Strona 1 z 1

Wrażenia po zakończeniu [Spoiler]

: sob kwie 04, 2015 12:19 pm
autor: Darnath
Myślę, że nie ma sensu oznaczać tu wszystkiego spoilerem, po prostu ktoś kto czyta ten temat zdaje sobie z tego sprawę. Ale na wszelki wypadek.
Ten wątek to jeden wielki spoiler. Czytacie na własną odpowiedzialność!

-------

Ktoś przygodę ma już za sobą? Mnie trochę... rozczarowała. Gra jest świetna przez I oraz II akt (ten powiew nostalgii), ale III akt oraz epilog wydają się... pośpieszone? Zresztą Thaos
to chyba jeden ze słabszych antagonistów. Nie dość, że nie miałem szczególnej motywacji by się z nim mierzyć (w Tormencie niczego innego nie pragnąłem, ba, nawet Irenicus z Wrót Baldura dawał nam większe motywacje by go ścigać, wszak torturował naszych towarzyszy i prześladował nas w snach
). Zawodzi też trochę sposób w jaki możemy się z nim rozprawić, albo raczej jego brak. Po prostu.

Natomiast ten moment kluczowy i nasza rozmowa w epilogu jakoby wyjaśniająca, że bogowie tak naprawdę nie istnieją (acz być może jedynym był Eothas?) nie do końca mnie przekonała. Pytanie byłoby mocne, gdyby sama narracja w czasie rozgrywki dawała nam powody by wierzyć, że światem rządzą wyższe siły (coś więcej niż tylko dusze i magia). To wszystko jest jednak takie... rozwodnione.

In plus traktuję fakt, że zakończenie nie kazało nam wzorem starszych gier Infinity przedzierać się przez hordy wrogów i poziomów. Ot dość krótka fabularna przeprawa. Pod koniec czułem już zmęczenie materiału. Szkoda też, że akt III (po zamknięciu dostępu do Miasta Buntu) nie otwiera większej ilości zadań na świecie, a koncentruje się właściwie na kilku pozostałych obszarach.

Ostatecznie, jeżeli chodzi o samą grę - miała na pewno mnóstwo fantastycznych momentów i wątków, kilka ciekawie skonstruowanych zadań, piękne lokacje i kilku interesujących bohaterów niezależnych (Lady Webb, Zrozpaczona, Niezłomny, nawet polubiłem Edera); ale miała dla mnie też słabe momenty, jak epilog, zmarnowany potencjał z duszami, kilku odstających fabularnie towarzyszy (mnie nie przekonał ani Kana, ani Aloth, ani Pallegina).

Nie żałuję absolutnie czasu spędzonego, jestem tylko trochę zaskoczony nierównym poziomem. Poniekąd też wydaje mi się, że nasza ekscytacja tytułem wynika z tym czasem rozłąki (między ostatnimi grami Infinity, a teraz). Gdyby nie to, tak obiektywnie patrząc na warstwę fabularną - czuć rozczarowanie. Z drugiej strony, sam styl wizualny i to jak ta gra wygląda i jak się w nią gra - cudo. Jak mogli nas pozbawić takiej rozgrywki na tyle lat!

Obsidian ma spore pole do popisu przy kontynuacji, na którą na pewno będę czekał ;)

Re: Wrażenia po zakończeniu [Spoiler]

: pn kwie 06, 2015 2:11 pm
autor: Ribald
Podobnie jak wyżej (SPOILERY)

Ukończyłem wczoraj, po 53 godzinach (aczkolwiek w międzyczasie stworzyłem nową postać, lepiej dostosowaną do mechaniki) na normalnym poziomie trudności. W drużynie mój woj, Eder, Aloth, Niezłomny, Zrozpaczona, Sagani, Itunaak, kot. Pozostałych zostawiam na drugie przejście magiem, nie dotknąłem też Ścieżek, woląc je odwiedzić z Kaną.

Refleksji mam bardzo dużo, ale muszę się jakoś ograniczać. Do gry podchodziłem z bezgranicznym entuzjazmem i nie zgasł on we mnie do końca. Być może gdyby podobnych produkcji powstało w ostatnich latach więcej i mielibyśmy punkty odniesienia (zobaczymy jak wyjdzie Torment), to mój krytycyzm byłby większy, ale tak... od momentu tworzenia postaci czułem się jak dziecko, które trafiło do fabryki cukierków :) Kapitalna, dojrzała w wielu wymiarach gra której oczekiwałem i cholernie się cieszę, że się nie zawiodłem.

+ świat - twórcy mnie kupili. Realistyczny (czasem do bólu), barwny, zapełniony ciekawymi postaciami i zdarzeniami. Zmieniający się w zależności od poczynań gracza (duchy członków drużyny, którą wcześniej zaszlachtowaliśmy siedzące w karczmie!). Bardzo dobry system reputacji i wynikających z nich zależności. No i nie można być przyjacielem wszystkich
+ zadania poboczne - w przeważającej większości naprawdę niebanalne, interesujące, często zmuszające do myślenia i niełatwych wyborów, które czasem niosą ze sobą zaskakujące rezultaty
+ główny wątek - mimo pewnego zapętlenia i tego, że nie do końca mam przekonanie, że wszystko było spójne. Ale jednak sama historia była interesująca, a wątek w Teir Evron był wg mnie na poziomie Tormenta (starego). Fakt, że Thaos jako taki nie wzbudzał może strasznych emocji (mimo dość interesującego wątku retrospekcji), ale sam dylemat związany z bogami/niebogami jak najbardziej godny. No i wart uwagi wybór dokonywany na koniec (a właściwie dwa wybory).
+ adaptacja klasycznych baldurowo-tormentowo-icewindowych (można jeszcze Lionheart dodać) rozwiązań, ale przy tym uzupełnianie i wzbogacanie ich. Fajny model odpoczynku, możliwość zmiany tempa gry, zbieranie wszystkich łupów naraz, zaklinanie (!!!), rzemiosło
+ nie jestem szczególnie zainteresowany mechaniką w grach i analizowaniem cyferek, ale muszę przyznać, że tu zostało to zrobione z dużą dbałością o szczegóły i po prostu z sensem
+ sposób zdobywania doświadczenia - jak najbardziej przypadł mi do gustu, a narzekań pt. "nie ma exp. za potwory" nie rozumiem, bo relatywnie niewiele było potworków, względem których liczba zabitych osobników mocno przekroczyła tę premiowaną w bestiariuszu
+ towarzysze - każdy ze swoją historią, nie będę oryginalny mówiąc, że najciekawsi Zrozpaczona i Niezłomny, ale pozostali niewiele im ustępowali
+ szczegóły, szczególiki - np. to, że po spędzeniu miło czasu z najlepszą panienką w Zatoce Buntu dostawało się wydatny bonus do statystyk :D
+ grafika, muzyka, dźwięk

+/- historie z "wejrzenia w duszę" - co do zasady były naprawdę dobrze napisane, tyle że później trochę już szkoda mi było czasu, żeby je czytać, skoro były oderwane od przygód bohatera
+/- warownia - niewykorzystany pomysł niestety :( Szkoda, że nie zrobili czegoś podobnego jak przy twierdzach gracza w BG2, bo tak to można było odczuwać tylko estetyczną satysfakcję z rozbudowania całości (nie liczę świetnych zleceń z Gajówki)

- szczegóły - np. brak możliwości stawianie własnych znaczników na mapie; dziwię się, że tego nie dodali, bo, zwłaszcza przy pierwszym przechodzeniu, by się przydało
- pewne niekonsekwencje - np. dowiedziałem się, że nie mogę być sojusznikiem Rycerzy Tygla ze względu na moje konszachty z Dwunastką, podczas gdy chwilę wcześniej zaszlachtowałem opodal ekipę tejże Dwunastki. Co potem nie przeszkodziło, żebym był w ich delegacji na proces :P
- szkoda, że nie było większej reaktywności ze względu na rasę, choć rozumiem to tak, że w świecie Eory w większym stopniu liczy się pochodzenie, a poszczególne obszary są rasowo wymieszane

Wracając jeszcze do wątku głównego - liczę na rozwinięcie i wyjaśnienie pewnych kwestii w dodatku. Zwłaszcza związanych z Eothasem, Wojną Świętego itp. Zdecydowanie mam ochotę zanurzyć się w ten setting głębiej :)

Re: Wrażenia po zakończeniu [Spoiler]

: wt kwie 21, 2015 11:22 pm
autor: Gorn
Ok, gra ukończona kilka dni temu, to też się zdobędę na kilka słów podsumowania od siebie.
Licznik wbudowany w grę pokazuje prawie idealnie 70h - to dużo, ale zrobiłem praktycznie wszystko co się dało, nawet książek połowę przeczytałem rzetelnie ;)

Na samą grę się nie nastawiałem jakoś mocno, usłyszałem o niej przy okazji nieco, wygrzebując wszystkie informacje które się dało o nowym Tormencie i trafiając na Grimuar ;) Nie miałem wielkich oczekiwań, bo znacznie bardziej ekscytujący była dla mnie zapowiedź "nowego Tormenta", niż "nowego Baldura", ten drugi nigdy nie był dla mnie jakimś arcydziełem czy grą w ścisłej czołówce ulubionych tytułów. Czekałem na PoE i czytałem newsy, ale raczej jako na przystawkę przed Numenerą.

W ekscytację wpadłem dopiero w ostatnich miesiącach przed premierą, absolutnie kupili mnie pomysłem na setting, prześlicznymi screenami i kilkoma innymi rzeczami, oglądałem te długaśne gameplaye, kupiłem pre-order, zachwycałem się różnymi szczegółami. ogólnie mówiąc dałem się porwać.
I jeśli chodzi o wstępne oczekiwania to gra je znacznie przewyższyła, jeśli chodzi o oczekiwania tuż przed premierą - lekki zawód.

Ale tylko lekki. Gra ma tak naprawdę wszystko czego potrzeba do szczęścia.
Jest bardzo interesujacy setting, korzystający oczywiście z klasyki fantasy, ale w całkiem świeży sposób. Są interesujące, dobrze napisane i długaśne dialogi. Jest dobrze rozpisana mechanika, zrobiona nowocześnie i moim zdaniem optymalnie - skomplikowana, ale nie zanadto, dająca satysfakcję z grzebania się w statystykach, ale nie zakopana pod setkami tabelek i pojęć. Jest kilka rzeczy budzących zdziwienie - czym do diabła jest niby Moc, ale po prostu dobrze to jest wszystko zgrane.
Jest sporo walki i to walki zajmującej, satysfakcjonującej, taktycznej. Ogółem daje dużo radości i w moich oczach bije bezlitośnie stare dwuwymiaroweg cRPGi.
Jest klimat wprost wylewający się z monitora - muzyka, grafika, projekty, dialogi wszystko tu perfekcyjnie się splata.
Jest bardzo interesująca fabuła, która niestety w kilku miejscach lekko łapie zadyszkę, ale już końcówka jest wg mnie fenomenalna.
Są dobrze napisani towarzysze.
Audio w moim odczuciu było idealne - muzyka w tle albo była niezauważalna, albo się pozytywnie wyróżniała, udźwiękowienie super, voice acting kiedy był - to samo.
No i gra była zwyczajnie śliczna, poza momentami, w którym człowiek chciał obejrzeć model postaci na przybliżeniu.

Tak więc wszystkie podstawowe elementy zagrały świetnie, ale jest kilka szczegółów wyraźnie wyróżniających się na plus i jest kilka małych rozczarowań.

Plusy:
+konstrukcja questów, za większością stoi ciekawa historia, mnóstwo nieoczywistych wyborów, ogólnie zawsze wiesz co i gdzie trzeba dalej zrobić, bo zwyczajnie się tym interesujesz
+Zrozpaczona Matka, wspaniale skonstruowany kompan
+setting; adra, wędrówka dusz, "bogowie", dzicy pilnujący starożytnych ruin, do tego broń palna, rewelacja
+fabuła, zwłaszcza kilka ich momentów, a końcówka szczególnie interesująca - gra pod koniec dryfuje w stronę Tormenta bardziej, niż Baldura
+dialogi, ten tormentowy pomysł na didaskalia to strzał w dziesiątkę
+crafting, zwłaszcza zaklinanie przedmiotów - proste i dużo z tym radochy
+papierowe wstawki, to jest dopiero świetny, klimatyczny pomysł, choć ciut zbyt mało wykorzystany
+epilog
+większość towarzyszy, a przynajmniej ich ogólna konstrukcja
+dojrzała tematyka, dialogi, zadania - i to nie w Wiedźminowski swojski sposób, ale po prostu - produkt skierowany do dojrzałych graczy, ale nie stawiający sobie za cel brutalności, wulgarności, czy skandalizowanie.
+śliczne, cudowne tła

Mieszane uczucia:

+/- Twierdza - cieszyłem się, że jest, na początku dostarczała sporo radości i ogólnie twierdzę (^^), że to naprawdę fajny pomysł, ale, cholera, prawie zupełnie nie wykorzystany. A szczerze mówiąc, uważam, że nie wiele trzeba było zrobić, żeby znaczenie to ulepszyć. Dla przykładu: odrobina osobowości dla strażników (już nie mówię o dialogach, ale niech każdy ma chociaż ze dwie indywidualne odzywki), kilka prostych dialogów z gośćmi, może jakiś krótki quest, handlarze ze szczątkową osobowością, jakieś questy dla nich w celu rozbudowania ich asortymentu - przecież oni byli w 100% zbędni, żaden nic nie wnosił, ani dobrego towaru, ani klimatu, kilku npc z jakimiś krótkimi questami, dialogami, może jakieś plany budynku jako nagroda za zrobienie czegoś w grze (np kuźnia Rycerzy Tygla za dołączenia do ich frakcji i tym podobne). Te randomowe questy dla towarzyszy spoza drużyny - niech każdy miałby 3 linijki opisu, jakiś tytuł i - dajmy na to - opierał się na jakimś współczynniku i prostym rzucie kostką. Przykładowo "W wiosce X porwano dziecko bogatego rodu, potrzebny ktoś do przekonania/skutecznego zlikwidowania porywaczy" i wysyłamy kogoś z wysoką Stanowczością albo Mocą, pojedynczy rzut kostką i quest udaje się bądź nie.
Kilka prostych zmian, opierających się praktycznie wyłącznie na dodatkowych linijkach dialogowych bądź opisie - a zmiany ogromne, jeśli chodzi o klimatyczność Twierdzy i chęć wracania do niej i robienia z nią czegokolwiek. Zamiast nudnego mechanicznego klikania, coś fabularnie zabarwionego. Podejrzewam, że wszystkie zaproponowane przeze mnie zmiany, to mniej roboty niż zrobienie pojedynczego potworka w grze. Zwłaszcza, że dali aż 16 małych questów od leśniczego, gdyby była ich połowa, a za to 8 questów od różnych npc w twierdzy - już by było fajniej.

+/- Towarzysze - o ile ogólnie bardzo podobały mi się i dialogi i questy większości, ogólne koncepcje, głosy i historie - o tyle np Ptasia Paladynka to niestety mała porażka, quest minutowy, żadna historia za nią nie stała, żadnych tajemnic, żadnych nowych dialogów, w ogóle się prawie nie odzywała, ba, nawet w końcowym rozdziale były jej kwestie nieudźwiękowione w 90%, podczas gdy każdego innego towarzysza praktycznie każda kwestia tam miała głos podłożony. Jakiś taki brak wykończenia, choć sama koncepcja mi się podobała no i żarty Edera i Hiraviasa z niej super sprawa.
To raz, a dwa - jednak zabrakło czegoś w tych relacjach z towarzyszami. Względnie rzadko się odzywali, połowa z nich nie miała żadnej nowego opcji dialogowej poza początkowymi i ściśle zwiazanymi z ich questem, bardzo rzadko rozmawiali ze sobą "w tle" - zdarzała mi się kilugodzinne sesje z grą bez żadnego ich komentarza. W dialogach przeważnie się nie udzielali, albo tylko rzucali luźne uwagi. Dało się to znacznie bardziej pogłębić i ulepszyć - znowu dość tanim kosztem kolejnych linii dialogowych. Duże przy tym były dysproporcje, bo ilość ścieżek dialogowych Niezłomnego czy Matki wielokrotnie przekraczał np Alotha. No i praktycznie tylko Kana regularnie się odzywał i komentował otoczenie i bieżące wypadki.

+/- System reputacji, opcje dialogowe związane z rasą i klasą, skutki naszych wyborów
To w zarysie było super, ale na zarysach się skończyło. Przez całe 70h nie odczułem ani przez moment, że moja kreacja postaci, czy reputacja ma jakiekolwiek REALNE znaczenie. No, raz - żeby pociągnąć wątek Edera trzeba było nabić wysoką reputacje. Niech chociaż raz ktokolwiek mi odmówi sprzedaży towarów, bo Boscy śmierci odstraszają klientów, niech chociaż raz odmówi mi dania questa, bo jestem zawszonym orlaninem, albo źle o mnie mówią ludzie w wiosce, albo jestem zbyt uczciwy by zlecać mi kradzież. To tylko taki ledwie zarysowany bajer niestety, a dało, dało się wyciągnąć więcej.

+/- Lochy Od Nua - tu niestety z dużej chmury co najwyżej średni deszcz. Chwalenie się 15 poziomami lochu, gdzie może połowa z nich to były rozbudowane lokacje, a reszta to np puste poziomy z bossem, albo z jednym dialogiem, albo z jedną wielką salą, z niczym ciekawym. No i kurde, tak jak pamiętam lochy z BG, albo IWD - dało się tam upchnąć tyle ciekawostek, zagadek, małych zadań, klimatycznych wstawek, sekretów... Ogólnie za małe lokacje, za mało questów, te które były króciutkie albo ultra sztampowe (zbierz części miecza - serio? niech by chociaż gadał, pliska), żadnej sensownej zagadki, żadnych ukrytych treści. Łeh.
Przynajmniej ostatni boss był hardcorowy - znalazłem na niego szczwany sposób (przede wszystkim zgodzić się na zadanie,a dopiero później z nim walczyć - to dawało szansę na sensowne rozstawienie drużyny), ale i tak ze 20 razy podchodziłem.

I wreszcie wady:

- Ekrany ładowania. Coś czuję, że na te 70 h zebrało się kilka godzin wpatrywania się w "Wczytywanie...". Wyskakiwały co chwilę i trwały długo. Policzyłem, że żeby w Twierdzy się przespać i zebrać gadżety ze skarbca, trzeba było obejrzeć 8 razy ekran ładowania. Nie mówiąc już o wczytywaniu sejwów - teraz to usprawnili, ale to wciąż długaśne.

- Bugi - choć szczerze powiem, że gra była zaskakująco dopracowana i ani razu mnie nie wysypało i 99% gry było bezproblemowo. Ale za to jak coś się zepsuło, to dostałem w twarz fabularnymi spoilerami: Sagani ze dwa razy i ktoś jeszcze z drużyny gadali ze mną o Thaosie, mimo, że jeszcze nie znałem tego imienia i w dalszej części gry Niezłomny zaczął ze mną gadać o roli Magrany w planie Woediki i spekulacjach na temat czym właściwie była inwacja Eothasa. A to w żadne sposób nie wynikało z tego co wiedziałem z dotychczasowych dialogów. Brzydkie i frustrujące! No i do tego raz jedna postać mi się zaklinowała na jednym z poziomów Od Nuy za ukrytą ścianą i nie dało rady jej wyjąć w żaden sposób. Godzina czyszczenia całego poziomu w plecy.

- Źle rozłożony poziom trudności. Oczywiście, może się mądrzę, a grałem raptem na normalnym, ale mi chodzi tylko o proporcje. Tak do połowy gry każda potyczka była mniejszym, lub większym, ale jednak wyzwaniem. Człowiek kombinował, łykał miksturki, szukał dobrej taktyki, pauzował co kilka chwil. A druga połowa to stopniowo coraz łatwiejsza i łatwiejsza walka, coraz mniej angażująca. Po co wysilać się z czarami a atutami, jak drużyna na autopilocie radziła sobie praktycznie ze wszystkim, bez większych strat. Ostatniego bossa łyknąłem na raz, smoka Hylei też. Tylko Władczyni Podziemi była realnym wyzwaniem.
I nie mówię tu o skalowaniu poziomu potworków do drużyny - przecież robiłem wszystko po kolei, jak Bóg przykazał. Wypadałoby, żeby walki z niższych poziomów Od Nuy, czy ostatnich lokacji w grze były odpowiednio trudne także dla odpicowanej drużyny.

- Ograniczenie levelowania - i nie mówię tu o samej idei, tylko o wykonaniu. Zaraz po przybiciu do Wiązów miałem już maksymalny level całej drużyny. Czemu? Po co? Nie ruszyłem nawet drugiej połowy Od Nuy, nie pokończyłem questów towarzyszy. Nie wiem czemu to służyło kompletnie, a jednak odbierało trochę frajdy z pdków i np ostatnie zlecenia z gajówki robiłem już raczej z poczucia obowiązku, bo po co, skoro nic się z tym nie wiązało - ani nie były wymagające, ani nie dawały punkcików, ani nie były związane z ciekawymi historiami.

Ogólnie próbując ocenić jakoś grę wahałem, się między 8 a 9, bo mimo wszystkich niedociągnięć, gra była wciągająca, frapująca i dostarczyła masę przyjemności. Wybitne zakończenie przeważyło, że daje te 9-.
Niecierpliwie czekam na rozszerzenie i sequel z przekonaniem, że ta gra, czy seria ma potencjał na wybitność, a póki co jest tylko świetnie łamane przez rewelacyjnie ^^


***
Rozpisałem się strasznie, ale coś musi robić człowiek na studiach, który powinien właśnie kuć do kolokwiów.
Jeszcze taka moja ogólna uwaga: często się mówi o jakimś BG3, a ja tego tak w ogóle nie widzę. Oczywiście, jest mega dużo mniejszych czy większych nawiązań, od wyglądu interfejsu, po "przed wyruszeniem w drogę..." ale to są takie smaczki, a gra jest w 100% odrębną produkcją. Mechanika - na pierwszy rzut oka podobna, w końcowym rozrachunku przepełniona kompletnie innymi rozwiązaniami - co najlepsze, bardziej odpowiednimi dla gry komputerowej niż D&D. Konstrukcja świata, fabuły, klimat, nawet target (ludzie, którzy w Baldura zagrywali się w młodości, a więc już zdecydowanie dorośli) wszystko odrębne. Walka zrealizowana dużo lepiej, jest co robić zawsze każdą postacią, każda klasa jest ciekawa i potencjalnie potężna.
Powiem szczerze, choć kontrowersyjnie - mi się grało lepiej w Pillarsy, niż w drugiego Baldura. Jasne, w kilku aspektach PoE jest wyraźnie gorsze, ale w ogólnym zarysie jest bardziej grywalne i ciekawsze.
Ale to Tormenta dalej daleeeko ;)

Re: Wrażenia po zakończeniu [Spoiler]

: śr kwie 22, 2015 6:38 pm
autor: Ribald
Gorn pisze:Zwłaszcza, że dali aż 16 małych questów od leśniczego, gdyby była ich połowa, a za to 8 questów od różnych npc w twierdzy - już by było fajniej.
Heh, dzięki za tę informację, bo sam po zabiciu czterech pierwszych poszukiwanych i w obliczu braku nowej kwestii dialogowej z gajowym, nie wpadłem na to, że trzeba ponowić pytanie o nowe skalpy. Więc trzeba było na powrót zainstalować i pobiegać jeszcze po Jelenioborzu - fajne przedmioty mieli, a dwie ekipy sprawiły nawet, że musiałem sięgnąć po F8 ;) Bo przy drugim przejściu na trudnym raczej wszystko ginęło z marszu, zwłaszcza po opanowaniu przez Zrozpaczoną mentalnej fali.

Re: Wrażenia po zakończeniu [Spoiler]

: ndz kwie 26, 2015 1:08 pm
autor: Darnath
Źle rozłożony poziom trudności. Oczywiście, może się mądrzę, a grałem raptem na normalnym, ale mi chodzi tylko o proporcje. Tak do połowy gry każda potyczka była mniejszym, lub większym, ale jednak wyzwaniem. Człowiek kombinował, łykał miksturki, szukał dobrej taktyki, pauzował co kilka chwil. A druga połowa to stopniowo coraz łatwiejsza i łatwiejsza walka, coraz mniej angażująca. Po co wysilać się z czarami a atutami, jak drużyna na autopilocie radziła sobie praktycznie ze wszystkim, bez większych strat. Ostatniego bossa łyknąłem na raz, smoka Hylei też. Tylko Władczyni Podziemi była realnym wyzwaniem.
To chyba wynika z tego, że Obsidian mimo wielu obietnic i starań, chciał jednak zadowolić tych, którzy z grami Infinity nie mieli okazji się zapoznać. Gra w momencie zdobycia wszystkich towarzyszy robi się prosta i fakt - też dla mnie jedynym realnym problemem był Adrowy Smok (choć ostatecznie rozwiązałem to zadanie inaczej).
Twierdza - cieszyłem się, że jest, na początku dostarczała sporo radości i ogólnie twierdzę (^^), że to naprawdę fajny pomysł, ale, cholera, prawie zupełnie nie wykorzystany.
Też się zgodzę. Gdyby chociaż dali napisać nawet jakiemuś stażyście kilku fajnych bohaterów do twierdzy, czy wrzucili jakieś easter eggi (których albo nie dostrzegam, albo jest ich po prostu mało), aby Twierdza nabrała "smaku". Szukam odpowiedniego słowa określającego całą realizację i chyba najbliższe to "placeholder".

Jeszcze inna kwestia - przez ten poziom trudności i ograniczone doświadczenie, mam wrażenie że gra "solo" (choćby dla przygody i wyzwania) mija się z celem. Można to robić głównie dla osiągnięcia, ale nie wiem jakbym miał czerpać z tego satysfakcję.

Apropo audio (to widzę ogólnie jest kwestia sporna) - dla mnie ta muzyka była bardzo przeciętna i nie jestem w stanie się do niej w ogóle przekonać. Daleko jej do tego co słyszałem chociażby przemierzając Targos w Icewind Dale, a na pewno brakuje jej takiego ducha jakie miały utwory Tormenta. Moje obawy przedpremierowe okazały się słuszne i chociaż są kawałki jeszcze "nadające się" do odsłuchania, to żaden tak naprawdę nie współgrał mi z otoczeniem (w porównaniu np z Tormentem, tam do dzisiaj pamiętam muzykę z "wejścia Anny", rozmowy z Deionarrą czy walki w Fortecy Żalu). Brakuje motywu, który wszystko spaja, który łączy interesujące wydarzenie z tłem muzycznym.

Re: Wrażenia po zakończeniu [Spoiler]

: ndz kwie 26, 2015 7:04 pm
autor: Gorn
Soundtrack to sprawa dyskusyjna, przeglądając recenzje spotykałem się z rozmaitymi opiniami. Mi się jednoznacznie podobał, kilka motywów nuciłem nawet po pewnym czasie od wyłączenia gry, a w trakcie wszystko było jak trzeba.
Aczkolwiek fakt, że były soundtracki robiące zdecydowanie większe wrażenie, zwłaszcza wspomniany podkład muzyczny z Tormenta.

Z poziomem trudności bym tego nie sprowadzał do skompletowanej drużyny. Może jestem lamą, ale mi wciąż wiele rzeczy sprawiało trudność mają komplet. Niestety już wchodząc do 3 aktu nikt mi nie podskoczył. Przy 8-9 poziomie miałem na tyle potężne czary + prawie nieśmiertelnego Edera i wszystko szło łatwo.
Tym większym szokiem był Adrowy Smok, który jednym tupnięciem kosił pół drużyny. Ale pro tip: wystarczy się zgodzić na jego zadanie, rozstawić drużynę w odpowiednich miejscach i spróbować go trafić zaklęciem unieruchamiającym, wtedy robi się prosto.

Bardzo ciekawy jestem dodatku. Fabuła jest tak skonstruowana, że nie bardzo wyobrażam sobie ciągnięcie tego wątku tym bohaterem i drużyną, bardziej tu widzę miejsce na zmiany wewnątrz tego co jest. Czyli rozbudowywanie, a nie nabudowywanie kolejnych rozdziałów.

Re: Wrażenia po zakończeniu [Spoiler]

: ndz lut 07, 2016 5:33 am
autor: maeliev
To ja też dorzucę swoje trzy grosze. Zakodowane toto porządnie, żadnych technicznych problemów nie miałem. Rozwodzić się co i jak nie ma sensu, bo wszyscy już grali to wiedzą- spokojnie skupić się więc mogę na tym, co mi nie podeszło. Przede wszystkim drużyna- co za dramat... Zakompleksiona paladynka, jakiś wieśniak, jakaś zapłakana akuszerka- bez kitu, Avellone osobiście ją zaprojektował?!? Kana był spoko, polubiłem też eskimoską krasnoludkę. Aloth fatalnie zmarnowany, całą grę liczyłem, że ta jego druga wewnętrzna natura z niego wylezie i chłop jakoś ewoluuje w ciekawszą postać- zawód. No i ten cholerny dziadyga z kijem, jedyna postać, której historii nie dokończyłem, tak mnie pajac irytował że ręce opadają... "Dość już tego gadania, musimy popodróżować więcej w swoim towarzystwie" TO ZNACZY PSIAMAĆ ILE?!? Gra sie kończy, a on dalej nie chce współpracować. To go porzuciłem w jakiejś piwnicy i nara. A propos 'gra się kończy'- przeszedłem z detalami, wszystkimi misjami i sublevelami na trzy posiadówy. Krótkie to strasznie. Następna sprawa, tworzenie i rozwój postaci- mało portretów i brzydkie, opcji przy tworzeni od metra, ale mało z tego ma znaczenie w dialogach i samej grze, te skile bojowe typu 'broń wiejskiego chama' to jakiś żart chyba... Walka, piszą, że wymagająca? Po zjedzeniu zębów na BG 1 i 2, tu było żenująco łatwo. Ofc można sobie podśrubowac trudność, ale to już naciągane. Tylko te cholerne Pwdry (powinny się nazywać Pwndry, heh) robiły mi sceny póki nie podlevelowałem ekipy, tak, to z zamkniętymi oczami- szczególnie na smokach się zawiodłem, finalna walka też śmiech na sali. W ogóle walki za dużo i nie da się jej uniknąć- no, ale to nie Torment czy Fall.
Tyle narzekania, ale gra bardzo mi się spodobała! Świetne lokacje, klimat, historia nawet znośna, wykorzystywanie cech postaci w dialogach i interakcji z otoczeniem, morlane dylematy, podziemia- mniam! Dodatku nie odpaliłem, bo komp odmówił z nim współpracy i zawiesza się przy tych stu pięćdziesięciu paczach, bez których nie można go zainstalować- ale na dniach bedzie nowy sprzęt, to sobie na pewno machnę z radością. Dobra gra.

Re: Wrażenia po zakończeniu [Spoiler]

: sob maja 21, 2016 3:59 pm
autor: Wrathu
Miałem trochę technicznych problemów (strasznie mi się zacinało), ale przetrwałem, bo fabuła na to zasługiwała.

Skończyłem z towarzyszami: Edér, Kana, Sagani, Zrozpaczona Matka, Aloth.
Dla Palleginy nie chciało mi się questa wykonywać, druid od razu trafił do koszarów, a Niezłomnego nawet nie znalazłem. Ale to nic.
Jestem zachwycony Zrozpaczoną Matką. Rozmowy z nią były bardzo poruszające. No i ciekawie było mieć w drużynie wcielenie Raveli.
No i założę się, że w Pillars of Eternity 2, jeśli powstanie, towarzyszką będzie Falanroed.

Momentami widać, że chcieli, żeby było podobnie do Tormenta czy Icewind Dale (grałem z komentarzem twórców i w niektórych miejscach przyznają, że były inspirowane ID 1 albo 2).

Rozmowa z Iovarą pod koniec gry była przegenialna. Świetnie, że zwracała się bezpośrednio do towarzyszy (niczym Ravela w Tormencie). Poruszające.
Slajdy na koniec a la Fallout, pokazujące, co się stało z różnymi miastami o osobami, też bardzo na plus.

Gra skłania też do refleksji nad naturą religii, szczególnie pod koniec, kiedy wszystko wychodzi na jaw. Podobało mi się to.

Soundtrack jest genialny. Kojarzy mi się miejscami trochę z Howardem Shore i Johnem Williamsem. Znacznie lepszy niż dokonania Jeremiego Soule'a w BG czy ID.

Wiedziałem, że będzie dobrze, ale nie spodziewałem się, że aż tak.
10/10.