Anna Spośród Cieni

Ano, po kiego chcesz się coś o mnie dowiedzieć? Nudno ci? Żadna to wielka opowieść, oj nie, więc jeśli czekasz na coś takiego to lepiej kłapaj jadaczką do kogo innego, kumasz?
Widze jak kukasz na mój ogon – jak bedziesz trzymał oczy przy sobie, to ci powiem skąd się wziął: to błogosławieństwo mojego Dziadka… albo Babki, tego które było biesem. Jestem diabelstwem, ano tak, a dość we mnie demoniej krwi, żeby z pleców wyrósł mi ogon. Ta krew przesiąkła do mnie od Dziadka i Babki… a najpierw przeszła przez moich starych, kimkolwiek byli.

Farod? Mój tatko? Ha! Ten stary kulawiec nie je moim tatem – przynajmniej nie tym akuratnym. Po prostu mnie wychował, wyciąg mnie z Ula i zabrał do swojej obory.

Nie myśl se tylko, że był z niego taki dobrodziej… nawet łza mu nie kapła nade mną sierotą – potrzebował ino kogoś, kto mu pomoże zdzierać truposzy z ulic Ula, a ja jestem dość mała, cobym mogła wejść tam gdzie chłopaki nie mogą. Poza tym większość z ciołków w jego kompanii to strachliwe mazgaje, bo większość truposzów znajduję tam gdzie inni boją się pójść. Grabarczyki płacą nieźle miedzi za truposzy, których im przynosze, a Farod nie zabiera mi z tego za dużo, no to chyba nie jest taki zły, co?

Dość tych pytań. Teraz ja powiem cosik TOBIE.

Widze co robisz i trza ci powiedzieć pare rzeczy jak mamy razem wojażować… po pierwsze – nie kłapaj jadaczką i nie gap się na każdego kogo spotkasz. To pewien sposób na kłopoty, mówie ci. I nie gadaj żadnych imion nadaremno, bo przyciągniesz wszystko co najgorsze, i to całkiem szybko.

I jeszcze jedna sprawa. Nie myśl se, że możesz traktować mnie jak popychadło. Jak tylko zaczniesz, wezmę  ja te noże i cię pochlastam, zobaczysz.

Noże? Ano, koziki są moje. Lubie je, ano tak – możecie se trzymać te wasze topory, młotki i maczugi – ale sztylety bardziej wolę. Zachowuj się ino dobrze, a ci ich nie wbiję, co?


Anna: Czaszko, trzymaj oczy przy sobie, albo ci je zabiorem.
Morte: Ale już przecież masz moje serce, kaduku.


Spośród Cieni

Widzisz uderzającą rudowłosą dziewczynę ubraną w skórzaną zbroję. Jej prawa ręka pokryta jest kilkoma nachodzącymi na siebie płatami, które wyglądają, jakby zabrano je za skóry jakiejś istoty, a lewą chroni rogaty naramiennik. Co dziwne, ma ona ogon... którym macha tam i z powrotem, gdy się jej przyglądasz.

Anna jest jedną z najtragiczniejszych postaci w Udręce. Ta niewinna rudowłosa dziewczyna nie z własnej woli została splątana z przeznaczeniem Bezimiennego. Jej i tak już żałosne życie zostało połączone z przerażającą udręką kogoś, kogo darzyła czymś więcej niż zwykłą sympatią.

Annę po raz pierwszy spotkamy niedaleko gospody Proch do Prochu. Gdy zapytamy ją o Faroda, skieruje nas do Alei Niebezpiecznych Węgłów, co jak się później okaże było mylnym tropem. Dołączy do nas dopiero za namową Faroda, gdy wręczymy mu Kulę z brązu. W momencie dołączenia ma 5. poziom złodziejki. Posługuje się sztyletami naręcznymi i jako jedna z nielicznych postaci może nosić tatuaże. Należy do frakcji Autonomów.


Anna (fanarty Michele Chang)


Podróżując z Anną warto wykorzystywać umiejętność krycia się w cieniu (możemy ją aktywować jedynie poza walką). Dzięki niej Anna jest w stanie zadawać bardzo duże obrażenia. Oprócz podstawowych mechanicznych zalet tej postaci jest ona nieocenioną towarzyszką – usłyszymy od niej masę zabawnych dialogów (zwłaszcza w połączeniu z Mortem i Nordomem). Niech nie zwiedzie Was jej szorstki język i obelgi kierowane w naszą stronę. Bezimiennego i Annę może dzielić w grze coś więcej niż przyjaźń – punkt kulminacyjny „przyjaźni” nastąpi po spotkaniu z Ravelą Szaradną.

W wersji oryginalnej głosu użyczyła jej Sheena Easton, w wersji polskiej dubbingu podjęła się Adrianna Biedrzyńska.


Anna: Na co siem gapisz, czaszko?
Morte: Myślałem, że jesteś ładna, ale się pomyliłem.
Anna: Zabić to mało.


Ekwipunek

Sztylety naręczne Anny

Obrażenia: 1–4, kłute
Szybkość: 2
Waga: 2
Biegłość: Pięści
Mogą być używane jedynie przez Annę

Opis: Standardowa broń Anny to para zębatych głowni od sztyletu przymocowanych do żelaznych kastetów. Sztylety są ostre niczym brzytwa i świetnie się sprawują. Dodatkowo, dzięki dość małym rozmiarom można je szybko schować w przypadku nagłego pojawienia się patrolu straży.


Kamizelka Anny

Klasa pancerza: 8
Waga: 10
Może być używana jedynie przez Annę

Opis: Kamizelka Anny przypomina skórzaną zbroję, ale wydaje się bardziej giętka i zapewnia większą swobodę ruchów. Nie jesteś pewien, jaka skóra posłużyła do jej wykonania, ale jest chyba dość wytrzymała. Z przodu kamizelka spięta jest trzema paskami, a wzdłuż lewej ręki umocowane są nakładające się na siebie opaski. Kiedy zajdzie potrzeba, Anna może schować w nich swoje naręczne sztylety.

To podstawowy ubiór Anny. W warsztacie krawieckim Gonkalfa (Dzielnica Urzędnicza) można także zakupić Kabat bezczelnego łotrzyka (KP: 4, TraK0: +1, Waga: 12) oraz Kabat przemykającego cienia (KP: 6, Waga: 8, +15% do kradzieży kieszonkowej, +25% do krycia się).


Kolczyki ze spiętych zębów

Specjalne właściwości:
+5% premii do otwierania zamków
Waga: 0
Mogą być używane jedynie przez złodziei

Sama myśl, że Anna mogłaby nosić coś tylko dla ozdoby sprawia, że nabierasz podejrzeń co do tych kolczyków.

Po dokładniejszym zbadaniu odkrywasz, że te metalowe kolczyki są tak naprawdę kilkoma znakomicie wykonanymi wytrychami. W razie potrzeby, można je odczepić i otworzyć nimi oporny zamek.


Nordom: Anno, czy zadaniem twojego ogona jest pokazywanie aktualnego poziomu wrogości?
Anna: A co *to* za durne pytanie, ty szpicowane pudło?!
Nordom: Moja analiza okazała się trafna: Zagrożenie! Zagrożenie!


Tatuaż Anny Spośród Cieni

Po dołączeniu diabelstwa do naszej drużyny będziemy mogli nabyć wymieniony tatuaż w Salonie Upadłego.

 

Specjalne właściwości:
 +1 do zręczności
 –1 do charyzmy
 –1 do mądrości
 +3% do kradzieży kieszonkowych
 +3% do krycia się
 +3% do otwierania zamków
 +3% do wykrywania pułapek
Może być używany jedynie przez Złodziei
Może być używany jedynie przez Bezimiennego
Koszt: 900 SM


Zdradzamy elementy fabuły


Romans

Anna: „Stary kulawiec? To mój Tata... cóż, może nie *prawdziwy*. Znalazł mnie, gdy byłam małom dziewczynkom...” Anna wzrusza ramionami. „Potrzebował Zbieracza, który by siem wślizgnoł w miejsca, w które jego grubi kumple nie byli w stanie, wienc mnie wzioł na wychowanie.

Bezimienny: „I tak nie sądziłem, że jesteście podobni.”

Oczy Anny zwężają się, a jej ogon zaczyna bić w ziemię. „Co przez *to* rozumiesz?”

Bezimienny: „Mam na myśli, że ciężko znaleźć jakieś podobieństwo między tym paskudnym, zgarbionym, chciwym, śmierdzącym trollem żlebowym a tobą.”

Twarz Anny pokrywa się głęboką czerwienią. „Och, *tak*? A skond to wiesz?”

Bezimienny: [Prawda] „Słuchaj, czy kiedykolwiek na siebie *spojrzałaś*? Oprócz tego, jak się nosisz, jesteś pewna siebie, rozsądna i zgrabna. Nie mówiąc już o twoim cudownym wyglądzie: masz bujne, ognistorude włosy, zielone oczy i ten uderzający profil.”

„Więc to właśnie miałem na myśli, gdy powiedziałem, że ty i Farod jesteście do siebie niepodobni.”

Anna przytakuje, wciąż się w ciebie wpatrując. Nawet nie mrugnęła.

Bezimienny: „Słuchasz mnie?”

Anna nagle pochyla się i gryzie cię mocno w kark, wydając lekkie syknięcie. Jednak zamiast się odsunąć, przyciska się do ciebie blisko i szepce ci do ucha: „Czy podobajom ci siem twoje szanse?” Jej ogon zaczyna powoli uderzać tu i tam, ale w rytmie raczej hipnotyzującym niż wściekłym.

Czujesz jak serce Anny bije szybko, a jej policzki czerwienieją. Nagle zdajesz sobie sprawę, że jej skóra jest gładka, miękka. „Chcem ci coś powiedzieć, a ty nie możesz siem ze mnie śmiać.”

Bezimienny: ”W porządku...”

Anna: „Czy wiesz, jak *pachniesz*? Och, tia – to mnie doprowadza do obłendu bardziej niż Chaosyta, o tia.” Wącha twój policzek i wydaje z siebie niski, chętny syk. „Widzem, jak na mnie patrzysz i *podoba* mi siem to. Masz głodny *wzrok*, o tia. To mnie rozpala.”

„Chcem ciem ugryźć, lekko w kark...” Drażni twoją szyję zębami, nie przecinając skóry, a gdy szepce, czujesz jej oddech w swoim uchu. Jej dłoń przesuwa się na tył twojej szyi i zaciska, czujesz jak jej paznokcie wpijają się w twoją skórę. „Pragne przeciongnonć paznokciami po twojej szyi i zmusić ciem, byś mnie pocałował.”

„Czy wiesz, że mogem ciem *wyczuć* z pienćdziesienciu kroków, ten zapach formaliny, co siem roznosi od ciebie jak od zombich Grabów. Może jeśli byś siem nieco wymył, byłbyś niezłym konskiem.” Jej oczy błyszczą. „Tak bym ciem uwielbiała, że byś spadł z iglicy.” Cofa się, ogonem delikatnie przesuwa po twojej nodze, po czym obdarza cię twardym spojrzeniem. „Wienc... podobam ci siem?”

[Schwyć ją i też ugryź.]

Chwytasz Annę i zanim zdążyła się wyrwać, gryziesz lekko w kark. Gdy twoje zęby dotykają jej skóry. Anna syczy głośno, drapiąc pazurami jak kot i odrywa się od ciebie. „Tylko ciem *drażniłam* ty, ty pokryty bliznami wampirze! Z–z–zostaw mnie!” Jednakże pomimo jej protestów, twarz ma zaczerwienioną i ciężko oddycha. „I trzymaj te swoje graby przy sobie!” Krzyżuje ręce. „Sprawiasz, że siem czerwienie, o tia!”

Bezimienny: „Ty ugryzłaś *mnie*, ja ugryzłem *ciebie*. Jak ci się to nie podoba, to tego NIE rób.”

Anna: „Bendem robić, co *mi* siem podoba, o tia.” Anna parska. Wciąż jest nieco zaczerwieniona. „Trzymaj tylko te swóje graby przy sobie, dobra?”

 

Zostań...

Bezimienny: „Czy wszystko w porządku? Chciałem zadać ci kilka pytań.”

Anna: „Czemu zatem nie spytasz swojego stuk–uba, co?” Oczy Anny zwężają się w szparki. „Czemu w ogóle z nią *podróżujemy*? Nie POTRZEBUJEMY jej, o nie.”

Bezimienny: „Anno, chcę, żebyś ty ze mną została – nie ona. Jeśli ci przeszkadza, to poproszę ją, żeby odeszła.”

Anna: „Zatem to zrób!” Anna wpatruje się w ciebie. „Założe siem, że tego nie zrobisz – jeśli tak się stanie, to wyjdzie nam to na dobre. Jeśli nie, to znowu o tym bendziemy rozmawiać, o tia.”

Bezimienny: „Anno, potrzebuję wszelkiej pomocy, jaką jestem w stanie otrzymać – w tym twojej.”

Anna: „Jesteś paskudnym *kłamcom*, o tia. Pozwoliłeś mi siem włóczyć za sobom, ponieważ nie wiesz, co jeszcze można by ze mnom zrobić, o nie! Czemu po prostu nie powiedziałeś mi, żebym siem wypchała, jak Farod uczynił mnie twojom opiekunkom?!”

Bezimienny: „Ponieważ...”

Anna: „Czy sondzisz, że PODOBA mi siem podróżowanie z tobom?! Tak SONDZISZ?! Ponieważ...” Twarz Anny wyraża obrzydzenie. „Twoje życie, jeśli można je tak NAZWAĆ, jest POBOJOWISKIEM, podobnie jak twoja *skóra* – całe pociente i pokryte bliznami. Sondzisz, że masz jakieś wielkie spotkanie z losem albo przeznaczeniem, ale nie! Jesteś po prostu *śmieciem*, o tia!”

Bezimienny: „Anno, nie prosiłem cię, żebyś odeszła, ponieważ nie *chciałem*, żebyś odeszła.”

Anna: „Och, tia, a czemuż TO znowu? To powinno być głembokie, o tia. Żal ci mnie, tia? Sondzisz, że ciem spowalniam? Dalej, powiedz to!”

Bezimienny: „*Nie* jest mi ciebie żal i *nie* spowalniasz mnie – jesteś szybka, wyszkolona, a ja naprawdę potrzebuję wszelkiej pomocy, jaką jestem w stanie otrzymać.”

Anna marszczy się, jej ogon uderza raz z jednej strony, raz z drugiej. „Tia... cóż... *wiedz*, że wybebesze jom, jeśli tylko zacznie siem ona przyglondać tobie jak śniadaniu, o tia.” Wpatruje się w ciebie. „I nie sondź, że zostajem, ponieważ *ty* tego chcesz – po prostu ci pomagam, tia.”

 

Nie-Sława o Annie

Bezimienny: „Chciałbym porozmawiać o Annie”

Nie-Sława: „Jest silna i zdolna, a także dość namiętna. Prawie żałuję, że nie spotkałam jej dawno temu i nie poprosiłam, by przyszła do Przybytku... Może wypadki potoczyłyby się inaczej.” Sława przygląda ci się przez chwilę. „Co o niej myślisz?”

Bezimienny: „Cóż, wydaje mi się, że mógłbym się w niej zakochać.”

„Nie wiem... Wygląda na to, że zostawiam te *szczątki* gdziekolwiek bym nie poszedł, a szczególnie z Deionarrą i innymi, których żyć dotknąłem. Może byłoby najlepiej, gdybym odszedł całkiem samotnie.”

Nie-Sława: „Deionarra była tą kobietą w kamieniu doznań tęsknoty? Była tą, która kochała twoje poprzednie wcielenie?”

Bezimienny: „Tak. Zrobiłem jej coś strasznego, ale nie wiem co.”

Nie-Sława: „Na to odpowiedziałabym w ten sposób – miłość może nawet poruszyć Sfery, gdy jest silna i prawdziwa. Pośród moich doświadczeń nie ma nic bardziej prawdziwego niż uczucie, jakim obdarza się drugą osobę.”

„Zanim zdecydujesz się chronić innych przed swoimi uczuciami, pamiętaj jedno – miłość jest potężna, tak potężna, że odnalazła drogę do czarnego serca Raveli, a jej dotyk kazał cenić jej drugą osobę bardziej niż siebie. Czy wiesz jakiej trzeba było siły, by odmienić serce kogoś takiego jak Ravela? Pomimo całego bólu, jakiego mogła być źródłem, wydaje mi się, że trzeba powiedzieć o dobru, które stworzyła.”


*Diabelstwo*. Ta ognista. Żadnego wyboru. Nic a nic. Kiedy się *czuje* zamiast *myśleć*, mało jest miejsca dla wyboru. – Ravela Szaradna


 

Ravela o Annie

„Ach...” Ravela wskazuje ruchem ręki na Annę, jak gdyby ta była wystawiona na aukcji na sprzedaż. „Spójrz na to pełne energii diabelstwo... te *ogniste* włosy i głos...” Ravela uśmiecha się, ukazując rząd żółtych zębów. „Czy mam powiedzieć o *twojej* udręce, kaduku?”

Anna zdaje się być sparaliżowana, jej oczy rozszerzają się, gdy Ravela zwraca swój mroczny wzrok na nią. Widzisz, jak drży, a jej serce bije szybko.

„Nie... nie, nie powinnam o tym mówić.” Głos Raveli cichnie, niemal wyczerpując się, a jej uśmiech znika powoli z twarzy. „Wychowana wśród okrucieństw i męczarni, Ravela... świat jest dość rozdartym miejscem...” Obraca się w twoją stronę i wzdycha. Możesz dostrzec, że jej przekrwione oczy są pozbawione blasku.

 

Ja...

Bezimienny: „Tam, w labiryncie, Ravela powiedziała, że cierpisz... co miała na myśli?”

Anna marszczy się. „Ona nie miała na myśli *nic*, o nie. Zbzikowane gadanie wiedźmy, o tia.”

Bezimienny: „Czy jesteś pewna?”

Anna: „To NIC nie było. Jeśli ty nie wiesz, co ona mówiła, to ja też nie.”

Bezimienny: „Cóż, jeśli chcesz o tym porozmawiać, to słuch...”

Anna: „Ja...” Głos Anny na chwilę opada. „Nie wiem, czemu z tobom podróżujem! Nie wiem, czemu poszłam z tobom, by znaleźć Ravele!” Marszczy się, ale zdaje się być bardziej skonfundowana niż wściekła. „To nie ma *sensu*, o nie, a ja tego nie lubie.”

„Ja...” Anna bierze głęboki oddech. „Chyba coś do ciebie *czuje*. To dziwne, o tia... i nie sondzem, żebym kiedykolwiek *kogoś* lubiła. Ale ciebie...” Anna wzrusza niepewnie ramionami, nie patrząc ci w oczy. „Nie wiem, co w tobie jest, to znaczy – czensto jesteś *głupi*, chodzisz jakbyś miał połamane biodra, jesteś niezgrabny, śmierdzisz jak zombie, ale...” Wzdycha. „*Lubie* ciem.”

Bezimienny: „Anno, czemu nic nie powiedziałaś? Mogliśmy to rozwiązać dawno t...”

Anna: „To dlatego, że sondze żeś jest *zgubiony*.” Anna nagle patrzy ci w oczy. „Sondze, że chodzisz w kajdanach, ale jeszcze o tym nie wiesz. Wienc... zależy mi na tobie, ale siem o ciem obawiam... i to mnie *zabija*, o tia. Nie chce, abyś doznał krzywdy, ale nie wiem co zrobić, żeby do tego nie dopuścić!”

[Pocałuj ją.]

Chwytasz ją wolną ręką za tylną część szyi i patrzysz, jak jej rysy tężeją, gdy przyciągasz i całujesz ją w usta.

Z początku jest to jak całowanie ściany, ale potem powoli ona zaczyna oddawać pocałunki, najpierw z wahaniem, potem pewniej. Jej usta lekko gryzą twoją główną wargę. Słyszysz, jak mruczy, a jej ogon zaczyna owijać się wokół twojej nogi, po czym *zaciska się*, a każde ściśnięcie to kolejne ugryzienie.

Morte: „Hej, wy dwoje, przestańcie, bo zawołam dabusa, żeby was rozdzielił! Albo przynajmniej pozwólcie, że się wtrącę.”

Gdy ją całujesz, nagle zauważasz, że skóra Anny stała się ciepła – promieniuje gorącem jak rozżarzone węgle. Cofasz się, Anna po raz ostatni cię gryzie, po czym patrzy na ciebie ze zdziwieniem, potem z wściekłością. „O co chodzi? Nie jestem w tym dobra, tia?”

Bezimienny: „Nie, to twoja skóra – czemu nagle zrobiłaś się taka gorąca?”

Anna: „Tia?” Anna marszczy się i przygląda się sobie. Zauważasz, że spod jej kostiumu wydobywają się cieniutkie wstęgi dymu. „To biesia krew...” Wznosi brwi. „*Coś takiego* nigdy mi się nie zdarzyło.”

Bezimienny: „Co? Nikt cię przedtem nie pocałował?”

Wzrusza ramionami. „Nikt siem nigdy nie *odważył*. A nawet gdyby, to i tak wontpie, czy to by było tak jak teraz.”

Bezimienny: „Uznam to zatem za komplement.”

Anna: „Tia... hem...” Anna rozgląda się dookoła i macha niezdarnie ogonem. „Czy bendziemy teraz iść dalej, czy co? Nie mamy czasu, by stać i gadać, o nie.”

Bezimienny: „Cóż, *ja* jeszcze nie skończyłem cię całować. Chodź tutaj.”

Cofa się, przestraszona. „Nie – kto wie, co mogłoby siem dalej stać – może zamieniłabym siem w *płomień*, o tia! Lepiej trzymaj siem z tymi ustami z daleka!”

 

Pożegnanie w Fortecy Żalu

Anna: „Tak tu zimno…”

Istota Wiekuista: „ACH... DZIEWCZYNA PÓŁDIABLĘ.”

„GDZIE JEST TEN, KTÓRY CIĘ TUTAJ PRZYPROWADZIŁ?”

Anna: „W miejscu, w którym go *nigdy* nie odnajdziesz. A jeżeli bendziesz sobie roił, że do niego trafisz, wiedz, że najpierw bendziesz musiał ze mnom siem zmierzyć.”

Istota Wiekuista: „TWOJE SŁOWA MAJĄ SIŁĘ NAMIĘTNOŚCI. I BARDZO NIEWIELE ROZSĄDKU.”

Anna: „Jeśli to tylko da mi siłem, dzienki której bendem ciem mogła wypatroszyć, to nic więcej mnie nie obchodzi!”

Istota Wiekuista: „CIEKAWE...”

„POWÓD, DLA KTÓREGO ZDECYDOWAŁAŚ SIĘ PÓJŚĆ ZA NIM, ZACZYNA BYĆ PRZEJRZYSTY...”

Anna: „Dosyć już tej twojej klekotaniny! Jeżeli szukasz zwady, to ruszaj!”

„CZYŻ MOŻLIWE JEST, BYŚ UWAŻAŁA, IŻ MASZ DLA NIEGO *SZCZEGÓLNE* ZNACZENIE?”

Anna: „Jeśliś taki chojrak i chcesz ze mnom popróbować szczenścia, to dawaj! Nie krempuj siem...”

Istota Wiekuista: „DIABELSTWO. WIEDZ, ŻE PRZEZ WIELE ŻYWOTÓW CZUJNIE OBSERWOWAŁEM TEGO, ZA KTÓRYM PODĄŻASZ. ZNAM JEGO SERCE I WIEM, ŻE BYŁO MNÓSTWO TAKICH, W KTÓRYCH BUDZIŁ NAJGORĘTSZE NAMIĘTNOŚCI.”

„SPOŚRÓD NICH WSZYSTKICH JESTEŚ Z PEWNOŚCIĄ *NAJMNIEJ* WARTOŚCIOWA. ALBOWIEM TWOI RODZICE POGWAŁCILI PRAWA RZĄDZĄCE SFERAMI. I TY POCZĘŁAŚ SIĘ Z TEGO GWAŁTU...”

Anna: „*Przyskrzyń* swojom klekote, słyszysz?! Zamilcz...”

Istota Wiekuista: „ODPOWIEDZ MI NA TO, A POZNASZ CISZĘ, DZIECINO.”

„CZY TEN, ZA KTÓRYM PODĄŻASZ, JEST CI *NIEOBOJĘTNY*?”

Anna: „Więcej dla mnie znaczy niż moje życie.”

Istota Wiekuista: „WIĘC – GIŃ!”

Jeżeli przywrócimy Annę do życia po połączeniu się Bezimiennego ze śmiertelnością, będziemy świadkami wzruszającego pożegnania bohaterów.

Sięgasz do niej swoją mocą, czujesz powiew powietrza i Anna się porusza – podnosi powoli głowę, po czym potrząsa nią, zdezorientowana.

Bezimienny: „ANNO, CZY DOBRZE SIĘ CZUJESZ?”

Oczy Anny rozszerzają się, gdy słyszy twój głos. „C-co ci siem *stało*? Twój głos – jest jak echo, tia.”

Bezimienny: „ZMIENIŁEM SIĘ. JESTEM TERAZ CZYMŚ INNYM I NIE MOGĘ POZOSTAĆ TU DŁUŻEJ. PRZENIOSĘ CIĘ Z POWROTEM DO SIGIL, JEŚLI TEGO CHCESZ.”

Anna: „Dok...” Anna otwiera usta, po czym milknie. „D-dokond *ty* idziesz?”

Bezimienny: „WIELE ZBRODNI POPEŁNIONO, GDY MOJA ŚMIERTELNOŚĆ I JA BYLIŚMY ROZDZIELENI. WRAZ Z NIMI PRZYCHODZI... CENA. W SFERACH NIŻSZYCH JEST MIEJSCE ZAREZERWOWANE DLA TAKICH JAK JA. TO... PEWNEGO RODZAJU KARA.”

Anna: „Ale ja... ja *nie chcem*, żebyś odchodził.”

Bezimienny: „NIE ZAPOMNĘ, JAK WIELE BYŁAŚ GOTOWA DLA MNIE POŚWIĘCIĆ, ANNO.”

Anna przytakuje. Wygląda, jakby miała coś jeszcze powiedzieć, ale potem milknie – ale niewypowiedziana myśl wciąż pozostaje w jej umyśle, oczekując.

Bezimienny: „NIE POTRZEBUJĘ TWOICH SŁÓW, ABY WIEDZIEĆ, CO TKWI W TWYM SERCU, ANNO. ŻEGNAJ.”