Grimuar Balora - Sesja Archiwalna

Podręcznikowo - literacki świat Planescape: książki, akcesoria, świat zewnętrzny, konstrukcja sfer.

Moderatorzy:Moderator, Global Moderator

Awatar użytkownika
Ghoster
Global Moderator
Posty:497
Rejestracja:sob paź 13, 2012 8:08 pm

śr lis 07, 2012 2:25 pm  

- Noru -

Po rozprawieniu się z wargulcami, Noru jeszcze przez chwilę widział zielone plamki, błyszczące mu przed oczyma. Wydawał się już trochę wycieńczony, nieprzystosowany do nagłych inkantacji i walki z latającymi paszczurami. Na domiar złego przeczuwał, że kij który zaczął tak szaleńczo błyszczeć zaraz wybuchnie mu w dłoniach.
Gdy wraz z towarzyszami zaczęli przeszukiwać następną komnatę miał już dość. Zabrnął za daleko dla zaspokojenia jakiś głodnych władzy trepów, których nawet nie znał. Jedyną satysfakcją jaką mógłbym teraz czerpać byłoby spalenie tego pieprzonego Grimuaru na oczach zleceniodawcy. Noru wyobrażał sobie już swój szaleńczy śmiech, gdy księga zamienia się w popiół. Prawdę powiedziawszy wyobrażał sobie też jak zaraz po tym wielce odważnym (głupim?) czynie zostanie pozbawiony głowy, ale o dziwo tym się nie przejmował, aż tak.
- Może być tylko gorzej - szepnął w stronę Laurela, gdy w pomieszczeniu zaczęły odbijać się dzikie dźwięki jakiejś bestii. Nie trzeba było długo czekać, aby kolejna przeszkoda zaatakowała. Zdołał tylko usłyszeć jęk Laurela nim góra nieświeżego mięsa stoczyła się na niego i zepchnęła na skraj przepaści. Bół prawie doprowadził go do nieprzytomności, ale zmusił się jeszcze i z trudem wstał.

- Pieprzony! - Nie przejmując się przewagą istoty wydarł to z siebie, widząc skaczącą po ścianach kupę mięsa. Otuchy nie dodawał widok przepaści ani rannego Laurela, a tym bardziej brak Belanory. Wyglądało na to, że tylko Wiedzokrad się jakoś trzyma. Psia mać.
Kaduk próbował zrozumieć tego głupkowatego orangutana. Wygląda na to, że wyraźnie wkroczyliśmy na teren tej bestii. Nie pozostało nic innego jak spróbować się dogadać... ale Noru, nigdy nie był dyplomatą.
- Trepy, trepy! Czego tu szukajta!? Na chujta się pchajta w te jaskinie!? Wyśmiewać w złotoprędzy, włóczędzy, do kur-wy-nę-dzy!
- Złota... chwały...? - Zniechęcony głos odbił się echem po ścianach komnaty. Wyraźnie rozbawiony małpiszon zaczął przemieszczać się nad głowami drużyny.
- Na chujta Wam złota, jak do nocy będata trupami? Cha cha cha! - Cień bestii był coraz szybszy. Noru miał dość. Przeklęte miejsce, pieprzone wargulce i głupkowaty małpolud.
- Kurwa mać - Noru spojrzał na towarzyszy - Pieprzyć to, może strącimy gada?
Wyraźnie poddenerwowane diabelstwo ruszyło powoli przed siebie, obserwując poruszający się po podłodze cień małpoluda. Jedyne narzędzie obrony kaduka leżało w centrum cholernej komnaty.
- Czego chcesz?! - krzyk Noru znowu odbił się nieznośnym echem. Cień małpoluda na chwilę się zatrzymał. Wydawało się, że odpowie na to niezłożone pytanie, ale znowu zaczął skakać i dyszeć.
Noru międzyczasie zdołał pochwycić mieniający się zielonym blaskiem kij. Widział teraz wyraźniej skaczącego małpoluda.
- Bar-Igur? Czy to już cholerna Otchłań?
Kaduk zauważył, że kij Mchu zaczął coraz intensywniej emanować zieloną poświatą. Mało tego, blask zaczął pulsować i powoli ogarniać swoim światłem dłoń diabelstwa. Chociaż Noru nigdy nie był pewien efektów ubocznych swoich zaklęć, miał teraz dziwne przeczucia. Coś zaczęło go palić od środka.
Obrazek

Awatar użytkownika
Ghoster
Global Moderator
Posty:497
Rejestracja:sob paź 13, 2012 8:08 pm

śr lis 07, 2012 2:27 pm  

*Określenie wymiarów obrazka nie było możliwe.*

- Laurel = Wiedzokrad = Noru -

Małpiszon wyszczerzył zęby w wyrazie zgorszenia i jednocześnie zakłopotania gdy wokół dłoń Noru zaczęły się oplatać eteryczne, zielone wstęgi magii. Powietrze świsnęło a cały pył wokół, niczym zmuszony przez jakiś wir bądź trąbę, zawirował dookoła jego sylwetki. Diablę zdawało się zbierać w sobie siły na kolejną to już inkantację. Gdy po sali zaczęły latać małe, półprzeźroczyste grigi, Noru starał się zdekoncentrować małpoluda. Grigi latały wokół jego uszu dając diabelstwu czas na dokładniejsze wymówienie zaklęcia. Słowa nie były żadnym językiem, jednak tak jak i, bardziej zresztą popularne, gesty bądź myśli, miały magiczną moc i odpowiednio użyte mogły służyć za tak zwane inkantacje. Kilka przedłużonych morfemów wypłynęło przez jego usta z pewnym oporem, te bowiem starały się więznąć w gardle, jednak gdy już się to stało, z jego oddechu powstał kolejny grig. Wzleciał w górę i obrócił się parę razy na jego lasce, a chwilę potem z Kija Mchu wystrzelił niczym z procy wielki, płonący zielonymi ogniami pocisk w kształcie rozpłaszczonej piłki. Kula przecięła powietrze i, z impetem tak wielkim, iż nawet kawałki tynku posypały się ze ścian, uderzyła w lewe ramię bestii. Jak nie ryknęła tak Belanora wraz z Laurelem zatkali uszy, natomiast Wiedzokrad był zbyt zafascynowany tymi, jak to w pierwszej chwili mogło wyglądać, "fajerwerkami". Ogień zawinął się szybko wzdłuż ręki małpiszona i jego, teraz już dobrze widoczna, niebieska, sierść zapłonęła. Groteskowy wyraz uciekł z twarzy monstra i zastąpił je krzyk, który rozszedł się po katakumbach w mgnieniu oka. Płomienie pokryły jego rękę, jednak ten, łapiąc się gołymi stopami jakiegoś łańcucha i zawieszając na nim, starał się ugasić mały pożar drugą ręką. Niestety zaklęcie nie zdążyło zwęglić skóry, jednak spopielone włosy odsłoniły jego, tak samo czarną jak i jgo charakter, skórę. Noru chciał rzucić kolejne, tym razem nieco mocniejsze zaklęcie, jednak gdy kolejne wstęgi zaczęły lecieć w stronę jego laski potwór poszybował w górę wspinając się po łańcuchach w ciemność. Jedyne co zdążyli jeszcze zauważyć to spadające, spalone kępy sierści, które zostawiała za sobą gęsto bestia...

Cisza zapadła i nie było już ani dziwnych chichotów ani podziemnych drapieżników, czymkolwiek była ta istota, zdążyła już dawno ucieć w jedną z kryptowych odnęk. To samo pozostało sigilijskiej trupie, bowiem gdzieś z oddali dało się dosłyszeć pomruki zombie, które, mimo iż piekielnie powolne, były niezwykle niebezpieczne. Wszyscy pognali w ten korytarz, z którego dochodziło najwięcej ciepłego powietrza; to był najlepszy pomysł na jaki mogli wpaść, aboim mieli trzy, zupełnie identyczne drogi do wyboru, a z każdej jechało trupem równie nieprzyjemnie. Pochodnie służyły im, bowiem nie zbaczali z drogi, to jest nie wchodzili do każdej napotkanej po drodze komnaty bądź krypty, lecz parli do przodu w kierunku, z którego dochodził zapach... Nie, to nie był zapach, a raczej jego brak. Gdy gdzieś nie czuć było śmierci, odpowiedź była prosta; tam jej nie było...

W końcu dotarli do jednej z szerszych rur. Musili skręcić, korytarz główny był zawalony, więc to była jedyna droga, szczególnie, iż po jakimś czasie zauważyli ślady stóp, naprawdę wielu stóp, nie mogli być pierwszymi, którzy zwiedzali te katakumby. Jak się miało okazać chwilę potem, nie trafili do jakiejś wielo-trupowej komnaty bogatej w surowce dla Zbieraczy, bowiem w rurę przez którą dane im było się przeciskać wbiegało parę innych, ze trzy bądź cztery, z których ślady zbiegały się na jeden szlag. W końcu, w oddali, w odległości mniej więcej stu metrów, dało się ujrzeć światło dochodzące zza powyrywanych krat. Belanora spojrzała ochoczo na waszą trójkę i pobiegła chyłkiem w stronę powyginanych prętów, które musiały znaczyć wejście...

Skarbiec Faroda.

Ich oczom ukazała się cywilizacja. Wcale sigilijska, albowiem wokół aż roiło się od Zbieraczy, Grabarzy, wszelkiej maści githów i nie githów, bariaurów oraz podstarzałych dziadów, które prosiły o dzwonki. Spojrzeli wszyscy w dół, bowiem rura była w tym miejscu już dość szeroka. Stali kilka, może z trzy bądź cztery, metrów nad brukiem. Pod nimi nie było jednak przepaści, było za to strome, chociaż dosyć gładkie, kamienne urwisko. Ludzie z dołu, zazwyczaj ubrani w szare szaty i czarne, pobrudzone togi, gapili się na nich z zaciekawieniem.

- To kto skacze pierwszy? - Odezwała się zawadiacko pół-elfka.

- Skakać, skakać! - Wrzeszczeli ludzie na dole, nie było to bowiem nic absurdalnego w tym mieście, wszyscy żyli życiem innych i takich, którzy wtrącali się w zajęcia przechodniów było tutaj mnóstwo.

- Ja. - Rzekł niepewnie Wiedzokrad.

Baal-asi zsunął się delikatnie w dół trzymając mocno prętów i położył nogi na urwisku. W dół było parę metrów, jednak starał się o tym nie myśleć. Spuścił się tyle na ile pozwalała mu krawędź rury i zwolnił uścisk. Poszybował w dół chamując nieco lot butami szurającymi o pochyłą ścianę i w końcu dotknął nogami podłoża. Wiedział jak może się skończyć taki skok na proste nogi więc na samym dole wywinął jeszcze przewrót, który odebrał trochę nacisku na jego stawy, przez co wyszedł z tego bez szwanku. Tłum zaśmiał się i spojrzał na pozostałą trójkę, jednak dopiero Cięty zachęcił ich wystarczająco swoim pokazem i przekonaniem, że nic im się nie stanie. Najpierw skoczył Noru, potem Belanora a na samym końcu nieco ranny Laurel, po chwili już wszyscy byli w... Tym miejscu, które niedługo miało się okazać dość dobrze znane.

Tajemnica króla Zbieraczy stała się zajazdem...

Znajdowali się teraz na jednej z kamiennych płyt tworzących wielką platformę, jakiś plac, na którym zbierało się wielu żebraków i Zbieraczy czekających na wyprawę w katakumby. Dalej zaczynała się wielka, mosiężna, drewniana konstrukcja, której mosty rozchodziły się po rozciągłości tej gigantycznej komnaty schowanej pod powierzchnią Sigil. Po ich lewej stronie natomiast, gdzie zresztą było najwięcej śpiących łachów, widniały dwie wysokie, teraz opróżnione najpewniej przez jakieś szumowiny, piętrowe biblioteki na książki, aktualnie znajdujące się tam regały służyły jako półki na brudne szmaty i sterty kamieni. Gdy spojrzeli w górę zobaczyli największą konstrukcję w tej sali. Z dziurą pośrodku, na której dnie dało się zobaczyć jedynie zaschniętą krew, na placu przemijały się różne persony o podejrzanych aparycjach wymieniając towary. Akurat byli świadkami jak ktoś z wysokich schodów zrzuca żebraka, który złamał sobie na dole nogę ale nawet nie miał odwagi zakrzyczeć. Niektórzy podbiegli do niego by mu pomóc, inni wygrabili mu z ręki dwa miedziaki i żelazne stiletto, jednak, z tego co dane im było usłyszeć, został on wygoniony z targu. Chwilę potem zauważyli, iż jeden typ ludzi znacznie odróżniał się od innych. Byli oni zazwyczaj wysocy, choć nie zawsze, i nosili obszerne, czarne zbroje pokryte jeszcze ciemniejszymi szatami bądź pelerynami z kapturem. W ich ubiorach prawie wszystko było niemal stworzone do ukrywania się, prócz oczywiście fragmentów metalowych, to jest stalowych i platynowych, jednak i te starały się udawać zwykłe materiały i były mocno starte i zmatowiałe. Większość z tych ludzi nosiła w pasie zestaw sztyletów, niektórzy zaś mieli w rękach ciężkie buławy bądź topory, jeden dzierżył nawet flamberga, zaś ostatni, który miał za chwilę podążyć ku nim, oparł na ramieniu kafar, niemalże większy od niego samego. Podszedł on do nich z trójką innych ciemnych typów o tej samej kacerskiej aparycji, chociaż byli nieco bardziej zgarbieni, wtedy zrozumieli, iż ci ludzie służyli komuś jako straż tego miejsca. Trójka z nich miała zakryte twarze maskami przypominającymi slaady, jednak najwyższy, ten, który pierwszy ku nim podążył, miał na głowie jedynie przepaskę na zbyt długie, także kruczoczarne, włosy. Jego srebrzyste oczy utkwiły w każdym z was przez moment, a wyraz twarzy przybrał nieco pozowany, zakłopotany wyraz.

- No proszę, czwórka krwawników typowych wyglądem dla Dzielnicy Niższej schodzi do Skarbcu Faroda... - Rzekł, w jego słowa posypały się liczne komentarze płynące w waszą stronę przez ludzi, którzy, niczym sępy, podążyli za strażnikami i otoczyli was przytykając w półokręgu do ściany. - Lepiej mi mówcie co was tu sprowadza... - Po tym tekście żebracy znów wygwizdali swoje poglądy na temat trepów i "powierzchniowców". - ...Starczy nam już nowego ścierwa proszącego o darmowy pokarm... - W tym momencie, wraz z groźnym wyrazem twarzy, nikt się nie odezwał i niektórzy nawet cofnęli w tył, w stronę biblioteczek, zostawiając was w spokoju, jednak nadal byliście otoczeni przez grupkę łachów oraz czwórkę, wyglądających na dość wytrenowanych, śmiałków...

*Określenie wymiarów obrazka nie było możliwe.*
Obrazek

Awatar użytkownika
Ghoster
Global Moderator
Posty:497
Rejestracja:sob paź 13, 2012 8:08 pm

śr lis 07, 2012 2:27 pm  

- Lena -

- Pilnuj swojego języka- dało się słyszeć niski kobiecy głos.
Z cienia starej chaty stojącej nieopodal wyszła wysoka smukła postać. Początkowo widać było jedynie kaptur i ciemny strój.
ale w miarę zbliżania się kobiety dało się dostrzec szczegóły. Czarne ubranie przypominało wyglądem to, w które odziane była banda śmiałków stojąca obok. Jedyną różnicę stanowiła jakość stroju, wysokie skórzane obuwie pozwalające na szybkie i ciche poruszanie się oraz kaptur zakrywający całą głowę. Sunęła w Waszą stronę.
Po paru ledwie dosłyszalnych krokach kobieta stanęła twarzą w twarz z wygadanym zbirem. Powolnym ruchem ściągnęła nakrycie głowy.
Można już było z łatwością zauważyć- to diabelstwo. Czerwone pazury i duże ciemne tęczówki, na dłoniach ślady błękitnych połyskujących łusek zdradzały jej pochodzenie.
Po krótkiej wymianie spojrzeń z mężczyzną *witającym* nowe twarze, diabelstwo zwróciło się do przybyszów.
- Wybaczcie śpiewkę mojego nieokrzesanego kolegi. Mam na imię Lena.- kobieta dyga lekko głową, wwiercając się wzrokiem w drużynę.
Tacy zawsze zwiastują problemy, albo stają się dobrym środkiem do łatwego brzdęku. Lenę bardzo nurtowało co czwórka tak różnych 'ludzi' robi w takim miejscu, zapomnianym przez większość Sigilijczyków, a być może zapomnianym i przez samą Panią. Dawno nie widziano tu czegoś takiego, a już na pewno żeby ktoś przyszedł z katakumb w jednym kawałku.
Tacy od razu łapią kosę w plecy albo stają się obiektem zainteresowania Ludzi.
Ludzie-z-Cienia, tak siebie nazywają. Ugrupowanie o charakterze czysto zarobkowym. Bez wyidealizowanych patetycznych praw i sformułowań. Nie daj się złapać, wykonaj zadanie, miej z tego zysk. Zadanie, heh. Czyste złodziejstwo w pięknej krasie, przyozdobione czarnymi szatami, błyszczącymi sztyletami, skórą i precyzją.
Tutaj każdy z nich węszy spisek, a nowi od razu stają się podejrzani, być może są tu aby podłapać jaką dobrą robotę.
Lena przyłożyła wskazujący palec do ust, smyrając je pazurskiem w geście zadumy. Charcząc coś cicho do siebie przeszła się dookoła przybyszów oglądając ich z każdej strony.
Na dłużej zatrzymała wzrok na kobiecie, mrużąc oczy przyjrzała jej się dokładniej. Można by odnieść wrażenie, że we wzroku Leny było coś w rodzaju fascynacji.
- Wyglądacie jakbyście musieli odpocząć - w końcu odezwała się tym nieco irytującym chrapliwym głosem, który brzmiał jakby ugrzęzł jej gdzieś w gardle i rozpaczliwie chciał wyjść ale nie mógł.
- Dam Wam leże, a wy mnie informacje kim wy właściwie, do kurwy nędzy, jesteście. Hę?
Obrazek

Awatar użytkownika
Ghoster
Global Moderator
Posty:497
Rejestracja:sob paź 13, 2012 8:08 pm

śr lis 07, 2012 2:28 pm  

*Określenie wymiarów obrazka nie było możliwe.*

*Określenie wymiarów obrazka nie było możliwe.*

Rozdział II
Za Dukata Brat Sprzeda Brata


Ubrany w czarną zbroję i togę krwawnik najeżył się ostro, grzmotnął potężnym obuchem o kamienną posadzkę, ta aż popękała w kilku miejscach, a następnie skierował spojrzenie na Lenę. Oparł się na wielkim trzonie młota, wyglądającym tak, jak gdyby służył nie do walki a do miażdżenia stworzeń nocy, po chwili rozglądnął się wokół i, nie widząc żadnych pobratymców tej kobiety, splunął za ramię i odezwał się do niej cicho.

- Taka wygadana? Patrzcie no, zobaczyła paru śmiałków i szuka łatwych trepów do oskubania. - Pod jego słowa odezwało się kilku żebraków z tyłu, ale jeden z jego kumpli, jeden z niższych, chociaż i tak wszyscy przewyższali Lenę o głowę, podniósł rękę na łacha a ten wspiął się ze strachu na jedną z wyższych półek. - Wy, Ludzie-z-Cienia, moglibyście czasem odpuścić. - Parsknął lekceważąco, a w jego głosie dało się wyczuć nutkę pogardy. W tym samym czasie odwrócił się na pięcie do czwórki przybyszów z wyższych partii Sigil i rzekł.

Gdzieś w katakumbach, gdzieś na dole w trupach,
Czekają na was kości, czaszki w kręgosłupach,
Co wam pomoże, słowa czy noże?
Ktoś wam za darmo czyste daje łoże,
Na słowo uwierzycie? Czy cenne wam jest życie?


Ten oto wiersz nie brzmiał w jego ustach ani śmiesznie, ani nawet dziwnie, za to było w jego treści coś niepokojącego, coś co sprawiało, że myśli powracały do katakumb, nie tych paru pomieszczeń, które akurat przyszło im dzisiaj zwiedzić, lecz do starych, zapomnianych krypt z wejściem i wyjściem prowadzącym tylko przez jeden portal. Nie zdążyli jednak do końca zastanowić się nad treścią cytatu, skądkolwiek by pochodził, a ubrany w czerń człowiek o czarnych włosach znów rozpoczął.

- Muszę was spytać. - Przybliżył się do nich, zupełnie lekceważąc przy tym obecność Leny. - Znaleźliście może jakieś... Kartki?

*Określenie wymiarów obrazka nie było możliwe.*
Obrazek

Awatar użytkownika
Ghoster
Global Moderator
Posty:497
Rejestracja:sob paź 13, 2012 8:08 pm

śr lis 07, 2012 2:28 pm  

- Noru -

Noru próbował się otrząsnąć po ostatnich przeżyciach. Nagle świat zaczął wirować tak szybko, że sam kaduk powoli tracił orientację w czasie i przestrzeni. Przymrużając oczy próbował rozejrzeć się po okolicy, zrozumieć swoje położenie i dostosować swój umysł do wydarzeń, które właśnie rozgrywały się wokół niego.


Nie mógł powstrzymać okropnego bólu głowy, czuł się tak jakby dzień wcześniej wypił kufel jakiegoś mocnego bełtu. Magia drżała jeszcze w nim po starciu z tępym małpoludem, nogi uginały się ze zmęczenia, miał wrażenie że Sigil kręci się mu pod stopami.
Gdy zobaczył zbliżające się diabelstwo powoli zaczął dochodzić do siebie. Kim my właściwie jesteśmy? Ha! Świetne pytanie... Grupą trepów, która stoczyła krwiożerczy pojedynek z orangutanem... ciekawe czy będą pisać o tym pieśni? - zastanawiał się Noru.
- Trafiliśmy tu przypadkiem.
Rozejrzał się po towarzyszach starając sobie przypomnieć jak mają na imię...
- Bela... Beladonna? - próbował przedstawić swoich towarzyszy, ale potwornie dokuczała mu głowa... jak oni mieli? Cięki... i Koniokrad? do diabła... - Nazywam się Noru, przynajmniej jeszcze do niedawna... Mieliśmy przygodę. Walczyliśmy z... potworem. Tęgim jak cholera. A teraz szu...
Przerwał mu bełkoczący krwawnik. Gdyby jego umysł był trochę bardziej pobudzony i przytomny pewnie odebrałby ostatni fragment pieśni jako groźbę, ale zupełnie to zignorował. Na słowo uwierzycie? Czy cenne wam jest życie? - bełkot zbira udającego poetę.
Noru przez chwilę myślał o jakie kartki może chodzić i czy od tego pytania zależy teraz czyjeś życie. Znudzony groźbami i pojedynkami słownymi z każdym nawijającym się pod nogi zbirem, odpowiedział wymijająco.
- Nie szukamy zwady, tylko zwiedzamy.
Ta odpowiedź wyraźnie nie spodobała się krwawnikowi. Zmarszczył czoło i rozejrzał się po towarzyszach, może szukając kolejnej błyskotliwej rymowanki? Diabelstwo to zignorowało.

Noru spojrzał jeszcze raz na kobietę kaduka. Z jednej strony miał przyjemne wrażenie, że to jedna z nielicznych osób w pobliżu, która nie chce wyrządzić im krzywdy, przynajmniej na razie, bo w końcu każda przeklęta istota w Wieloświecie ma swoją cenę. Noru niespecjalnie przejmował się słowami krwawnika. Złodziejaszków mogą bać się bogaci.
Nagle ból głowy ustał, diabelstwo zaczynało powoli wracać na ziemię.
- Oto moi towarzysze podróży - powiedział to trochę od niechcenia - Belanora, Cięty i Wiedz...
Kaduk trochę się speszył widząc kilku zbirów zmierzających w ich stronę. Ponownie nie udało mu się przedstawić wszystkich towarzyszy. Zwrócił się do Leny, lekko zdezorientowany.
- Nie znasz przypadkiem, tych - o tam? - Noru wskazał na grupkę krwawników, powoli zbliżających w ich stronę. Trep poeta drugi już raz uśmiechnął się w ten sam lekceważący sposób.
Obrazek

Awatar użytkownika
Ghoster
Global Moderator
Posty:497
Rejestracja:sob paź 13, 2012 8:08 pm

śr lis 07, 2012 2:29 pm  

- Laurel -

Podążając śladami towarzyszy Laurel zjechał niskim żlebem w dół, amortyzując lądowanie, a towarzyszyła mu przy tym niepokojąca lekko myśl o drodze w jedna stronę. Zraniona głowa piekła; delikatnie pomacał ranę czując na palcach wilgoć krwi. Zmęłł przekleństwo w zębach ściągając chustę z szyi i wylewając na nią odrobinę wody z bukłaka, po czym oczyszczając skaleczenie rozejrzał się po nowo odkrytym obszarze. Z żalem popatrzył na biblioteczne półki, tak wysokie, że aż ginące w mroku spowijającym wysoki strop, a których zawartość butwiała i rozsypywała się w proch. Kolejne miejsce zapomniane przez Panią i dabusy, ot co... Tyle, że zamieszkałe. Wzrok jego prześliznął się po żebrakach i zbieraczach, zatrzymując się na zbrojnych odzianych w czerń. A oto i gospodarze, pomyślał.
Zanim zdążył się zastanowić, przedstawiciel zbrojnych zaczął ich łajać, w czym przerwała mu jakaś obca dziewczyna; ta od razu zwróciła jego uwagę- miał słabość do bladawców. Noru rozpoczął jakąś mętną prezentację, pominąwszy go, i dopiero ten fakt sprawił, że Laurel zdecydował się zabrać głos
- Ani słowa o mnie, a tak się staram- Mruknął, spojrzawszy przeciągle na Noru, choć w jego tonie czaiła się nuta rozbawienia, po czym zwrócił się do obcej- Jam jest Laurel, a to moi towarzysze, Belanora, Noru i Cięty. Wdzięczniśmy za twą propozycje i z gościny chętnie na krótko skorzystamy... Nie sroż się jednak, pani, ale czy moglibyśmy poznać przyczynę Twojej szczodrości? Z zaufaniem u nas średnio, jestem pewny, że to rozumiesz, a nieczęsto w Klatce ktoś wyciąga do ciebie pomocna dłoń ot tak... Choć czasem się to zdarza...- Ostatnie zdanie dodaje ciszej, jakby do siebie.
Dziewczyna nie zdarzyła mu odpowiedzieć, gdyż do rozmowy włączył się jeden z obcych. Laurel słuchał chciwie. Krótka wymiana zdań sporo mu powiedziała, choć nawet mrugnięciem nie dał po sobie poznać żadnego zainteresowania tematem. Już wcześniej, gdy zbrojny nadmienił coś o 'Skarbcu Faroda', Laurel wspomniał stara legendę o bogaczu, który został zbieraczem i odkrył jedną z owych zapomnianych i porzuconych dzielnic, czy też ulic, a miano jego było Farod. 'Ludzie-Z-Cienia' włącznie z ich tajemniczą kryjówką, kolejna wzmianka i kolejna legenda wyrastająca jak spod trawy. Elementy układanki zaczynały do siebie pasować. Niebezpieczna wiedza, lepiej trzymać jęzor za zębami, przeleciało mu przez głowę. Nie tak jak ten kłapiący jadaczką trep- Tu spojrzał na zbrojnego z młotem- Więc nie są z jednej bandy... To kim on jest? Umorerem? Jak oni niby przetrwali, szczekając przy obcych o tajemnicach? Z drugiej strony, bystrzacha chyba by nie robił przy drzwiach za ciecia w otoczeniu żebraków...
Z rozmyślań wyrwał go dziwny wiersz, którym zaskoczył ich zbrojny. Dokładnie o tym samym pomyślałem- Zastanowił się Laurel patrząc na niego- Może to jednak nie taki osioł jak na pierwszy rzut oka? Coś tu się dzieje... Chyba się zbliżamy...
W tym momencie obcy zbliżył się do nich nieco i ciszej zapytał o 'kartki'. W głowie Laurela zagrał triumfalny marsz; A jednak! Jesteśmy na dobrej drodze..!
- Zabawne, że o to pytasz- Zwrócił się do obcego patrząc mu spokojnie w oczy- Nie jesteś bowiem pierwszy... Domyślasz się, rzecz jasna, że nie łazimy po katakumbach dla zabawy, mamy kilka dupereli do załatwienia tu i tam, jednakże 'kartki'? Napotkaliśmy już jakiegoś nekromantę i kilku zbrojnych, i wszyscy oni szukają jakiś kartek czy też ksiąg... Wygląda to na większą sprawę, a gdzie sprawy są duże, dużo brzęku się sypie- Konfabulował dalej- Być może mielibyście dla nas jakieś dodatkowe zajęcie, panie? Nie wzgardzimy szansą zarobku... Może moglibyśmy pomóc wam z tymi 'kartkami'? Za waszym pozwoleniem chcielibyśmy tu chwile odpocząć... Przemyślcie moją propozycję, panie.- Skłania lekko głowę, po czym półgębkiem mruczy do przypatrującego mu się nieco ironicznie Wiedzokrada- Trochę kultury w stosunku do gospodarzy nie zawadzi- Wyjaśnia, następnie zaś, głośniej, zwraca się do bladego diabelstwa w czerni- Prowadź do swego schronienia, pani. Jeszcze tylko, jeżeli mogę zapytać, jakie twe miano..?
Obrazek

Awatar użytkownika
Ghoster
Global Moderator
Posty:497
Rejestracja:sob paź 13, 2012 8:08 pm

śr lis 07, 2012 2:29 pm  

- Lena -

- Knebel! - warknęła Lena tak, że małe kropelki śliny malowniczo wystrzeliły prosto w twarz przemądrzałego gościa z młotem. Zupełnie ignorując to, co mężczyzna miałby jeszcze do powiedzenia stanęła do niego plecami chrypiąc cicho "Nie będziesz mi tu *nowych* odstraszał!". Nie było sensu rozmawiać z nimi, złodziejskie menele, które szukają tylko zwady-dobrze takich tu znano. Dalsze próby przekrzykiwania mogłyby skończyć się krwawą jatką na środku ulicy, a tego Lena nie chciała.
Obserwując dalszy rozwój sytuacji oraz uważnie słuchając co przybysze mają do powiedzenia kalkulowała sobie wszystko w głowie. Do momentu gdy padło jedno magiczne słowo: "kartki".
No i jasne! Że też od razu na to nie wpadłam. Co banda takich odmieńców mogłaby tu innego robić...

Lena uznała, że najbardziej kumatym z całej tej watahy będzie dziwny tajemniczy facet, co nazywa siebie Laurel.
- Jestem przekonana, że coś wam tu nie pasuje. Za dużo wam oferuję i takie tam inne standardowe śpiewki o braku zaufania, ale w aktualnej sytuacji nie macie chyba innego wyjścia niż choć trochę mi zaufać i skorzystać z mojej oferty - kobieta zmrużyła wzrok bacznie obserwując reakcje - Zapraszam was do mnie pod warunkiem, że dowiem się co tu robicie, kim jesteście i czego szukacie. Opatrzę wasze rany, zjecie i odpoczniecie a potem porozmawiamy. Pasuje?
Nie była do końca pewna czy można ich wpuścić do domu, ale w końcu była jednym z Ludzi. Gdyby coś jej się stało, przybysze prawdopodobnie wsiąknęliby w jej dywan, a raczej posoka która z nich by pozostała.
Księga... Oni coś wiedzą.
Obrazek

Awatar użytkownika
Ghoster
Global Moderator
Posty:497
Rejestracja:sob paź 13, 2012 8:08 pm

śr lis 07, 2012 2:30 pm  

*Określenie wymiarów obrazka nie było możliwe.*

- Laurel = Wiedzokrad = Noru = Lena -

Ciemny krwawnik odstąpił z warknięciem i wrócił wraz ze swą grupką śmiałków do obchodu skarbca. Skarbca Faroda, oczywiście, bo z faktycznym skarbcem nie miało to miejsce absolutnie nic wspólnego; dookoła walały się jedynie śmieci, zarówno te martwe jak i chodzące i gadające, to jest trepy. Dopiero po dłużej chwili można było zauważyć, że ta garstka ludzi widoczna z kamiennego balkonu z przejściem na drewnianą konstrukcję była wszystkim co zamieszkiwało to brudne, zapomniane przez dabusy miejsce. A mężczyźni ubrani w ciemne pancerze, babilon tego grobowca nawiasem mówiąc, stanowili dość sporą grupę, która, przynajmniej na pierwszy rzut oka, trzymała to miejsce w ryzach. Dotarli tam, czy to z chęci wzbogacenia się, w celu doskonalenia swej wiedzy czy to po prostu z nudów; każdy z nich zastanawiał się tylko czym mogą być te nad wyraz tajemnicze kartki o których wszyscy wspominają. I księga, która, jakimś dziwnym trafem, zapadła im w pamięci i wywierciła sobie ciepłe, przytulne łoże w mózgoczaszce każdego z nich... Niemniej teraz była jeszcze ona. Lena, bo tak się zwało to białowłose diablę, była kolejną to już personą, która miała zamiar się czegoś o tym wszystkim dowiedzieć. A teraz uśmiechnął się do niej los; oto bowiem stało przed nią czterech śmiałków, którzy samym swym wyglądem udowadniali, iż faktycznie mogą jej w tym... "Pomóc".

- Pasuje. - Odrzekł Laurel, widząc, iż to głównie na niego spogląda nowopoznana dziewoja, zapewne widząc w nim jakiegoś rodzaju samozwańczego lidera owej grupy.

I szli. Mijali drewniane mosty i walące się pod ciężarem gruzu konstrukcje, by za chwilę wkroczyć w coraz to kolejne i poznać, iż Skarbiec Faroda tylko z góry wydawał się tak mały; w rzeczywistości pod tępą strukturą rozciągały się szeregi malutkich chatek zrobionych ze wszystkich dostępnych materiałów pod ręką, co zauważyli schodząc z najniższej rampy i mijając przy tym niezwykle wypustoszałą część tej "osady", to jest plac. Okrążyli kilka kolumn i podpór, które podtrzymywały całą tą budowlę, aż w końcu Lena, prędko i gładko frunąca wręcz w stronę domu, zatrzymała się przy jego drzwiach. Zapukała trzy razy. I znów. Po chwili ze środka dotarł do niej głos, być może męski alt, jednak tak niemrawy i niewyraźny, iż nikt z przybyłej czwórki nie mógłby nawet dosłownie powiedzieć, czy to co usłyszeli to były słowa, i czy w ogóle wydawała je jakaś istota a nie rzecz. Lena szarpnęła wreszcie za klamkę i wkroczyła do środka, nakazując palcem wejść wraz z nią, przy okazji dokładnie lustrując raz jeszcze każde z nich. Chatka była dość niewielkich rozmiarów, jednak wystarczających, by pomieścić w sobie mały salon oraz ściany, za którymi kryły się dwa pokoje i ktoś jeszcze. Lena zagwizdała cicho wspominając coś tudzież o gościach, a zza przepierzenia wylazła przedziwna kreatura.

*Określenie wymiarów obrazka nie było możliwe.*

- K-kooogo ty tu Znów prźyprowaaadźasź? - Wyrżała wtem istota. Był to szczurołak, i to jeden z najbardziej zgarbionych i brzydkich jakie dane było im w swych żywotach ujrzeć. Siedział w cieniu nieoświetlonego pomieszczenia, przez co nie widać było nic innego prócz jego pyska. I o ile sierść jego brudna nie była, bo tak po prawdzie prawie jej nie miał, o tyle jego skóra była zmatwiała, pomarszczona i nawet miejscami zwisała, co dopełniało tego nad wyraz turpistycznego pokazu żywej sztuki. - Źnów włócźyłaś śię gdźeś daleeeko i zapraaasźasź mi tu jakie łachy i śkuuurle! - Sepleniła bestia na Lenę.

- Cicho siedź, podobno coś wiedzą o... - Tu jej głos ustał, chociaż wszyscy dobrze wiedzieli o czym mówili. Szczurołak przestał węszyć, czym był zresztą zajęty cały czas, bowiem wąchał ściany, sufit, podłogę i własne łapy, i wreszcie spojrzał dość "przytomnym" wzrokiem na diabelstwo.

- Źe niby oooni? - Wyszczerzył białe jak mleko zęby i podszedł powoli do czwórki gości, wynurząjąc się tym samym z cienia. Szczurołak ten, w przeciwieństwie do innych jakie dane im było zobaczyć, nie był dobrze zbudowanym, silnym stworzeniem, ten tutaj prezentował się raczej ciamajdowato i ospale, a jego zachowanie wzbudzało w nich jakiegoś rodzaju odrazę, chociaż sami nie wiedzieli z jakiego powodu. Miał on na sobie... Cóż, tylko i wyłącznie szarfę oplecioną wzdłuż pasa, przez co jego przyrodzenie można było bez problemu zobaczyć. Nie zdawał się jednak wstydzić, gdy Lena poprosiła ich by usiedli wokół stołu, ten natychmiast zaczął węszyć przybyłych przeciskając się między nimi, ścianami a nogami stołu. Było od niego czuć niezwykle niecodzienną mieszanką spalenizny z pomarańczą, co tylko pogłębiło uczucie dyskomfortu, jakie malowało się na ich twarzach. - Smuk jeśtem. - Podał każdemu rękę, a ci odwzajemnili uścisk, czego zaraz wszyscy pożałowali, gdy smród spalenizny i pomarańczy przetoczył się przed ich skórę i już tak został. Gdy Lena usiadła do stołu wraz z innymi, szczurołak wgryzł się w stół swoimi nad wyraz wielkimi siekaczami i zaczął namiętnie skrobać drzazgi szkliwem. I tak skrobał...

- Tak więc... - Rzekło diabelstwo. - Zacznijmy może od początku, jak wasze godności?

*Określenie wymiarów obrazka nie było możliwe.*
Obrazek

Awatar użytkownika
Ghoster
Global Moderator
Posty:497
Rejestracja:sob paź 13, 2012 8:08 pm

śr lis 07, 2012 2:30 pm  

- Laurel -

Laurel usiadł tak, żeby mieć przynajmniej jedno z nowopoznanych w zasięgu miecza, a od drugiego byc oddzielonym blatem stołu. Siadając, wciąż jeszcze zaintrygowany zapachem spalenizny i pomarańczy, który całkiem mu się spodobał, zwrócił się uprzejmie do Smuka
- Ma pan piękne zęby- Rzucił jakby od niechcenia; w rzeczywistości jednak, wspominając żółte, poszczerbione zębiska spotykanych dotąd szczurołaków, był autentycznie zafascynowany ich śnieżną bielą. Lśnią niemal hipnotycznym blaskiem, odcinając się od otaczającego ich burego brudu, kontrast ów zaś w połączeniu z wynędzniałym cielskiem likantropa dopełniał niesamowitego wrażenia, jakie sprawiały. Szczurołak nie dał po sobie poznać, czy wziął komplement za dobrą monetę.
Kiedy kto zechciał, ten zasiadł, mężczyzna zwrócił się do diabelstwa
- Raz jużem ci podał swa godność, pani- Stwierdził z uśmiechem- a niezwykłem kłapać jadaczką po próżnicy. Rzeknę raz jeszcze, jestem Laurel, Laurel Odrodzony, podróżnik i filozof, hahaha! Zwracaj się do mnie po imieniu, proszę; reszta niech sie sama przedstawi. A teraz pozwól mi p o n o w i ć moje pytanie o twoje miano? I przy okazji, o co chodzi z tymi czarnymi na zewnątrz? Nie wyglądacie mi na jedną bandę, ale gadasz z nimi co najmniej jak z równymi... Czyj to teren?
Mówiąc to, w międzyczasie wydobył gdzieś z głębi saronga małe drewniane pudełeczko, i nabrawszy na palce nieco mętnej, żółtawej mazi, nałożył ją na skaleczenie. Wokół rozszedł się smród starego moczu, na który reszta towarzystwa przy stole zareagowała raczej niewielkim entuzjazmem, ale Laurel nie zwrócił na to uwagi- odparowana krowia uryna powstrzymywała każde zakażenie. Tu i tak wszystko śmierdziało. Na krótką chwilę pozwolił sobie na myśl o zaparowanym wnętrzu łaźni w Gmachu...
Obrazek

Awatar użytkownika
Ghoster
Global Moderator
Posty:497
Rejestracja:sob paź 13, 2012 8:08 pm

śr lis 07, 2012 2:32 pm  

*Określenie wymiarów obrazka nie było możliwe.*

- Laurel = Wiedzokrad = Noru = Lena -

...A szczurołak wciąż skrobał. Diabelstwo przedstawiła się jako Lena, po czym reszta świty także raz rzekła swe imiona, by dać jej dobrze utrwalić ich, jakże oryginalne, brzmienie. Ot, weźmy takiego choćby Wiedzokrada - cóż mogła skrywać tak nietypowa gra słów? Cóż; w każdym bądź razie znajdowali się tam i rozmowa rozpoczynała się niejako niechętnie i podejrzliwie, niemniej z czasem wszyscy otworzyli się i zaczęli zgrabnie formować pytania li odpowiedzi. Wszyscy poza Smukiem, oczywiście, ten bowiem zajęty był skrobaniem stołu. Co chwila posuwał się naprzód ze swoim pokaźnym pyskiem, wbijał zębiszcza w drewniane obicie i skrobał i skrobał i skrobał... Tymczasem Lena, najwyraźniej jedna z przedstawicielek dwóch grup, jakie musiały prosperować we względnym konflikcie w Skarbcu Faroda, nie chciała w prosty i klarowny sposób wyjaśnić jak i z czym jest dokładnie zrzeszona w tym zapomnianym przez dabusy miejscu; rzekła ona jedynie z lekką nutką pogardy, iż nie winni oni wtykać nosa w sprawy, które ich choćby pośrednio nie dotyczą. Gdy jednak przyszło pytanie traktujące o tej drugiej grupie, tej, której przedstawicielem był najwyraźniej czarny krwawnik z kafarem, jej odpowiedź była nad wyraz chętniejsza, dokładniejsza i barwniejsza, niźli ta tycząca się drugiej strony – jej strony. Wyszło bowiem na jaw, iż Skarbiec Faroda jest w istocie pod kontrolą organizacji zwanej Mrokoćwiekiem. Mrokoćwiecy, aboim tak się oni samych siebie ochrzcili, stanowili dość spory procent ludności tej podziemnej osady, do której nie zapuszczało się zbyt wielu interesujących ludzi. Mrokoćwiek panował wręcz nad tym miejscem dość surową ręką, niemniej dając mimo to dużo swobody mieszkańcom. I tak - podczas gdy ten irytujący szczurołak wciąż *skrobał* - usłyszeli oni przydługawą historię o tym, jak to się stało, iż to miejsce nazwano "Skarbcem Faroda"...

O niedoszłym, rzekomym wybawionym,
co to mu się zmarło i stracił swój skarbiec.


Chciał żyć wiecznie, naprawdę chciał, albowiem usłyszał on, to jest stary Farod Glistokudły, iż po śmierci nie będzie czekać go zupełnie nic pięknego, a nieco bardziej konkretniej: wieczność w piekłach. Nie jednym czy w dwóch, a wszystkich dziewięciu warstwach Baator! No, może to lekka przesada, ale zasługiwał on *conajmniej* na wsze czasy na Avernusie, co już samo w sobie było karą nad wyraz wystarczającą. Ludzie nie powinni znać swojej przyszłości, nie powinni wiedzieć co ich czeka i starać się zapobiec naturalnemu biegowi zdarzeń, chyba jakoś tak to było, tak czy inaczej on chciał to zrobić, jak nabardziej z chęcią i zaparł się dość mocno, by swój cel osiągnąć. Trafił on na swojej drodze na człowieka bardzo nietypowego, takiego, co to nie posiadał imienia - imiona są wszak niebezpieczne - człowiek ten obiecał mu, iż nie spędzi wieczności w piekle, jeżeli tylko uda mu się znaleźć pewną rzecz. Byle błachostkę, ot, drobną błyskotkę wyglądającą jak jajko i pachnącą jak zgniłe jaja: Kulę z Brązu. Miał on ją znaleźć pod Sigil. Znaczy się nie aż w pod PodSigil, po prostu pod Sigil, gdzieś w zapomnianych katakumbach poniżej Ula. Niewielu to wie, lecz pod powierzchnią miasta, to jest wewnątrz torusa, także istnieje życie, niemniej nie w tym rzecz; Farod Glistokudły porzucił wszelki swój majątek, całe swoje bogactwo i spadek materialny tylko po to, by zagłębić się w podziemiach Klatki. Stworzył on całe miasto-mit, Zakopaną Wioskę, której to mieszkańcy trwali w szukaniu owej mistycznej Kuli z Brązu, co to miała uratować duszę nieszczęsnego Faroda. Tak oto stał się on królem zbieraczy, władcą odpadków, przeszukiwaczem gruzu, cesarzem szmat... Długo by wymieniać. Pewnego dnia, po długim, długim czasie, Faroda przywitała ta sama osoba co niegdyś przed laty, mowa tutaj naturalnie o tajemniczym, bezimiennym mężczyźnie, który obiecał mu spokój po śmierci. Przyniósł mu on ową Kulę z Brązu, jednak... Nie wiadomo co się z nią stało potem. Pewnego dnia Farod umarł, a jego królestwo odpadków zostało roztrwonione przez okoliczne szumowiny, Zakopana Wioska stała się podobno przystanią pewnej tajemniczej grupy Ludzi-z-Cienia, a dwór na którym rezydował onegnaj Farod przejęła tajemnicza królowa. Był jednak pewien sekret, o którym ona nie wiedziała. Jak powszechnie wiadomo, Sigil aż roi się od portali, są one nad, przed, za ludźmi, koło nich, czasem w nich, a już na pewno są one i *pod* nimi. W sali, w jakiej dane było żyć Farodowi, także znajdował się takowy portal, prowadzący głęboko, głęboko pod katakumby pod Zakopaną Wioską. Każdy portal potrzebuje także klucza, a nim była... Laska starca, króla śmieci, na której podpierał się by móc choćby kuśtykać. Portal bowiem, otwierany jego starą, sękatą laską, prowadził do skarbca, jego skarbca - Skarbca Faroda. Nikt nie wie co się tu pierwotnie znajdowało, jedni mówią, iż gromadził tutaj wszelkie księgi ze sfer studiując je w poszukiwaniu owej Kuli z Brązu, inni twierdzą, iż sale skarbca wypełnione były wszelkimi kulami na świecie jakie tylko udało mu się znaleźć. Wiadomo jedynie tyle, iż bezimienny znajomy Faroda otworzył jego Skarbiec, zrabował to, co starzec starał się ukryć przed światem i otworzył to miejsce dla miejscowych łachów z Zakopanej Wioski. Podobno portal ten nie został nigdy więcej otwarty, laska została zniszczona a mieszkańcy Skarbca Faroda znaleźli inne drogi doń prowadzące, tak czy inaczej mowa była o pewnych Ludziach-z-Cienia. Nigdy nie byli oni kimś, kto sprawowałby władzę nad tym miejscem, bowiem pierwszymi przybyszami, to jest tymi, którzy przyleźli tu gdy tylko otworzył się pierwszy portal, byli właśnie Mrokoćwiecy. Mrokoćwiek, jakkolwiek mrocznie bądź dźwięcznie (ćwiekcznie?) by to nie brzmiało, było pewnego rodzaju małą frakcją; nie wiadomo gdzie i kiedy powstała, lecz byli to wygnańcy, którzy nigdy więcej nie mogli zobaczyć powierzchni, przypuścili się bowiem zbrodni niemile widzianej przez Panią Bólu, a mówi się, że katakumby pod Sigil są przez nią zapomniane, tako i przez dabusy...

- Do ciężkiego skurla, przestań *skrobać*! - Wrzasnął ktoś na Smuka, gdy ten nie przestawał tak już od dwóch klepsydr.

- Psźeprasźam. – Wyprostował się nieco, po czym kontynuował. – Ale po jaaaką anielkę opowiaaadasź im o tych bźduuurach? Nikogo to nie obchooodźi, nie obchodźi nikoooogo... – Zamyślił się chwilę, podrapał po bezwłosych policzkach i zwrócił swe oblicze w kierunku Laurela. – A źęby mam właśne, dźiękuję. – Na twarzy człowieka pojawiło się zmieszanie, jednak zaraz ustąpiło, gdy Smuk kontynuował. – Gadaaałaś, źe coś oni wiedźą o kaaaartkaaach; chćę o tym pośłuchaaać jeśli łaśka! – To zdawało się być bardziej żądaniem, niźli prośbą.

*Określenie wymiarów obrazka nie było możliwe.*
Obrazek

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 1 gość