrzebność jednostki Modron&#8221;?<br />
&#8211; Co?<br />
&#8211; Analiza: &#8222;Niepotrzebność jednostki Modron&#8221;. Działanie spowodowane zlokalizowaniem poza sferą praworządną &#8222;Mechanus&#8221;. Brak sfery praworządnej &#8222;Mechanus&#8221; = Nieprzydatność. Podsumowanie: Jak postępować?<br />
&#8211; Huh? &#8211; Melviet zamyślał się, by jeszcze raz zrozumieć to, co powiedziała machina. Wreszcie jednak pozbierał myśli i powiedział. &#8211; Hej! Hej, Modron! Mam rozwiązanie!<br />
&#8211; Odpowiedź na Podsumowanie: &#8222;Mieć rozwiązanie&#8221;. Stwierdzenie: Jednostka Modron, słuchać?<br />
&#8211; Tak! Tak! Słuchaj! Właśnie tak, Modron. Masz słuchać. Eee? &#8211; Czaszka zamyśliła się znów, a wreszcie zaczęła. &#8211; Chodź ze mną!<br />
&#8211; Analiza: &#8222;Chodź ze mną!&#8221;. Obiekt pragnie podążania Modrona za obiektem. Cel?<br />
&#8211; Co? Jaki cel? Nie ma celu! Hej! Musisz! No nie bądź taki!&#8230; &#8211; Ton czaszki zmienił się na błagalny.<br />
&#8211; Analiza: &#8222;Muszę&#8221;. Podsumowanie: Modron *musi*. Modron nie może nie móc. Modron *musi*. Modron ma musieć, Modron zrobi.<br />
&#8211; Ha-haaa! Tak! Tak! W końcu! Nareszcie się odpłaciło wam! Wam! Tak, wam! Wam, nędznym wam! Kimkolwiek jesteście&#8230; &#8211; Zapadła cisza. &#8211; Hej, Modron. Od czego zaczynamy?</p>
<h3 class="rtecenter">Rozdział I</h3>
<p>Gdy tylko światło znów zawitało do Sigil, oświetliło ulice i dało życie miastu, Melviet wraz ze swym nowym &#8222;przyjacielem&#8221;, Modronem, ruszyli przez miasto by porozmawiać. Koślawy, skrzydlaty sześcian wraz z podskakującą tu i tam, zabrudzoną czaszką omijali o wiele &#8222;normalniejszych&#8221; przechodniów.<br />
&#8211; Hej, Modron. Jak ty się nazywasz w ogóle?<br />
&#8211; Pytanie: &#8222;Nazwa Modrona&#8221;. Analiza: Nazwa Modrona? &#8222;Imię&#8221;? Podsumowanie: &#8222;Myśmy są Modron, myśmy są jednością. Jesteśmy MY, nie ma nic innego&#8221;.<br />
&#8211; Nie, nie! Ja? Ja się pytam, jak ty masz na imię?<br />
&#8211; Pytanie: &#8222;Imię Modrona&#8221;? Modron nie posiada czynnika o nazwie: &#8222;Imię&#8221;. Podsumowanie: &#8222;Myśmy są Modron, myśmy są jednością. Jesteśmy MY, nie ma nic innego&#8221;.<br />
&#8211; Ale ja nie pytam się o Modrony. Pytam się o ciebie. &#8211; Spojrzał ukosem na sześcian, mając nadzieję, iż w końcu zadał odpowiednie pytanie.<br />
&#8211; Analiza słowa: &#8222;Ciebie&#8221;. Zmiana na: &#8222;Ja&#8221;. ? Wtem coś w środku zaskrzypiało, coś zastukało, a jeszcze coś innego załomotało. Czaszce wydawało się, że jakaś rzecz musiała wrócić na miejsce, lub samoczynnie się naprawić. &#8211; &#8222;Ja&#8221;? Słowo &#8222;Ja&#8221; nie istnieje, istnieje słowo &#8222;My&#8221;?<br />
&#8211; Co? Nie ma już &#8222;My&#8221;, chłopie! Jesteś tylko ty!<br />
&#8211; &#8222;Tylko Ja?&#8221;&#8230; Musi wykonać analizę, proszę czekać. &#8211; Modron zamknął oczy, znów coś zaczęło się tłuc w jego środku, przewracając się z kąta na kąt. &#8211; &#8222;Ja&#8221;? &#8222;Ja&#8221; nie ma słowa &#8222;Ja&#8221;. &#8222;Ja&#8221; nie posiada &#8222;Ja&#8221;. Dlaczego &#8222;Ja&#8221;?<br />
&#8211; Musisz być sobą, nie? &#8211; Melviet zdawał się być zakłopotany. &#8211; Tooo? Masz imię?<br />
&#8211; &#8222;Imię&#8221;, &#8222;Ja&#8221;?. Modron? Imię? Modron Ja? Ja Modron? Ja Imię? Analiza: Modrony nie posiadają czynnika o nazwie &#8222;Ja&#8221; ani czynnika o nazwie &#8222;Imię&#8221;. Modron nie jest &#8222;Ja Modron&#8221;. Modron jest&#8230; Modron nie jest? Podsumowanie: Modron nie jest Modron.<br />
&#8211; Jak &#8222;Modron nie jest Modron&#8221;? Co ci się stało?<br />
&#8211; Analiza: Modron nie Modron. Modrony nie posiadają czynnika o nazwie &#8222;Imię&#8221;. Modron nie Modron, Modron może posiadać czynnik o nazwie &#8222;Imię&#8221;. Imię = Ja. Modron = Ja? Modron nie Modron. Analiza: Ja nie Ja?<br />
&#8211; Ty to ty! Trepie! Obudź się!<br />
&#8211; Podsumowanie: Modron nie Modron, Modron może mieć &#8222;Ja&#8221;, może mieć &#8222;Imię&#8221;. Modron nie posiada czynników &#8222;Ja&#8221; i &#8222;Imię&#8221;. Pytanie warunkowe: Skąd wziąć czynniki &#8222;Ja&#8221; i &#8222;Imię&#8221;?<br />
&#8211; Wymyśl. Chyba masz tyle oleju w głowie?<br />
&#8211; Analiza: Brak statusu &#8222;Olej&#8221; oraz czynniku &#8222;Głowa&#8221;. Pytanie oddalone. &#8222;Wymyśl&#8221; + Modron = Stwierdzenie: &#8222;Modron nie może myśleć. Modron może jedynie słuchać&#8221;. Modron nie Modron. &#8222;Modron może myśleć. Modron może nie słuchać &#8222;.<br />
&#8211; Tak! Dokładnie! A teraz wymyśl sobie imię!<br />
&#8211; Modron = Imię Modrona. Modron = Brak statusu &#8222;Imię&#8221;. Modron = Brak statusu &#8222;Wymyśl imię&#8221;. Modron = Niemożność &#8222;Wymyśl imię&#8221;? Pytanie: Skąd wziąć czynniki &#8222;Ja&#8221; i &#8222;Imię&#8221;? Podsumowanie: Powrót do statusu początkowego. Brak &#8222;Imię&#8221; oraz &#8222;Ja&#8221;.<br />
&#8211; To może ja ci wymyślę? Co powiesz na? Nakshu?<br />
&#8211; &#8222;Nakshu&#8221;. Analiza: &#8222;Nakshu&#8221; to Cyber-kwiat Arborei. Czynnik &#8222;Nakshu&#8221; istnieje. Proszę wymyślić nowy.<br />
&#8211; Hmm? &#8211; Czaszka zaczęła latać wokół Modrona, widać było, że machinie znacznie ulżyło, gdy zadanie wymyślenia imienia spadło na Melvieta. &#8211; Może&#8230; Może Shandrian? Albo nie&#8230;<br />
&#8211; Modron uzyskał czynnik &#8222;Podobać się&#8221;. Możność &#8222;Podobania się&#8221;. Procedura: &#8222;Stwórz imię&#8221;. Nakshu + Shandrian = Nakshdrian, Shanknak. Ndriankshu. Shannakdrian. Shanshu. Uwaga! Uruchomiła się procedura &#8222;Podobać się&#8221;. Samoczynne działanie &#8222;Podobać się&#8221; na imieniu &#8222;Shanshu&#8221; wykonać. Proszę czekać&#8230; Imię &#8222;Shanshu&#8221; podoba się Modronowi = Nie Modronowi. Nie Modron *chce* Shanshu.<br />
&#8211; Shanshu? Hmm? Ładne. Podoba mi się. Pasuje! O tak! Witaj Shanshu!<br />
&#8211; Analiza: Modron = Nie Modron = Shanshu. Analiza: Obiekt = Obiekt &#8222;Mimir&#8221; = Brak czynnika &#8222;Imię&#8221;?<br />
&#8211; Hejże! Ja mam imię. Jestem Melviet. Tak w ogóle to witaj Shanshu.<br />
&#8211; Podsumowanie: &#8222;Nie Modron = Shanshu&#8221; wykonuje działanie: &#8222;Powitanie&#8221; przy obiekcie &#8222;Melviet&#8221;. Zapisywanie&#8230; &#8211; Sześcian skoczył ku czaszce, chwycił ją, wsadzając jednego palca przez oczodół i zaczął trząść w górę i w dół, zapewne myśląc, iż ta część ciała jest ręką.<br />
&#8211; Hej! Eee-ee-eee! Niee-ee! Prze-ee-ee-stań! &#8211; Nagle Shanshu puścił czaszkę, a ta poleciała parę metrów dalej. Po paru sekundach podniosła się i pofrunęła znów do monitora. &#8211; Nigdy, przenigdy mnie nie dotykaj!<br />
&#8211; Modron = Nie Modron = Shanshu. Status: Nie lubiany?<br />
&#8211; Ach? Nie, nie. Lubię cię, po prostu&#8230; Nie wiesz gdzie dotykać, jak chcesz się z kimś przywitać.<br />
&#8211; Modron *chce* = *pragnie + żąda* statusu &#8222;Wiedza Powitania&#8221;.<br />
&#8211; Dobra, słuchaj&#8230;</p>
<p>Po wielu, *wielu* długich godzinach zaznajamiania Modrona ze światem, okazało się, że nowi towarzysze przemierzyli praktycznie całą naziemną część Sigil. Byli ze wszystkich stron Wielkiego Okręgu, a sześcian zyskał świadomość. Coś, czego nie mógł posiąść od tak. Teraz nie był już tylko częścią czegoś większego. Teraz ten trybikowaty stwór stanowił osobny byt.<br />
W Dzielnicy Niższej roiło się od Czuciowców, patrolów Harmonium, bogatych jegomościów oraz wszelkiego rodzaju ras, takich jak Bariaury, Githzerai czy Abishai. Mimir wraz z przyjacielem doszli do Gmachu Rozrywki, gdzie, w końcu zadowolone, pudło rzekło:<br />
&#8211; Nie-Modron Shanshu wykonywać działanie: &#8222;Nieznana Operecja Psychiczna&#8221;. Dlaczego Shanshu wykonywać działanie: &#8222;Nieznana Operacja Psychiczna&#8221;? Czym być &#8222;Nieznana Operecja Psychiczna&#8221;? &#8211; W środku coś zastukało i zaskwierczało, jak gdyby jakiś mały drobiazg topił się w czymś płynnym i wrzącym, magmie?<br />
&#8211; Ha! A ja wiem co to jest. To się nazywa &#8222;satysfakcja&#8221; sześcianie. Zanotuj to se, żebyś nie zapomniał.<br />
&#8211; Działanie: &#8222;Satysfakcja&#8221; zostało utwardzone w systemie. Brak pytań. &#8211; Wnet Mimira coś zaniepokoiło. Poczuł, że skończyły się tematy do rozmowy. Nie wiedział jak konwersować z Modronem. Do tej pory &#8222;uczył&#8221; go podstaw egzystowania w Sigil, i&#8230; Nauczył go wszystkiego co umiał&#8230;<br />
&#8211; Hej&#8230; Spytaj o coś jeszcze&#8230; &#8211; Popatrzył się na zieloną twarz towarzysza.<br />
&#8211; Shanshu widzieć &#8222;000%&#8221; na potrzebność wykonania działania &#8222;pytanie&#8221;. Shanshu nie widzieć działania &#8222;Powód&#8221; ani &#8222;Potrzeba&#8221;. Shanshu odmówić wykonania polecenia ze względu na brak danych oraz czynnika &#8222;Chęć&#8221;.<br />
&#8211; A&#8230; Co powiesz na Gmach Rozrywki?<br />
&#8211; Czym być obiekt/czynnik/działanie &#8222;Gmach Rozrywki&#8221; i czemu służyć obiekt/czynnik/działanie?<br />
&#8211; Hmm&#8230; Nooo&#8230; Ludzie zazwyczaj się tam uczą&#8230; Albo bawią&#8230; Albo jedno i drugie. Nie wiem, nigdy specjalnie nie zwiedzałem tego miejsca.<br />
&#8211; Shanshu pytać o &#8222;Cel&#8221;.<br />
&#8211; A masz coś lepszego do roboty? &#8211; Znów, gdy czaszka powiedziała te słowa, coś zawarczało w śrdoku Modrona, gdzieś jakieś śruby i sprężyny pospadały, wywołując niski dźwięk.<br />
&#8211; Shanshu wyrażać &#8222;Obojętność&#8221;.<br />
&#8211; Ehh&#8230; Dobra, chłopie, rusz się! Bierz z życia co najlepsze!<br />
Obaj czym prędzej pomaszerowali w kierunku wielkiego budynku gdzieś na wschodzie, jeśli w ogóle coś w tym miejscu można było określić kierunkami świata. Równie dobrze mógłby to być zachód w części położonej nad ich głowami&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://grimuar.pl/fanfiction/mimir-i-modron">Mimir i modron</a> pochodzi z serwisu <a href="https://grimuar.pl">Grimuar Sferowca</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nieuklękły</title>
		<link>https://grimuar.pl/fanfiction/nieukl%C4%99k%C5%82y</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ghoster]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 11 Aug 2012 11:50:16 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Fanfiction]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://dev.grimuar.pl/?p=2585</guid>

					<description><![CDATA[<p>Była noc, wokół panowała wszechogarniająca, przerażająca ciemność, obezwładniając każde, nawet najmniejsze, liche światło znajdujące się w pokoju. Szafki, dzbany z kwiatami, małe, ozdobne talerze, złote statuetki, wszystko spowite mrokiem, mimo usilnych, wytężonych oczu… Nie potrafił dojrzeć nic.</p>
<p>Artykuł <a href="https://grimuar.pl/fanfiction/nieukl%C4%99k%C5%82y">Nieuklękły</a> pochodzi z serwisu <a href="https://grimuar.pl">Grimuar Sferowca</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h3>Prolog: Zimny Dotyk</h3>
<p>Była noc, wokół panowała wszechogarniająca, przerażająca ciemność, obezwładniając każde, nawet najmniejsze, liche światło znajdujące się w pokoju. Szafki, dzbany z kwiatami, małe, ozdobne talerze, złote statuetki, wszystko spowite mrokiem, mimo usilnych, wytężonych oczu&#8230; Nie potrafił dojrzeć nic. Jedynie słaby promień niebieskoszarej poświaty wokół Sigil, wlatującej do środka z okna. Firanka powiewała na wietrze, uchodzącym z nieszczelnego, zabrudzonego fioletowym, lepkim pyłem okna, wpuszczającego do środka niezgrabne ilości nieprzyjemnego, purpurowego blasku, oświetlającego część ciemnozielonego, zdobionego złotą kreską dywanu, na którym leżał mały skrawek papieru, przedwczorajszego zapisku byłego mieszkańca tego domu. Starca Baliala, który ironicznie zmarł w dzień, w którym spisywał swój testament. Ta właśnie, poplamiona żółtym płynem, kartka leżała na podłodze. Dalej światło szło przez cały pokój, pokazując zarysy drewnianej, polerowanej niedawno szafki, złoconej na piękne, unikalne wzory, ukazujące tańczących wokół ogniska satyrów, grających na charakterystycznych harmonijkach i lutniach jedną ze swych rdzennych melodii. Niemalże dało się ją usłyszeć, patrząc na miły dla oka obraz.<br />
Wszystkiego dopełniał ostry, podrażniający nozdrza, lecz całkiem przyjemny dla umysłu zapach lawendy i miodu, połączonych z odorem fioletowoniebieskiego wywaru stojącego na półce, wydzielającego z siebie granatowy dym, rozchodzący się na cały pokój. Śmierdziało siarką.<br />
Vờlẽn siedział w kącie pomieszczenia, skulony w kłębek, chowając się przed czymś, czego nawet nie mógł pojąć. Przerażony, przestraszony, kompletnie obezwładniony przez oblegające go ze wszystkich stron osobiste demony, których nie potrafił się nijak wyzbyć. Macając zimną, próchniejącą ze starości podłogę, dotykając wyblakłe, miękkie, wypukłe tapety ze skóry lim-limów nałożone na ledwo trzymających się pod oporem metalowych konstrukcji na dachu ścian.<br />
Miał na sobie przytulny, jedwabny, biały strój, cały pokryty aksamitnymi wzorkami z jakiegoś, niezwykle pięknego i na pewno kosztownego, materiału. Jego prawie łysa, siwiejąca głowa była pokryta licznymi tatuażami o przeróżnych kształtach, począwszy od czarnej kopii run celtyckich, wygrawerowanych na jego obszernej, potężnej szyi, przez czerwonego, jadowitego węża kąsającego go w skroń, po której spływały liczne, zielone krople z tuszu, aż po białą podobiznę płaczącego księżyca, którego łzy szły przez cały jego kark, chowając się gdzieś w ubraniu poniżej karku. Oczy jego były czarnej, biesiej barwy, kompletnie stapiając się z wszędobylskimi cieniami ogarniającymi pokój. Na dolnej, różowej wardze widać było wąską szramę, biegnącą przez brodę aż po szyję, gdzie prawie stykała się z jabłkiem Adama, zostawiając po bokach jakieś niezgrabne ślady szwów, noszonych przez niego kiedyś. Jego czarne, potężne buty spoczywały na podłodze wraz z pięknymi, rozcierającymi się na całej ich powierzchni zielonymi chustami ze srebrnym napisem w jakimś nieokreślonym języku Niebian. W rękach spoczywał mu wielki, masywny topór z wątłymi kolcami na jego dolnej głowicy, po których spływała, jeszcze nie zasuszona, mdła krew pomieszana z rwącą dobry smak ropą. Przeplatana przez ramię, skórzana torba zwisała u jego boku, zakrywając pod sobą pergaminy, zwoje i listy, leżące tuż koło niewielkich, półpełnych fiolek z rtęcią, okrytych dziwnym materiałem, jak gdyby chustą z platyny&#8230;<br />
On sam siedział w kącie, unikając najmniejszych szmerów, krążących wokół myszy, uciekając przed jakimś niesprecyzowanym przedmiotem. Kulił się, miotając samym sobą po pomieszczeniu, brudząc jedynie czysty dywan swoimi zabłoconymi, olbrzymimi butami. Gdy leżał przy oknie, poczuł jakieś nieprzyjemne zimno i chłód, dobiegające z zewnątrz. Wszechogarniający mrok tylko pogłębiał się, coraz mocniej i gwałtowniej zakrywając skrawki światła&#8230;<br />
Wnet drzwi trzasnęły, zawiasy odleciały, rozbijając się o okoliczny stolik z porcelanowymi talerzami i filiżankami, tłukąc je na drobne kawałeczki z hukiem w ciągu chwili. Wejście, stojące naprzeciwko okna, wpuszczającego jedyne blady świt do środka. Ukazała się w nim postać, przeźroczysta, pokazująca długi korytarz za nią, schody, zgaszone pochodnie na ścianach i wrota do innych pokoi. To była kobieta, przepiękna, o falujących, krążących włosach, powiewających wokół, w które uderzały jakieś magiczne, eteryczne wiatry, zmuszając je do wylatywania poza piersi istoty, które winny być zakryte, jak przykazywały dzisiejsze doktryny sztuki artystycznej. Miła, przyjazna twarz, gładka, kremowa skóra i te tajemnicze, bezbarwne oczy spoglądające na niego. Unosiła się ona w powietrzu, sprawiając wrażenie, jakoby właśnie przyszła po niego jakaś bogini życia. Melancholijne, szaro-żółte wstęgi przywiązane do jej długich, pobudzających erotyczne strony mózgu nóg, przypominały o czymś&#8230;<br />
Strasznym. To nie była bogini, ni anioł, ni awatar&#8230; To był duch.<br />
&#8211; Cienie&#8230; &#8211; Vờlẽnowi było zimno, spowiła go jakaś niewidzialna, lodowata poświata, przez którą wręcz zamarzał. Najgorsze uczucie w całym jego krótkim życiu w sferach. Chłód, to wszystko sprawiało, iż na powierzchni jego ciała zaczęły gromadzić się niewielkie, łamliwe tafle lodu, ogarniające nawet jego oczy, na których zbierały się cienkie, niebieskie kawałki zlodowaciałej wody, zatrzymując powieki raz po raz.<br />
Słyszał głos, miły, dziewiczy, niczym przepięknej kurtyzany w niejednym przybytku, jednak teraz to nie było takie piękne jak zazwyczaj. Kobieta sczerniała, ukazując diabelsko czerwone, barwne tęczówki, a z jej kończyn zaczęły unosić się przeźroczyste, szare macki zmierzające ku niemu. Coraz bardziej zimno, coraz bardziej ponuro, upiornie. Coraz bardziej niebezpieczne. Czuł się, jakby właśnie pił wodę ze Styksu hektolitrami, która sprawi, że krew każdego śmiertelnika zamieni się w śnieg. On nie był bogiem, nie był też nieśmiertelny. Był zwykłym mieszkańcem Sigil, typowym łajdakiem, nie różniącym się zbytnio od innych w okolicy. A ku niemu właśnie zmierzał Cień, niegdysiejszy skrawek duszy potępionego przez sfery, istota, która nie ma prawa istnieć, a jest&#8230;<br />
&#8211; Nie&#8230; &#8211; Jęczał z bólu i zimna, ledwo wypowiadając litery, nie wspominając o sylabach czy pełnych słowach, sprawiających mu prawdziwe cierpienie.<br />
Agonia, to jedyne co czuł, nie było prócz tego niczego. Życie zaczynało mu przelatywać przed oczami, od niepamiętnych chwili narodzin, aż po ten moment. Nie widział jednak nic godnego uwagi, żadnej iskry człowieczeństwa, godności, błogosławieństwa, żalu czy chęci zmiany. Nic pozytywnego go w życiu nie spotkało, a jednak coś kazało mu patrzeć w głąb własnej duszy, szukając czegoś&#8230;<br />
&#8211; Nie dzisiaj&#8230; &#8211; Te słowa padły z ust ducha, który, ogarniając go całego swymi czarnymi cieniami, zaczął coraz bardziej powracać do swej pierwotnej, pięknej postaci, by zniknąć, pozostawiając Vờlẽna samego ze swymi upiornymi myślami&#8230; Skażonymi myślami&#8230;</p>
<h3>Rozdział Pierwszy: Sklep z Arborei</h3>
<p>Dzień nastał. Światło przebiło się przez szybę, oświetlając pomieszczenie. Teraz widać było wszystko. Piękny dywan, wytkany przez kogoś o przeolbrzymiałej wyobraźni. Drewniane ramy drzwi, z których wystawały niezgrabnie zawiasy, zachaczając jeden za drugi, wzdłuż całego poziomu wejścia. Te zaś jednak leżały gdzieś na podłodze, potykając się o kurz i pył, ciągnąc za sobą rozbite szklanki i wysypane sztućce.<br />
&#8211; Mój łeb&#8230; &#8211; Jęknął Vờlẽn, trzymając się za głowę, przeczesując łysy czubek, z którego zleciały białe, lekkie jak powietrze paprochy, które, jeszcze przed chwilą, osiadły się na firankach, by teraz miotać się po nim samym.<br />
Nie czuł nic. Rozglądał się wokół, czując nadal uspokajający zapach miodu, słuchając ulicznego gwaru, wręcz wypływającego z ulic Wielkiego Bazaru. Pokrzykiwania miejscowych kupców, chcących zrobić na klientach większe wrażenie. Mimo tego, iż tylko ich głos docierał do niego, dawało mu to spory obraz na to, jak się zachowywali, co sprzedawali. Ale to nie było ważne. Ogarniało go jakieś uczucie osamotnienia, jak gdyby owa zjawa&#8230; Coś w nim otworzyła, coś spostrzegła, wyjęła to i nadała temu czemuś nazwę, odkładając spowrotem z czymś&#8230; Nieopisanym. Nie potrafił sobie przypomnieć, co to za uczucie. Tak właściwie to nic nie pamiętał. Od chwili, gdy znalazł się w tym domu&#8230; Zapomniał. Nie wiedział co się wtedy działo. Dom Baliala, niesławnego adwokata-maga, zwanego &#8222;Sędziwojem&#8221;, co to miał skazać pewnego Chaosytego na szubienicę&#8230;<br />
Lỹghi, to było to imię. Ale kim on był? I dlaczego Vờl poświęcał się dla niego, wyłamując drzwi mieszkania? I co on chciał tym osiągnąć? Gdy wchodził, rozgoryczone, miejscowe kopalnie informacji wręcz wrzały od nawału słuchaczy. Jednak ostatnią chwilą, jaka zawarła swe miejsce w jego umyśle, był duch&#8230; A wtedy było cicho, było ciemno, było zimno&#8230; Jakby stracił tę cząstkę z życia, tułacząc się po pokoju&#8230; To ogarniające go uczucie, jak gdyby naprawdę wypił bukłak ze Styksu, wypaczający jego pamięć&#8230;<br />
Nie, to nie czas. Nie tu i nie teraz, zbyt niebezpiecznie, myślał. Ktoś mógł w tej chwili zagarnąć wszystko co zdołał znaleźć. Papiery, listy, zwoje, wszystko dokładnie zamknięte w małej, przepasanej torbie z dziwnego materiału, szytej piękną, seledynową nicią. Zamkniętym, ufarbowanym na czerwono guzikiem w kształcie królewskiej pieczęci. Topór spoczywał mu w dłoniach, gdy ten, otrząsając się z dziwnej ochoty na zostanie w tym miejscu, wstał, wyginając kark raz w jedną, raz w drugą stronę, wydając przy tym charakterystyczny, ostry dźwięk chrupnięcia kości.</p>
<p>Piękne, drewniane, ozdobne drzwi mieściły się w złotozielonym portalu z kamiennego wzoru w kształcie węży. Klamka była gładka, falista, zakończona metalową głowicą w kształcie główki czaskoszczura, z której wystawał ogon z wełnianego sznurka. Otworzył drzwi.<br />
Jego oczom ukazało się miasto, piękny rynek z mnóstwem istot, wymijających się w błogim uczuciu zobojętnienia, nieświadomości wspólnej koegzystencji, dającej razem obraz Miasta Drzwi, miasta Sigil.<br />
Sigil, przez niektórych zwane pieszczotliwie centrum sfer, przez innych złowieszczo Klatką. Wszystkie opisy były prawdziwe, ponieważ były tworzone wprost z głów jego mieszkańców, niektórych kochających miasto, innych nienawidzących. Niektórzy przybyli tu z własnej woli, chcąc skosztować życia w tych tajemniczych, legendarnych wręcz dzielnicach, zamurowywanych przez Dabusy, chcące po prostu wypełniać wolę mrocznej, niezbadanej dotąd Pani Bólu, władczyni miasta. Kolejni jednak zostali porwani ze swych ojczystych sfer, by stanąć oko w oko z torturą tego miejsca, nie pozwalającą im opuścić Klatki, jedynie miotającej nimi po całej swej powierzchni.<br />
Po ulicach chodzili wszyscy. Począwszy od zgromadzeń Harmonium, utrzymujących wszędzie spokój, łagodnych polityków zarządzających sprawami banków i sądów, przez mniej życzliwych rabusiów i złodziei, nie szanujących niczyjej własności oraz marnych rzezimieszków, pragnących jedynie rozpocząć bójkę, aż po chaotyczne Tanari&#8217;ri, błagające o chociaż najmniejsze zakłócenie w codziennym przebiegu dnia, razem z nieobliczalnymi Glabrezu, zabijających jedynie dla własnej rozrywki przechodniów, którzy zwyczajnie nawinęli im się pod wielkie, psie pazury.<br />
Wszystko to żyło własnym życiem, niezależnie od innych. Jedni szczęśliwi, inni smutni, jedni pogrążeni w radości, inni w nienawiści. To dawało pełny obraz na to, co tutaj się dzieje.<br />
Vờlẽn, trzymając się kurczowo swojego topornego oręża, stawiał kroki po małych schodkach, prowadzących wprost na ulicę. Wykonane z żelaza, pokrapiane czerwoną, zdartą farbą poręcze wyginały się pod ciężarem ciągłych podparć starców z domu, z którego właśnie wyszedł. To była mała weranda, po której wałęsał się Lim-Lim, wyjadając pozostałe kromki chleba, które przed chwilą spadły z pobliskiego, drewnianego stołu.<br />
Nie wiedział, dlaczego wszedł do tego domu. Może by ratować Chaosytego? Ale adwokat już zginął, nie mogąc wykonać sądu na biedaku, wydającym się niewinnym. Ale to nie było ważne, w tej chwili potrzebował jedynie jedzenia. Tego nie było trudno zdobyć w tym mieście, mając takie zdolności jak on. Nie był szczególnie silny, przystojny czy charyzmatyczny, a jego zdolności retoryczne ograniczały się do paru, niezbyt wyszukanych, mądrych słówek zasłyszanych z miejscowych gmachów i bibliotek.<br />
Skierował swe kroki ku odleglejszej dzielnicy, do Alei Wstydu&#8230;</p>
<p>Nie, to nie było przyjemne miejsce. Wokół roiło się od nieprzyjemnych typów, tylko czekających na jakiegoś przechodnia, nie potrafiącego się wybronić przed atakiem paru złodziejaszków. Vờlẽn taki nie był. Jego postura nie odstawała od średniej mieszkańców Miasta, jednak ciało pokryte tatuażami, łysiejąca, siwiejąca głowa i płomyki w oczach sprawiały wrażenie, że patrzyło się na kogoś, kto nie jest tutaj od wczoraj, a całe swoje życie.<br />
Ulica była długa. Po jej bokach pełno było odgałęzień, prowadzących do ślepych zaułków, pełnych brudu i śmiecia. Kawałki podrdzewiałej stali, poszarpanych, zaplamionych szmat i metalowych, ciężkich śrub miotały się po chodniku, wydając przy tym charakterystyczne dźwięki, razem tworzące jakiś swoisty rytm, przypominający tupot kozich nóg Bariaurów. Cała dzielnica wyglądała na lekko opustoszałą. Przechadzali się tędy tylko nieliczni śmiałkowie, pragnący czym prędzej dojść do celu. Żelazne konstrukcje, raczej jedynie ozdobne, niżeli podtrzymujące budynki, opierały się ciężko na ścianach, poddając się efektowi rdzy. Kawałki odrywały się, spadając z hukiem na ulicę, grożąc przechodniom. Grabarz w długiej, pożółkłej szacie z ciężkimi butami i czarnymi, skórzanymi rękawicami z nożem w ręku szedł przez ulicę szybkim krokiem, ukrywając swoje zielonkaworóżowe oczy oraz falujące rysy twarzy pod szarobiałymi kudłami, zakrywających całą twarz, szyję, a nawet barki szaty. Po drugiej stronie, w przeciwnym kierunku maszerował Githyanki. Długi, ząbkowany miecz o kształcie katany z falującą na wietrze, bawełnianą wstążką tkwił w jego blado-żółtej dłoni, a czarne niczym węgiel oczy wpatrzone były w jakieś odległe miejsce. Maszerował dostojnie z trzema kucami spinającymi ciemne włosy w zapinach kształtu czaszki. Postrzępiona zbroja koloru orzecha okrywała jego wątłe ciało, dając jakąś ochronę przed zimnym wiatrem&#8230;<br />
Nie warte uwagi trepy, jedynie zajmujące się własnymi sprawami i korzyściami, starające się po prostu przeżyć kolejny dzień w Sigil, nie zważając na fakt, iż kolejny dzień przyniesie jedynie śmierć, być może nawet ich samych&#8230;</p>
<p>Wokół rozlegały się melodie, piękne melodie w postaci powieści o sferach, o Arborei. Śpiewy Satyrów wypełniały pomieszczenie, wnosząc do pełnego mroku i smutku pomieszczenia nieco radości&#8230;</p>
<p>Spać możemy, dzień w dzień.<br />
Pić możemy, raz w raz.<br />
Wbić nóż trzeba ostry weń.<br />
A całe dobra wpłyną w nas.</p>
<p>Ostrze miecza tnie uparcie.<br />
Wino leje się do kufla.<br />
Satyr musi stać na warcie.<br />
Inny może próżnić bukłak.</p>
<p>Sfery dzielą, sfery łączą.<br />
Biedny Satyr stać nie może.<br />
Wojownicy dzielnie kroczą.<br />
Druid drzewcem się wspomoże.</p>
<p>Zawsze wszyscy, zawsze razem.<br />
Może kiedyś zetrę hańbę.<br />
Może iść to razem z czasem.<br />
Lecz przeciwnik drze falangę&#8230;</p>
<p>Wokół roznosił się łagodny zapach jagód, roznoszący się po sklepie z małego, purpurowego flakonika w kształcie manierki. Oczy wiedźm tkwiły w butlach napełnionych przeźroczystym płynem, kocie pazury zaś leżały swobodnie na metalowej, lśniącej tacy w kształcie skorupy żółwia. Stare, drewniane zegary i szklane okulary walały się po szafkach i stołach wykonanych z gałęzi Rabony, która rosła tylko w Arborei. Wszędzie roznosił się zresztą jej dziki klimat. Naturalna zieleń pomieszczenia, woda wypływająca z niewielkiej, kamiennej fontanny oraz wszędobylskie skóry rozwieszone na porośniętych krzewem ścianach. Sprawiało to wrażenie, jakby całe pomieszczenie przeniosło się z Sigil, wprost do innej sfery, dobrej sfery.<br />
&#8211; Dawaj bełta! &#8211; Podniósł ton Kambion, zginający się w wygodnym, burym fotelu z bólu. Czerwone włosy wisiały bezwładnie, zaczepiając o łuski, wystające gdzieniegdzie z jego skóry.<br />
&#8211; Chwila, trepie! &#8211; Odkrzyknął krasnolud, parząc zieloną herbatę pomieszaną z wódką w miksturce. Był niezwykle niski, nawet jak na karła, a długa, siwa broda prawie wpadała do wywaru.<br />
&#8211; Moglibyście się wszyscy, na sfery, uciszyć?! &#8211; Wrzasnął Bariaur stojący przy stoliku i łączący jakiś połamany, drewniany flet w całość. Miał na sobie ubranie uszyte ze skór Triszy, a rude, kręcone kłaki tylko przeszkadzały mu w składaniu instrumentu.<br />
&#8211; Cholera, to boli! &#8211; Ciągnął pół-demon, chwytając się za udo, uciskając, bardziej niż nakładka, dopływ krwi do przedziurawionej na wylot jakimś szpikulcem nogi.<br />
&#8211; Wiem, skurlu, przymknij trumnę! &#8211; Odpowiedział karzeł, śpiesząc do kolegi z uśmierzaczem bólu. Podał mu to, jednak, połowę rozlewając, Kambion walił w metalową płytkę na drugiej nodze swoją zaczerwienioną ręką. &#8211; Żłop to i nie marudź!<br />
&#8211; Ty mały leszczu, będziesz się za to smażyć w Pie&#8230; &#8211; Nie zdążył dokończyć. Fala cierpienia znów przeleciała mu przez ciało, aż zaczął żałośnie skowyczeć.<br />
&#8211; Zamknij się, powiedziałem! &#8211; Podnosząc z podłogi małe, metalowe pudełko otworzył je, wyciagając zeń igłę, nić i butelkę wódki, którą polał na ranę, a następnie włożył do niej jakiegoś obślizgłego, niebieskawego owada w kształcie mordy mózgoszkodnika. Nie zdążył jednak wylać całej zawartości butelki, ponieważ ręka nieszczęśnika chwyciła ją i wyżłopała, łyk po łyku, calutką.<br />
&#8211; Nie daruję ci tego! &#8211; Rozległ się złowrogi krzyk, zagłuszając całkowicie rozchodzące się śpiewy.<br />
&#8211; Cicho tam, Balar. &#8211; Powiedział spokojnie Bariaur, odwracając się od stolika i idąc w kierunku małego wybrzuszenia w ścianie, wyglądającego na jakiś schowek.<br />
&#8211; Zniszczę was!<br />
&#8211; Zniszczysz? &#8211; Spytał wrednie krasnolud, wbijając igłę w skórę. &#8211; Ja cię zaraz, krwawniku, zniszczę! &#8211; Rzekł, odrywając kawałek skóry małymi, żelaznymi obcęgami. W tym samym czasie pół-kozioł wyciągnął z sejfu pomarańczowy sztylet z końcówką w kształcie siedmioramiennej gwiazdki, a potem podszedł do krzykacza.<br />
&#8211; Co ty chcesz zrobić?! &#8211; Jęczał z bólu, gapiąc się załzawionymi oczami w Poremira.<br />
&#8211; Uśpić cię. &#8211; Spokojnie zaczął wsuwać sztylet w poprzek otwartego złamania kości. Dźwięki tortur jakie się rozległy wówczas, mogłyby bezproblemowo zastąpić nekromanckie zaklęcie animacji martwego, ponieważ ten głos sprawił, iż nawet czerwone mrówki wylazły ze swych małych nor w podłodze i pobiegły jak najdalej.<br />
&#8211; Ty&#8230; &#8211; To ostatnie co powiedział Kambion. Zemdlał w bólu, a następnie pogrążył się w błogim stanie, nie pozwalającym mu czuć takich cierpień.<br />
&#8211; Wreszcie się zamknął, parszywiec. &#8211; Chrząknął karzeł, mogąc spokojnie zająć się złamaniem. &#8211; Tylko więcej tego nie rób, dobra? Nikt nie wie, co się może stać z ostrzem następnym razem.<br />
&#8211; I nikt nie chce wiedzieć, Marku. &#8211; Odetchnął z ulgą, mogąc rozkoszować się cudowną melodią nuconą przez Satyry, unoszącą się w powietrzu, jak gdyby tu byli, przypłynęli z rzek Arborei na swoich statkach i łódkach&#8230;<br />
Powoli robiło się ciemno, a mrok zaczynał ogarniać wszystko wokół. Świetlista poświata znikała, a niebo okryło się brązową barwą, pomieszaną ze zgniłym odcieniem stali&#8230;</p>
<p>Artykuł <a href="https://grimuar.pl/fanfiction/nieukl%C4%99k%C5%82y">Nieuklękły</a> pochodzi z serwisu <a href="https://grimuar.pl">Grimuar Sferowca</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
