Fhjull Rozdwojony Język

Wszyscy wydajecie mi się podobni do siebie... i myślę, że zapamiętałbym twoje naznaczone bliznami ciało... jest bardzo podobne do oddychających obrazów, które zapełniają galerię skór Pana Bel w Baator, oprócz tego, że mniej jest wdzięku, a więcej namiętności w rysach blizn.

Zauważasz biesa ze złamanymi skrzydłami; jedno jego skrzydło jest postrzępione, pokryte bliznami. Głos grzęźnie mu w krtani, gniewny, pełen rozpaczy, dochodzący zza zaciśniętych zębów.

"Tanar'ri w moim domu! Cóż za zniewaga! Dlaczego nie zaprosisz tu swojej całej plugawej rasy?!"

Rozdwojony Język jest ofiarą Triasa, którego nazywa zdrajcą. Podpisał z devą kontrakt, który obligował go do działalności dobroczynnej aż do chwili śmierci Triasa. Ma swój dom w kościach Ul-Goris w Zewnętrzu. Skrywa się tam zarówno przed śmiertelnikami, jak nieśmiertelnymi. Posiada wiedzę i przedmioty, które mogą się okazać przydatne.
 

Ofiara Triasa


"Fe! Lata służby jako Prokurator Generalny Piekieł! Pracowitość i organizacja. Nigdy nie poddawałem w wątpliwość słów przełożonych. Robiłem WSZYSTKO, o co mnie proszono. Karałem tych niżej mnie najokrutniejszymi i najbardziej pomysłowymi metodami, kiedykolwiek zawodzili."

"WTEDY... jedna nieostrożność i wszystko się zawaliło! Wszystko przez ŚLEPY TRAF. CHAOS. PRZYPADEK. A niższe rasy zastanawiają się, dlaczego baatezu pragną, aby wieloświat był uporządkowany." Przerywa i syczy ze złości. "Deva kłamał. *Kłamał*. Trias zdrajca podstępem namówił mnie do podpisania kontraktu i ja, zaślepiony możliwością pojmania go, wszedłem prosto w jego pułapkę."

"Jeśli on umrze, kontrakt wygaśnie... ale nie byłem w stanie go odnaleźć, a gdyby nawet, to jak miałbym wyrządzić mu krzywdę?! Co mam robić? Nawet te zdradliwe myśli palą boleśnie mój umysł. Ta krótkowzroczna chciwość kosztowała mnie resztę stuleci pobłażania i pogrzebała mnie w tej kloace dobrej woli. Ble."

"Noszę teraz klątwę i muszę czynić dobro i pomagać tym, którzy pomocy potrzebują. Fe! Niech na Triasa spadnie wieczność klątw! Niech ta jego błogosławiona pomoc się zasyfi! Niech całe sterty łajna Maladomini wyleją mu się na głowę!" Mówi z patosem jeszcze przez chwilę, a potem z powrotem zwraca się do ciebie i mówi przez zaciśnięte zęby. "Mój kontrakt z devą wymaga, abym teraz zapytał cię, czego sobie życzysz. Czy przychodzisz, aby mnie zabić? Zadręczyć?"
 

Skrzydła Bólu


"O, tak. Czyż nie są one piękne...? Fe! Przed wygnaniem odarto mnie przede wszystkim z nich. Zanim zostałem zmuszony uciekać z płonących gmachów mego ludu, skrzydła zostały mi odebrane jako trofea przez jakiegoś *abiszai* marnego pochodzenia i użyte w charakterze chorągwi w Wojnie Krwi. Wyrwano mi rogi z czaszki; jeden wydrążono, aby służył jako róg do picia dla mego Pana Bel, niech jego imię będzie przeklęte we wszystkich Sferach."
 

Słowa Fhjulla


"Wspomnienia biegną w mym umyśle, niemal tak jak u człowieka, niczym puste kaniony. Wielem stworzeń napotkał w mym życiu nieśmiertelnym... choć nie sądzę, abym spotkał wówczas i ciebie."

"Jeśli tak, to sama śmierć nie jest już niczym świętym. Fe. W moich czasach śmiertelnicy byli śmiertelni i znali swoje miejsce w szeregu... teraz każdy wraz ze swą matką poznał już nudę wieczności. Powinniśmy się zebrać i zaprosić wszystkich ze Sfer i zaoferować im kontrakty nieśmiertelności... zaoszczędziłoby to nam, ciężko pracującym baatezu, mnóstwa wysiłku. Fe."

"Wiesz, że gdyby każdy był nieśmiertelny, cały ten system penitencjarny mieściłby się w tej osławionej cuchnącej rzeczce. Fe. Nieśmiertelność nie jest zabawką, która przeznaczona jest dla tak niesfornych dzieci, jak ty."