Wrażenia po zakończeniu [Spoiler]

Jeżeli masz pytania dotyczące fabuły produkcji, zadań lub wątku głównego zadaj je tutaj (pamiętaj by oznaczać spoilery)

Moderatorzy: Moderator, Global Moderator

Awatar użytkownika
Darnath
Administrator
Posty: 481
Rejestracja: czw paź 04, 2012 3:26 pm
Lokalizacja: Sigil
Kontakt:

sob kwie 04, 2015 12:19 pm  

Myślę, że nie ma sensu oznaczać tu wszystkiego spoilerem, po prostu ktoś kto czyta ten temat zdaje sobie z tego sprawę. Ale na wszelki wypadek.
Ten wątek to jeden wielki spoiler. Czytacie na własną odpowiedzialność!

-------

Ktoś przygodę ma już za sobą? Mnie trochę... rozczarowała. Gra jest świetna przez I oraz II akt (ten powiew nostalgii), ale III akt oraz epilog wydają się... pośpieszone? Zresztą Thaos
to chyba jeden ze słabszych antagonistów. Nie dość, że nie miałem szczególnej motywacji by się z nim mierzyć (w Tormencie niczego innego nie pragnąłem, ba, nawet Irenicus z Wrót Baldura dawał nam większe motywacje by go ścigać, wszak torturował naszych towarzyszy i prześladował nas w snach
). Zawodzi też trochę sposób w jaki możemy się z nim rozprawić, albo raczej jego brak. Po prostu.

Natomiast ten moment kluczowy i nasza rozmowa w epilogu jakoby wyjaśniająca, że bogowie tak naprawdę nie istnieją (acz być może jedynym był Eothas?) nie do końca mnie przekonała. Pytanie byłoby mocne, gdyby sama narracja w czasie rozgrywki dawała nam powody by wierzyć, że światem rządzą wyższe siły (coś więcej niż tylko dusze i magia). To wszystko jest jednak takie... rozwodnione.

In plus traktuję fakt, że zakończenie nie kazało nam wzorem starszych gier Infinity przedzierać się przez hordy wrogów i poziomów. Ot dość krótka fabularna przeprawa. Pod koniec czułem już zmęczenie materiału. Szkoda też, że akt III (po zamknięciu dostępu do Miasta Buntu) nie otwiera większej ilości zadań na świecie, a koncentruje się właściwie na kilku pozostałych obszarach.

Ostatecznie, jeżeli chodzi o samą grę - miała na pewno mnóstwo fantastycznych momentów i wątków, kilka ciekawie skonstruowanych zadań, piękne lokacje i kilku interesujących bohaterów niezależnych (Lady Webb, Zrozpaczona, Niezłomny, nawet polubiłem Edera); ale miała dla mnie też słabe momenty, jak epilog, zmarnowany potencjał z duszami, kilku odstających fabularnie towarzyszy (mnie nie przekonał ani Kana, ani Aloth, ani Pallegina).

Nie żałuję absolutnie czasu spędzonego, jestem tylko trochę zaskoczony nierównym poziomem. Poniekąd też wydaje mi się, że nasza ekscytacja tytułem wynika z tym czasem rozłąki (między ostatnimi grami Infinity, a teraz). Gdyby nie to, tak obiektywnie patrząc na warstwę fabularną - czuć rozczarowanie. Z drugiej strony, sam styl wizualny i to jak ta gra wygląda i jak się w nią gra - cudo. Jak mogli nas pozbawić takiej rozgrywki na tyle lat!

Obsidian ma spore pole do popisu przy kontynuacji, na którą na pewno będę czekał ;)