Torment: Tides of Numenera

Torment – towarzyszy będzie mniej, niż się spodziewaliśmy

Na miesiąc przed premierą Torment: Tides of Numenera na forum gry pojawiło się oficjalne potwierdzenie doniesień o tym, jakoby z tytułu wycięto część planowanych towarzyszy.
  • Torment: Tides of Numenera

Cała sytuacja, jak donosi RPGCodex, rozpoczęła się od pytania Fairfaxa, który zauważył, że „Zabawka” (The Toy) – jeden z towarzyszy, o którym obszernie pisał Adam Heine – została najprawdopodobniej wycięta z finalnej wersji gry. Podobny los spotkał też rzekomo innego towarzysza, Riastrada. Jak się okazuje, przypuszczenia były słuszne.

Przed paroma dniami Eric Schwarz potwierdził, że niektórzy kompani rzeczywiście zostali wycięci – w uzasadnieniu czytamy, że aby sprostać reaktywności na miarę pierwszego Tormenta, zdecydowano się dodać istniejącym postaciom więcej dialogów z graczem i innymi towarzyszami oraz wprowadzić częściowe udźwiękowienie bohaterów.

Eric zaznaczył przy tym również, że twórcy nie zamknęli jeszcze drzwi do dalszych zmian w produkcji Tormenta, a cała zawartość dodatkowa (DLC) będzie darmowa dla donatorów.

Warto przypomnieć, że dodatkowi towarzysze zostali wykorzystani jako tzw. progi finansowe (ang. stretch goals), czyli planowana zawartość sukcesywnie odblokowywana w miarę postępów w kampanii crowdfunding. Wygląda na to, że ostatecznie będzie ich sześcioro, a nie, jak zakładał Kickstarter, dziewięcioro.

Podobna sytuacja dotyczy rzemiosła, z którego zrezygnowano na rzecz wdrożenia większej liczby przedmiotów. Zmianie uległy również plany dotyczące drugiego dużego miasta w grze - ostatecznie będzie nim nie Oaza M'ra Jolios, a Wykwit. Nie oznacza to, że Oaza nie pojawi się w grze - przyjmie po prostu bardziej okrojoną formę.

Kolejna zmiana związana jest z wbudowanym kompendium informacji, które miało zawierać odkrycia, bestiariusz, lokacje i ważne wydarzenia. InXile rozważa wydanie go w „oddzielnej” formie (a więc poza zawartością gry).

Studio zrezygnowało również z włoskiej lokalizacji, tłumacząc to wysokimi kosztami w stosunku do potencjalnego targetu odbiorców. W tym wypadku wszyscy donatorzy skrzywdzeni decyzją mają możliwość uzyskania zwrotu.

To nie pierwsza sytuacja, kiedy rzeczywistość weryfikuje założenia kampanii crowdfundingowej. Po poprzednich zbiórkach okazywało się czasem, że twórcy, których reputację wykorzystywano, by zachęcić graczy do wsparcia tytułu, mieli przy jego produkcji minimalny (jeśli w ogóle rzeczywisty) udział.